Otrzepała sobie popiół z ramion nim uniosła głowę. Na jej twarzy gościł uśmiech, uśmiech zaczepny ten charakterystyczny dla niej. Dawno nie pojawiał się na jej twarzy, jednak gdy zobaczyła Brennę powrócił. Ciekawa była, dlaczego chciała się z nią spotkać, szczególnie, że jako miejsce spotkania wybrała swój własny dom. Heather gościła tu już wcześniej, kilka razy. W końcu bywała na balach organizowanych w rezydencji, tym razem jednak wizyta nie była oficjalna, a raczej typowo koleżeńska. Miała wrażenie, że ich relacja w tym krókim czasie zmieniła się i nie była już typowo służbowa.
Obserwowała Longbottom, gdy odłączała kominek od sieci. Nie umknęły jej psy, które również znajdowały się w pomieszczeniu. Ku jej radości jeden nawet podbiegł do niej się przywitać. Nachyliła się nad zwierzakiem i zaczęła go głaskać. - Kto jest najsłodszym pieskiem na świecie? - Nie mogła się oderwać od labradora, chociaż wiedziała, że już czas, przecież Brenna nie zaprosiła jej tu po to, aby bawiła się z psem.
Podniosła się na nogi i dotknęła ramię, które znowu dało o sobie znać, nadal nie było w pełni sprawne, a podróż musiała trochę je naruszyć. Spojrzała na Longbottom, zauważyła ranę na łuku brwiowym, nie byłaby sobą gdyby tego nie skomentowała. - Ktoś się rzucał, jak próbowałaś go łapać? - Zapytała uśmiechając się przy tym od ucha do ucha. - Pewnie wygląda gorzej. - Dodała jeszcze bez zawahania. Nie sądziła bowiem, żeby jej partnerka dała się pokonać w walce.
- Dzięki, nie trzeba. - Odpowiedziała na jej pytanie, a następnie ruszyła za Brenną do jej pokoju. Zastanawiało ja to, dlaczego idą właśnie tam, ale przypomniała sobie o tym, że w tym domu mieszkało wiele osób. Pewnie nie chciała, żeby ktoś im przeszkadzał w konwersacji. Było to całkiem zrozumiałe, chociaż nadal głowiła się nad tym, o czym będą rozmawiać. Już za chwilę się dowie, a wszelkie domysły zostaną rozwiane.
Kiedy dotarły do pokoju Brenny rozejrzała się po nim uważnie. Była tu pierwszy raz, ciekawość ją zżerała, w końcu dzięki temu mogła dowiedzieć się czegoś więcej o swojej partnerce. Wszystko było tutaj raczej proste, bez zbędnych udziwnień, sama Wood ceniła prostotę, więc spodobał się jej wystrój wnętrza. Omiotła spojrzeniem zdjęcia, które znajdowały się na komodzie. Zwróciła uwagę na czarną wstążkę. Przypomniała sobie o tym, że dostała list, informację, wuj Brenny nie przeżył Beltane, nie zdążyła jeszcze złożyć jej kondolencji. - Brenna, przepraszam, zapomniałam, naprawdę przykro mi, że Twój wuj zginął podczas tego Beltane. - Nadal stała w drzwiach. Mina nieco jej zrzedła, przez chwilę wyparła z pamięci to wszystko, co działo się podczas Beltane. Przeżyła kolejne zderzenie z rzeczywistością. Ludzie umarli, one same były bliskie śmierci, powoli docierało do niej, że sprawa jest naprawdę poważna. Czuła jednak, że chciałaby się w pełni w to zaangażować.