02.08.2023, 00:20 ✶
Miałem ochotę splunąć. Ewidentnie popełniliśmy błąd, sprowadzając tu Danielle Longbottom. Już w czasach Hogwartu była idiotką i zauważalnie z tego nie wyrosła, szukając wrogości tam, gdzie jej nie było. Dopowiadała historie niestworzone i za nic nie chciała dać się uspokoić, przechodząc do ataku. Jej słowa rzucone na wiatr, a to przecież ona mierzyła do mnie różdżką - nie odwrotnie. To ona mi groziła i jeszcze wciągała w to skołowaną Avelinę. Och, miałem ochotę dać jej ogromną nauczkę, szczególnie że nie pozwoliła po dobroci przejąć mi kontroli, tylko uparcie walczyła.
Zalewała mnie złość, przez co nie byłem w stanie racjonalnie myśleć. Oczami wyobraźni widziałem jej ciało w różnych układach w zależności od rzuconego zaklęcia, choć przecież nie byłem mordercą. Najwyraźniej potrafiłem tylko cicho, ale prawdziwie nienawidzić. A szkoda... Choć, może to właśnie był ten dzień, kiedy zamierzałem się przełamać? I to na oczach Aveliny Paxton? Śmierć jej przyjaciółki z moich rąk... To zdecydowanie zerwałoby naszą znajomość na dobre. Może właśnie to powinienem zrobić? W imię wyższego dobra? Dla niej? Nie dla mnie? Choć dla mnie, nie okłamujmy się, również byłoby to nowym początkiem.
Zacisnąłem zęby aż zgrzytnęły nieprzyjemnie. Tak się działo, kiedy władały mną silne emocje.
- Idiotko, uspokój się - warknąłem do Longbottom, łapiąc swoją różdżkę ze stolika, kiedy tylko Avelina znalazła się między nami. Fartownie, że jej zaklęcie nie podziałało. Uśmiechnąłem się do niej złośliwie. Jeśli takie będą jej zagrywki, to pojedynek skończy się szybciej aniżeli się zaczął.
- Avelino... - poprosiłem ją... niezbyt ładnie. Mój głos był przepełniony gniewem i emocjami, warczałem i chrypiałem, więc się opanowałem. Przynajmniej trochę. Co jak co, ale nie chciałem by mnie nienawidziła. Przynajmniej nie chciałem powtarzać błędów, które popełniałem w szkole, a jeszcze przy tym musiałem chronić ją przed tą wariatką, która stanęła u jej progu i oskarżała mnie o Merlin jeden wie co. Czyste nieporozumienie, a ja wrzałem? To nie było zbyt rozsądne, tak jak przywitanie zaserwowane nam przez Dani.
Moje spojrzenie nieco zelżało. Przepraszało Avelinę, ale niestety, mimo wszystko nie mogłem się skulić i odpuścić.
W takim razie sprawę będzie trzeba załatwić inaczej. Objąłem Avelinę w pasie, obracając nieco bokiem by nie miała możliwości dać mi po jajach. Była swego rodzaju żywą tarczą, ale nie zamierzałem jej używać w takim wydaniu... Ze słów Danielle wynikało, że chciała chronić przyjaciółkę, więc wątpiłem by ciskała w nas zaklęciami, jeśli miała tracić nimi w Avelinę, więc sam skierowałem prawą dłoń z różdżką w kierunku Longbottom. To będzie to.
Postanowiłem wykorzystać kształtowanie by spętać Danielle grubą liną, uniemożliwiającą machanie rękoma czy chodzenie, a co dopiero rzucanie zaklęć.
Zalewała mnie złość, przez co nie byłem w stanie racjonalnie myśleć. Oczami wyobraźni widziałem jej ciało w różnych układach w zależności od rzuconego zaklęcia, choć przecież nie byłem mordercą. Najwyraźniej potrafiłem tylko cicho, ale prawdziwie nienawidzić. A szkoda... Choć, może to właśnie był ten dzień, kiedy zamierzałem się przełamać? I to na oczach Aveliny Paxton? Śmierć jej przyjaciółki z moich rąk... To zdecydowanie zerwałoby naszą znajomość na dobre. Może właśnie to powinienem zrobić? W imię wyższego dobra? Dla niej? Nie dla mnie? Choć dla mnie, nie okłamujmy się, również byłoby to nowym początkiem.
Zacisnąłem zęby aż zgrzytnęły nieprzyjemnie. Tak się działo, kiedy władały mną silne emocje.
- Idiotko, uspokój się - warknąłem do Longbottom, łapiąc swoją różdżkę ze stolika, kiedy tylko Avelina znalazła się między nami. Fartownie, że jej zaklęcie nie podziałało. Uśmiechnąłem się do niej złośliwie. Jeśli takie będą jej zagrywki, to pojedynek skończy się szybciej aniżeli się zaczął.
- Avelino... - poprosiłem ją... niezbyt ładnie. Mój głos był przepełniony gniewem i emocjami, warczałem i chrypiałem, więc się opanowałem. Przynajmniej trochę. Co jak co, ale nie chciałem by mnie nienawidziła. Przynajmniej nie chciałem powtarzać błędów, które popełniałem w szkole, a jeszcze przy tym musiałem chronić ją przed tą wariatką, która stanęła u jej progu i oskarżała mnie o Merlin jeden wie co. Czyste nieporozumienie, a ja wrzałem? To nie było zbyt rozsądne, tak jak przywitanie zaserwowane nam przez Dani.
Moje spojrzenie nieco zelżało. Przepraszało Avelinę, ale niestety, mimo wszystko nie mogłem się skulić i odpuścić.
W takim razie sprawę będzie trzeba załatwić inaczej. Objąłem Avelinę w pasie, obracając nieco bokiem by nie miała możliwości dać mi po jajach. Była swego rodzaju żywą tarczą, ale nie zamierzałem jej używać w takim wydaniu... Ze słów Danielle wynikało, że chciała chronić przyjaciółkę, więc wątpiłem by ciskała w nas zaklęciami, jeśli miała tracić nimi w Avelinę, więc sam skierowałem prawą dłoń z różdżką w kierunku Longbottom. To będzie to.
Postanowiłem wykorzystać kształtowanie by spętać Danielle grubą liną, uniemożliwiającą machanie rękoma czy chodzenie, a co dopiero rzucanie zaklęć.
Rzut Z 1d100 - 48
Sukces!
Sukces!