W odpowiedzi kiwnęła głową, bardzo powoli. Chciała odpowiedzieć, że taką ma nadzieję, bo pierwsza pomoc to kropla w morzu, w przypadku tak ciężkich urazów czy poparzeń. Wiedziała, że kobietą zajmują się wypoczęci uzdrowiciele o znacznie większym arsenale opcji niż różdżka - jak chociażby najróżniejsze eliksiry czy zioła. Mogła mieć tylko nadzieję, że obrażenia jakie zyskała Moss nie okażą się śmiertelne. Nic nie odpowiedziała, bo słowa ugrzęzły w jej gardle.
- To dobry pomysł - przyznała. Oboje wiedzieli, że nie mogą zwierzaka zostawić, a wstępne opatrzenie jego zranień to tylko początek leczenia. To, że zwierzaka zabierają ze sobą nie podlegało żadnej dyskusji. - Możemy się wymieniać w trakcie drogi, jeżeli zaczniesz czuć się zmęczony - zaproponowała. Nie mogła od niego wymagać przecież, by całą drogę niósł go sam.
Wyglądało na to, że urok jaki rzuciła żeby wyciszyć zwierzę zadziałało bez większego problemu. To pozwoliło jej wstępnie opatrzeć jego zranienia, w taki sposób, by w trakcie drogi nie pogorszyć jego stanu.
- Czasami mam wrażenie, że nieświadomie pakuję Cię w takie sytuacje - kącik jej ust uniósł się na krótką chwilę. Mimo, że jej pamięć nie była absolutna, wydarzenia z tamtego dnia pamiętała bardzo dobrze. Oczywiście, bez szczegółów - pamiętała jednak wsparcie Rookwooda oraz to, że dzięki niemu nie weszła w samo centrum wydarzeń. - Aż dziwne, że jeszcze mnie lubisz - dodała, nim zdążyła ugryźć się w język. Dlaczego to powiedziała? Przecież nie miała pewności, że tak było. Gdyby ją lubił, nie zerwałby kontaktu na tak długi czas.
- Poradzimy - odpowiedziała nieco ciszej, wyraźnie speszona swoimi poprzednimi słowami. Odchrząknęła, starając się zrobić przysłowiową, dobrą minę do złej gry - Poradzimy. W końcu działamy razem - dodała, tym razem głośniej i pewniej.
Wstępne opatrzenie ran zwierzęcia pomogło - a on, najpewniej wciąż pod wpływem uroku, był znacznie spokojniejszy niż wcześniej - Chodźmy, dopóki mój urok działa. Gdy się ocknie, z przerażenia dalej może próbować z nami walczyć - dodała. [/a]Mimo swojego ogólnego nieogarnięcia, znała Rookwooda na tyle, że wiedziała, jak w niekomfortowej dla niego sytuacji został postawiony. A jednak, był tu z nią, pojawił się na Polanie, sam zaoferował że pójdą razem w sam środek ciemnego lasu, ani na moment nie wykazywał niechęci i nie demonstrował, jak niekomfortowo się czuje. - Ulek? - odezwała się nagle, gdy zmierzali w stronę Polany. - Dziękuję
Sukces!
Na rozproszenie bólu u zwierzaka
beauty and terror
just keep going
no feeling is final