Praca na wykopaliskach w wiosce czarodziejów pozwoliła Sebastianowi w pewien sposób odpocząć od ostatnich wydarzeń. Wprawdzie nie poczynili w ciągu tych kilku dni jakichś ogromnych postępów, jednak przygotowanie się do pokonania kolejnych przeszkód było na tyle zajmujące, że mężczyzna zdołał nieco odciąć się od tego, co działo się obecnie w Dolinie Godryka czy w Londynie. Chociaż dalej martwił się o niektórych krewnych – zwłaszcza młodą Sarah – tak towarzystwo ekspertów, z którymi potrafił się dogadać, sprawiała, że nie siedział w kącie pogrążony w czarnych myślach.
Aktualnie trzymał się nieco z tyłu grupy, poprawiając co rusz guziki swojego ubrania roboczego. Chociaż sprzyjająca przebywaniu na zewnątrz pogoda sugerowała, że mógłby przywdziać jasne barwy, tak, gdy padło hasło, że mogą trafić do podziemi, postanowił założyć coś na kształt ciemnego kombinezonu roboczego, który zasłaniał znaczną część jego ciała.
— Pozytywny jak zwykle — mruknął pod nosem na komentarz Cathala,
Na temat samego klątwołamania nie miał zbyt wiele do powiedzenia, więc po prostu pozwolił pannie Crouch pracować w spokoju. Brak mu było umiejętności z tej dziedziny, jednak nie był też kompletnym ignorantem. Obserwował uważnie poczynania kobiety, starając się we własnej głowie zrozumieć, jak tak właściwie wygląda procedura odczyniania tak starych zaklęć i uroków. Każda rodzaj magii był inny, a Macmillan zdawał sobie sprawę, że raczej nie było zbyt wielu podobieństw między przeciwdziałaniu starożytnym klątwom a wypędzaniem duchów na drugą stronę.