Avelina patrzyła na nich lekko zdezorientowana. Umysł nadal nie chciał się skupić, bo myślami uciekała do Godryka, ale nie mogła pozwolić, aby jej przyjaciele się tutaj pozabijali z powodu nieporozumienia. Gdy Danielle zaczęła mówić o jakiejś sprawie między nimi, Ave spojrzała na nią pytająco.
– Tu nie ma żadnej sprawy, a ty jej nie wyzywaj – odpowiedziała im. Była wściekła na Augustusa, że nie wyjaśnił w liście o co dokładnie chodzi. Była już zmęczona, nie miała siły na przekomarzania między nimi. Nie miała siły martwić się o Danielle, że jeszcze bardziej będzie przerażona przez głupiego Rookwooda. Było tak samo jak wtedy w łazience Marty. Tak samo manipulował i się bawił. Czemu nie wyjaśnił o co chodzi!?
Wtedy Augustus wypowiedział jej imię, wtedy Augustus złapał ją w pasie i przyciągnął do siebie. Avelina wrzała od złości i niezrozumienia wobec sytuacji, w której się znalazła. Próbowała mu się wyrwać, ale nigdy nie miała zbyt dużej sprawności fizycznej i siły, ale nie miała zamiaru poddać się temu absurdowi.
– OBOJE ODŁÓŻCIE TE JEBANE PATYKI! – krzyknęła szarpiąc się w rękach Rookwooda. Zdecydowanie to utrudniało mu jakiekolwiek skupienie się na rzucaniu zaklęć. – Coś ty napisał w tym liście?! Potrzebuję pomocy, ale nie zagraża mi on! – spojrzała na Danielle. – Uspokójcie się i nie miotajcie w moim domu zaklęciami, bo was oboje wyrzucę z domu. Miałeś mi pomóc odzyskać Godryka, a nie rzucać w moją najlepszą przyjaciółkę zaklęciami. Jeśli któreś z was znowu rzuci zaklęcie nie będę się do was odzywać! – nadal się szarpała, aż w końcu wkurzona ugryzła Rookwooda w rękę, którą celował w Danielle. Nie siliła się na delikatność, wgryzła się w nią jak mięsożercy w kawałek mięsa.
Sukces!