Martwiła się o niego naprawdę mocno i bała się, że jest może chory na umyśle, albo ma jakąś chorobę i liczył, że te eliksiry go wyleczą, a ona go zawiodła? Nie wiedziała nic, a chłopak naprawdę zachowywał się niepokojąco. Avelina nie wiedziała jak się zachować, jak się odezwać, a uleczyć jego ręki nie chciała, ponieważ często te zaklęcia leczące drobne rany jej nie wychodziły, a nie chciała go jeszcze bardziej zranić.
– Nic nie powiem, ale sama chciałabym wiedzieć, co się stało, że tak zareagowałeś… – gdy zaczął mówić o jakiejś Heather, Avelina popatrzyła na niego zaskoczona. Nie rozumiała jego zmiany, ani zachowania, ale nie była też typem osoby, który wnika, więc jeśli ten znowu zleje jej zmartwienie zrozumie to, ale spać dzisiaj spokojnie nie będzie.
– Myślę, że z leków i medycznych rzeczy nic jej nie jest potrzebne. Zależy co lubi. Może kwiaty, albo jakaś bombonierka jeśli lubi słodycze, albo jakiś wisiorek. Myślę, że taki prezent zrobiłby jej przyjemność, albo sama twoja obecność jeśli jest ci bardzo bliska. – odpowiedziała, ale cały czas go obserwowała. – Na pewno dobrze się czujesz? – popatrzyła na jego rękę z niepewnością wymalowaną na twarzy.