02.08.2023, 17:39 ✶
Usłyszałem magiczne słowa zaproszenia, więc nie było odwrotu, możliwości ucieczki. Nacisnąłem delikatnie klamkę i wszedłem do środka, zaraz zamykając za sobą drzwi by zanadto nie przeszkadzać spotkaniu prowadzonemu przez ojca. Czyżbym się łudził, że dzięki temu moje spóźnienie zostanie zapomniane? Chciałbym. Marzenia ściętej głowy.
Drgnąłem niezauważalnie, słysząc jego uniesiony, niezadowolony głos. Nie patrzyłem nań, tylko na drzwi, ale w końcu musiałem to zrobić. Odwrócić się i spojrzeć na Ojca, ale miałem już na to patent. Beznamiętna maska na mojej twarzy i obserwowanie wyimaginowanej kropki tuż nad jego nosem. Tam, powiedzmy, wyobrażałem sobie jego trzecie oko którego nie było i którego nie zamierzałem widzieć.
Skinąłem lekko głową na przywitanie. Nie usprawiedliwiałem się, gdyż nie zostałem do tego upoważniony. Trudno, jakoś to przeżyję z ogromną ulgą. A skoro rodzeństwo miało mi tłumaczyć co tu miało dziś miejsce, to chętnie odwróciłem wzrok od gposdarzas spotkania, po czym postąpiłem kilka kroków w kierunku Vespery, która to ochoczo się ze mną witała, przy okazji skrycie śmiejąc się ze mnie i mojej nieostrożności. Stanąłem obok niej, na przywitanie delikatnie dotykając jej ramienia. Chyba bardziej dla otuchy aniżeli powitania, ale nie analizujmy tego zanadto.
Temat działalności Czarnego Pana był dla mnie bardzo trudnym do rozważań. Miałem Mroczny Znak tylko i wyłącznie ze względu na Ojca, bo inny scenariusz nie wchodził w rachubę. Tatuaż mi ciążył, podobnie jak wyciąganie informacji z Ministerstwa Magii na cele działalności śmierciożerczej, a jeszcze bardziej rozboje i mordy. Co prawda, osobiście nie posunąłem się do morderstwa, to jednak byłem świadom, że prędzej czy później będę w sytuacji, gdy się nie wybronię, gdy będę musiał zadać ostateczny cios. Bałem się, co ujrzę w oczach ofiary. Bałem się tego, jak mnie to odmieni. Bałem się, że zostanę schwytany. Spodziewałem się, że już nigdy więcej nie zmrużę oka i wykończę się jak nasza matka. To było wielce prawdopodobne. A oni mnie pytali, co sądziłem o manifeście Czarnego Pana? Przeklinałem go niemiłosiernie, że postanowił się rozpanoszyć ze swoją osobą, że nie zachował dyskrecji, większej dozy bezpieczeństwa.
Wypuściłem ze świstem powietrze z płuc. Nawet nie zdawałem sobie sprawy z tego, że wstrzymałem oddech.
- Osobiście myślę, że powinienem umocnić swoją pozycję w Ministerstwie Magii... Antropolog jest zbyt niskim, mało chwalebnym stanowiskiem, a lepiej być kimś przydatnym. Nie chciałbym zostać mięsem armatnim w tej wojnie - odparłem beznamiętnie. Pomagał eliksir uspokajający, który płynął właśnie w mojej krwi, rozprowadzał się czule po moim ciele. - Wnioskuję, że już możemy o niej mówić, skoro pojawił się manifest...
- Pytanie, czy mogę zrobić coś jeszcze by być przydanym organizacji? Podnieść swoje kompetencje? Zgłębić dodatkową dziedzinę nauki? Zdobyć jakiś artefakt? - zapytałem wprost, gdyż Ojciec najlepiej z nas znał Czarnego Pana i mógł przewidywać, co może okazać się przydatne. Ja zajmowałem się w tej chwili rzeczami, które dla mnie były przydatne, ale nie musiały nimi być w oczach Czarnego Pana czy Ojca.
Zostałem nauczony w ten sposób by zanadto nie dyskutować, tylko spełniać polecenia, więc oto byłem. Moja opinia o manifeście miała pozostać tylko w rejonach mojego umysłu. Być może kiedyś zapomniana, ale tak miało być lepiej. Dla mnie. Dla mojej rodziny, bliskich. Obawiałem się, że Czarny Pan nie działał zbyt roztropnie, więc potrzebny był plan B na wypadek gdyby wszelkie jego wielkie plany się posypały. Pytanie, czy mogłem zasugerować Ojcu, że co by było gdyby Czarny Pan zawiódł...? Raczej nie sądziłem. Wierzył w niego bez zawahania, a ja, cóż, pewnie skończę przez tą wiarę w Azkabanie. Próbowałem sobie nie wyobrażać, co by wtedy ze mną było. Nie miałem zbyt wiele dobrych wspomnień w swojej głowie i gdyby one wyparowały za sprawą dementorów, to byłoby... ciężko?
Drgnąłem niezauważalnie, słysząc jego uniesiony, niezadowolony głos. Nie patrzyłem nań, tylko na drzwi, ale w końcu musiałem to zrobić. Odwrócić się i spojrzeć na Ojca, ale miałem już na to patent. Beznamiętna maska na mojej twarzy i obserwowanie wyimaginowanej kropki tuż nad jego nosem. Tam, powiedzmy, wyobrażałem sobie jego trzecie oko którego nie było i którego nie zamierzałem widzieć.
Skinąłem lekko głową na przywitanie. Nie usprawiedliwiałem się, gdyż nie zostałem do tego upoważniony. Trudno, jakoś to przeżyję z ogromną ulgą. A skoro rodzeństwo miało mi tłumaczyć co tu miało dziś miejsce, to chętnie odwróciłem wzrok od gposdarzas spotkania, po czym postąpiłem kilka kroków w kierunku Vespery, która to ochoczo się ze mną witała, przy okazji skrycie śmiejąc się ze mnie i mojej nieostrożności. Stanąłem obok niej, na przywitanie delikatnie dotykając jej ramienia. Chyba bardziej dla otuchy aniżeli powitania, ale nie analizujmy tego zanadto.
Temat działalności Czarnego Pana był dla mnie bardzo trudnym do rozważań. Miałem Mroczny Znak tylko i wyłącznie ze względu na Ojca, bo inny scenariusz nie wchodził w rachubę. Tatuaż mi ciążył, podobnie jak wyciąganie informacji z Ministerstwa Magii na cele działalności śmierciożerczej, a jeszcze bardziej rozboje i mordy. Co prawda, osobiście nie posunąłem się do morderstwa, to jednak byłem świadom, że prędzej czy później będę w sytuacji, gdy się nie wybronię, gdy będę musiał zadać ostateczny cios. Bałem się, co ujrzę w oczach ofiary. Bałem się tego, jak mnie to odmieni. Bałem się, że zostanę schwytany. Spodziewałem się, że już nigdy więcej nie zmrużę oka i wykończę się jak nasza matka. To było wielce prawdopodobne. A oni mnie pytali, co sądziłem o manifeście Czarnego Pana? Przeklinałem go niemiłosiernie, że postanowił się rozpanoszyć ze swoją osobą, że nie zachował dyskrecji, większej dozy bezpieczeństwa.
Wypuściłem ze świstem powietrze z płuc. Nawet nie zdawałem sobie sprawy z tego, że wstrzymałem oddech.
- Osobiście myślę, że powinienem umocnić swoją pozycję w Ministerstwie Magii... Antropolog jest zbyt niskim, mało chwalebnym stanowiskiem, a lepiej być kimś przydatnym. Nie chciałbym zostać mięsem armatnim w tej wojnie - odparłem beznamiętnie. Pomagał eliksir uspokajający, który płynął właśnie w mojej krwi, rozprowadzał się czule po moim ciele. - Wnioskuję, że już możemy o niej mówić, skoro pojawił się manifest...
- Pytanie, czy mogę zrobić coś jeszcze by być przydanym organizacji? Podnieść swoje kompetencje? Zgłębić dodatkową dziedzinę nauki? Zdobyć jakiś artefakt? - zapytałem wprost, gdyż Ojciec najlepiej z nas znał Czarnego Pana i mógł przewidywać, co może okazać się przydatne. Ja zajmowałem się w tej chwili rzeczami, które dla mnie były przydatne, ale nie musiały nimi być w oczach Czarnego Pana czy Ojca.
Zostałem nauczony w ten sposób by zanadto nie dyskutować, tylko spełniać polecenia, więc oto byłem. Moja opinia o manifeście miała pozostać tylko w rejonach mojego umysłu. Być może kiedyś zapomniana, ale tak miało być lepiej. Dla mnie. Dla mojej rodziny, bliskich. Obawiałem się, że Czarny Pan nie działał zbyt roztropnie, więc potrzebny był plan B na wypadek gdyby wszelkie jego wielkie plany się posypały. Pytanie, czy mogłem zasugerować Ojcu, że co by było gdyby Czarny Pan zawiódł...? Raczej nie sądziłem. Wierzył w niego bez zawahania, a ja, cóż, pewnie skończę przez tą wiarę w Azkabanie. Próbowałem sobie nie wyobrażać, co by wtedy ze mną było. Nie miałem zbyt wiele dobrych wspomnień w swojej głowie i gdyby one wyparowały za sprawą dementorów, to byłoby... ciężko?