Jakoś tak to było, że nie wszystko co wykonywaliśmy dla zarobku (albo innych benefitów z tym związanych) nas interesowało. Dla przykładu Victoria wcale z pasją nie biegała po ulicach czarodziejskiego świata, by strzelić złoczyńcy ostrzegawczo z różdżki koło ucha – wolała analizować, lubiła ten dreszczyk związany z poszukiwaniem, cholera, nawet w jakiś tam sposób lubiła pojedynki i nie narzekała, kiedy trzeba było wypełniać dokumenty, ale same pościgi ni cholery. Darcy na pewno miał rzeczy, o których niekoniecznie lubił pisać, które go wcale nie interesowały – ale napisać trzeba było, bo „ludzie mieli prawo wiedzieć” czy cokolwiek tam wyznawał i powtarzał sobie każdego dnia przed snem, co pozwalało mu zmrużyć oczy, że wyciągnął na kogoś jakąś bombę. Lestrange nie zamierzała w to wnikać. Napisał do niej, czymś tam był zainteresowany – jeśli nie samym zjawiskiem, to pieniędzmi, czy cokolwiek go tam motywowało i ten splot wszystkich wydarzeń sprawił, że znaleźli się właśnie tutaj. W salonie rezydencji jej rodziny, gdzie brunetka czuła się swobodnie i gdzie nie będą im przeszkadzać przypadkowi ludzie przyglądający się im w kawiarni czy jakimś innym mniej czy bardziej publicznym miejscu. Uśmiechnęła się do niego, kiedy poprosił o wodę, skrzatka przyjęła polecenie i zniknęła.
- Fakt, aż tak nie jest – a ten dom nie znajdował się w ścisłym centrum, a raczej gdzieś na obrzeżach miasteczka – tam, gdzie mugoli jakoś dużo się nie kręciło i gdzie było miejsce na… rzeczy. Różne. Jej matka chyba by oszalała, gdyby musiała z okien spoglądać na mugoli, a tak… mogła udawać, że nie istnieją, gdy budynek był obłożony zaklęciami antymugolskimi.
- Hmm… Na pewno nie będę mogła odpowiedzieć za bardzo na pytania związane z Ministerstwem, czy raczej Biurem Aurorów, mam nadzieję, że to zrozumiałe… - odpowiedziała, po bardzo krótkiej chwili namysłu. Chodziło rzecz jasna o względy bezpieczeństwa. - Wiem, że to może nie być do końca oczywiste. Jeśli nie będę mogła udzielić odpowiedzi to po prostu powiem – wolała, by mieli na tym polu jasność. - Czy coś poza tym… Hmm… Jeśli mogłabym prosić, wolałabym zachować w miarę możliwości prywatność moich bliskich. Jakieś ogólne tematy z nimi związane nie będą problemem, raczej chodzi mi o szczegóły. Ja to jedno, ale oni mogliby sobie nie życzyć – zakończyła z uśmiechem. Wiedziała, ze Darcy jeśli będzie chciał, to zapyta – cóż, takie jego pisarskie prawo. Liczyła się z tym, że mogą tutaj paść dziwne pytania, po prostu… wolała nie wchodzić szczegóły. Jej rodzice to tam jedno, ale naprawdę – najbardziej się martwiła o to, że może się to odbić na Saurielu. Ale wierzyła, ze w razie czego, to jakoś zgrabnie sobie poradzi.
[a]Skrzatka pojawiła się w salonie z powrotem. Przed Darcym postawiła szklankę wody, przed Victorią filiżankę herbaty i ułożyła jeszcze talerz kruchych ciasteczek z dżemem w fantazyjne kształty różnych magicznych zwierząt. Zaraz też zniknęła zostawiając ich samych. [/a