01.08.2023, 22:08 ✶
Dostrzegałem starania Vespery mające na celu pokazać, że wbrew pozorom jest silną i niezależną kobietą, ale ja już znałem te jej zagrywki. Nigdy nie przyznawała się głośno do słabości, a kiedy coś nie grało, zresztą podobnie jak ja, unosiła dumnie podbródek i udawała, że nie było tematu. Nie płakała. Do rodzinnej beksy było bliżej mi, gdyż miewałem momenty, gdzie faktycznie zalewałem się łzami i to Vespera wtedy ratowała mnie z opresji, a przy okazji pomagała ukryć to przed innymi. Nie ukrywałem przed nią, że miewałem swoje problemy o podłożu psychicznym. Niestety, kiedy się za bardzo piętrzyły, jakoś musiały ujść... A nie wszystko można było zalać eliksirami.
Zgodnie z niepisanymi zasadami, które wśród nas panowały jako bliźniaków, postanowiłem nie wyrzucać jej słabości. Pomogłem jej jedynie w milczeniu wstać i zrobić ten krok ku umywalce, gotów w pobliżu łapać ją, gdyby miała zasłabnąć. Szczerze w to wątpiłem, bo wolałaby aby świat się skończył aniżeli miałaby stracić na siłach.
Wysłuchałem ją i przeanalizowałem powoli w głowie, co mi przekazała. Westchnąłem lekko w zakłopotaniu. Trzeba było rozwiązać tę zagadkę.
- Gdyby ktoś cię zatruł, to musiałby truć cię przez ten cały czas od połowy maja... Nie sądzę by którykolwiek z domowników się odważył, poza tym nikt tu nie ma motywu - zauważyłem, mając to za pewnik. Co jak co, mieliśmy swoje wady, ale rodzinie byliśmy bezbrzeżnie wierni. Zdrada nie wchodziła w grę. Prędzej by nas zabiła własna krew aniżeli byśmy mieli się obrócić przeciwko rodzeństwu albo ojcu, albo nawet i dalszej rodzinie. Mniemałem, że skoro Ojciec tak bardzo ufał Czarnemu Panu, on również grał z nami do tej bramki, a więc...
- Ból głowy, mdłości... Zmieniałaś w ostatnim czasie swoją dietę? Pojawiło się w niej coś nowego? - zapytałem, sięgając po różdżkę. Odezwał się we mnie Pan Służbista, więc ewidentnie miałem zamiar przejść do oględzin zwłok. Właściwie, to nie była sekcja. Może bardziej nieoficjalna wizyta lekarza u chorej, choć lekarzem nie miałem okazji być, ale staż przebyłem, co nie?
- To może być problematyczne, ale otwórz usta i wywal język... Postaraj się, proszę, na mnie nie zwymiotować - poprosiłem, przyświecając sobie podniebienie Vespery, głębię jej gardła i drugi koniec języka. Ewentualne wymiociny zamierzałem sparować tarczą. Nie znosiłem takiego syfu. Najgorsze autopsje to te, w których ciało eksplodowało. Aż się wzdrygnąłem na tę myśl. Zauważalnie.
Zgodnie z niepisanymi zasadami, które wśród nas panowały jako bliźniaków, postanowiłem nie wyrzucać jej słabości. Pomogłem jej jedynie w milczeniu wstać i zrobić ten krok ku umywalce, gotów w pobliżu łapać ją, gdyby miała zasłabnąć. Szczerze w to wątpiłem, bo wolałaby aby świat się skończył aniżeli miałaby stracić na siłach.
Wysłuchałem ją i przeanalizowałem powoli w głowie, co mi przekazała. Westchnąłem lekko w zakłopotaniu. Trzeba było rozwiązać tę zagadkę.
- Gdyby ktoś cię zatruł, to musiałby truć cię przez ten cały czas od połowy maja... Nie sądzę by którykolwiek z domowników się odważył, poza tym nikt tu nie ma motywu - zauważyłem, mając to za pewnik. Co jak co, mieliśmy swoje wady, ale rodzinie byliśmy bezbrzeżnie wierni. Zdrada nie wchodziła w grę. Prędzej by nas zabiła własna krew aniżeli byśmy mieli się obrócić przeciwko rodzeństwu albo ojcu, albo nawet i dalszej rodzinie. Mniemałem, że skoro Ojciec tak bardzo ufał Czarnemu Panu, on również grał z nami do tej bramki, a więc...
- Ból głowy, mdłości... Zmieniałaś w ostatnim czasie swoją dietę? Pojawiło się w niej coś nowego? - zapytałem, sięgając po różdżkę. Odezwał się we mnie Pan Służbista, więc ewidentnie miałem zamiar przejść do oględzin zwłok. Właściwie, to nie była sekcja. Może bardziej nieoficjalna wizyta lekarza u chorej, choć lekarzem nie miałem okazji być, ale staż przebyłem, co nie?
- To może być problematyczne, ale otwórz usta i wywal język... Postaraj się, proszę, na mnie nie zwymiotować - poprosiłem, przyświecając sobie podniebienie Vespery, głębię jej gardła i drugi koniec języka. Ewentualne wymiociny zamierzałem sparować tarczą. Nie znosiłem takiego syfu. Najgorsze autopsje to te, w których ciało eksplodowało. Aż się wzdrygnąłem na tę myśl. Zauważalnie.