Philip uniósł jedną z brwi, słysząc słowa przyjaciela. Swoje wiedział. Durmstrang leżał praktycznie w kraju Zamarzniesz na śmierć. Nie pierwszy raz słyszał o tym, że w tym zamku nawet nie rozpalają ognia w kominkach. A to było coś, co czyniło Hogwart naprawdę przytulnym w zimowe wieczory.
— Oni noszą futra i futrzane czapy. Na ich miejscu bym zamarzł tam na śmierć. — Obstawał przed swoim. Oczywiście trochę przesadzał. Po pewnym czasie zapewne by się przyzwyczaił. Takie futro bardzo dobrze trzymało ciepło. Przynajmniej tak twierdziła jego matka i babcia, które takowe futra posiadały w swojej szafie.
— Masz wrażenie. że...? — Zwracając się do Timothy'ego bez cienia irytacji, przeniósł na niego zaciekawione spojrzenie. Nie lubił jak ktoś zaczynał coś mówić i urywał w pół słowa, ostatecznie całkowicie ucinając rozmowę na dany temat. Przy nim należało mówić bez ogródek.
— Nic w tej materii się nie zmieniło. Widziałem ostatnio dwóch tłustych Ślizgonów jak się pastwili nad jakimś pierwszoroczniakiem w okularach. Wpadli po uszy jak samosterowalne śliwki w kompot, gdy przyuważył ich prefekt — Stwierdził z westchnięciem. Trudno było mu się do tego odnieść we właściwy sposób, bo nie nosi okularów, nie urodził się z odstającymi uszami, wyłupiastymi oczami czy chociażby wystającymi zębami. Dla niektórych nie było tajemnicą, że w dzieciństwie był dość pulchnym dzieckiem i mógłby być nim nadal, gdyby nie to, że całkiem wcześnie zaczął latać na miotle. Początkowo dziecięcej, potem już znacznie większej. Również mogło być tak, że byłby nękany przez innych uczniów za swój wygląd. Oczywiście, charakter danego ucznia również miał znaczenie. Marta Warren ideałem nie była. Może byłaby inna, gdyby choć jedna osoba ją polubiła albo jakby sama dała się polubić.
— Pierwsze słyszę, żeby ktokolwiek umarł przez noszenie okularów. Bardziej bym się obawiał śmierci podczas poruszania się bez okularów. W łazience byłoby jeszcze prosto się poruszać, ale co z korytarzem albo ruchomymi schodami? — W tym momencie to było coś, co musiał powiedzieć. Wyznaniom Marty brakowało wielu istotnych szczegółów. Albo zwyczajnie konkretów. Dla niego brzmiało to absurdalnie, że swoim zdaniem umarła przez okulary. Dopiero po chwili wyszło na jaw, że umarła w jakiś sposób po wyjściu z kabiny w szkolnej toalecie.
Jego zdaniem to pytanie było uzasadnione. Nie mieli całego dnia, a potrzebowali zgłębić tę sprawę. Marta nie okazała się dobrym graczem zespołowym i wszelka współpraca szła im jak po grudzie. Zgodziłby się bez wahania co do tego, że już łatwiej dogadaliby się z Irytkiem, zwłaszcza gdyby mieli w planach wywinięcie jakiegoś numeru.
— Z-zobaczyłam... z-zobaczyłam p-parę d-dziwnych o-oczu — Wyjęczała w odpowiedzi. Nie była to kolejna szczególnie konkretna informacja odnośnie okoliczności śmierci uczennicy. Philip spojrzał na twarze swoich przyjaciół. Nie za bardzo wiedział, co ma o tym wszystkim myśleć. Co dokładnie zabiło tę uczennicę? Przez jakiś czas to może nie dawać mu spokoju.