Wcale nie takie łatwe było pogodzenie swoich poglądów z tym, czego oczekiwała rodzina. Yaxley często łapała się za słówka, wiedzieli, że ma nieco inne zdanie na większość spraw niżeli oni, jednak nie sądzili, że była aż taka liberalna. Tak naprawdę miała w głębokim poważaniu te wszystkie czarodziejskie tradycje, których kurczowo trzymały się te rodziny czystokrwiste. Starała się jednak robić dobrą minę do złej gry, przynajmniej przy rodzicach. Jak to mówią, czego oczy nie widzą tego sercu nie żal. Dzięki temu mogła korzystać z rodzinnego majątku i kontaktów, które były przydatne w profesji jaką wybrała. Dobrze było mieć świadomość, że wśród innych czarodziejskich rodzin były takie przypadki jak ona. Niby beznadziejne - chociaż zależało kto na to patrzył i to oceniał. Ona uważała siebie i Pandorę za dwie spadające gwiazdki, które mocno świeciły pośród tych innych zwyczajnych gwiazd.
- Huh, biżuteria brzmi źle, nie znoszę siebie w wersji choinki, chociaż moja matka też miała takie zapędy, na samym początku. - Poruszyła ramionami, na samą myśl poczuła dyskomfort, którego musiała się od razu pozbyć. - Tak, niby siedzi z boku, zajęta sobą, a tak naprawdę cały czas bacznie ci się przygląda, obserwuje każdy twój krok. To okropne. - Naprawdę rozumiała te wszystkie problemy Pandy, które dla innych mogły wydawać się błahe, jednak sama przeżywała podobne zmartwienia. Ileż można wysłuchiwać o tym, że wypadałoby to, albo tamto? Nie docierały żadne argumenty, to było w tym wszystkim najgorsze, temat ciągle powracał niczym bumerang. - Zawsze możemy uciec, na koniec świata, tam nikt nie będzie nam zawracał dupy takimi rzeczami. - Parsknęła śmiechem, bo wiedziała, że tego nie zrobią. Upiła przy tym spory łyk alkoholu ze szklanki. Czuła, że jeszcze jest zbyt trzeźwa, a miała zamiar tej nocy się nawalić.
- Wypad do dziadków brzmi wspaniale, wymykanie się w nocy, adrenalina, która towarzyszyła podczas nastoletnich lat, to jest to czego potrzebuję. - Naprawdę była gotowa choćby zaraz spakowaś się i wyjechać z Pandorą w nieznane. Wiedziała, że razem będą się bawić wyśmienicie. Nie było istotne miejsce, mogła z nią pojechać gdziekolwiek, choćby na koniec świata, bo w jej towarzystwie nigdy się nie nudziła.
Gerry cieszyła się z tego, że miała możliwość móc się z nią przyjaźnić. Była szczęśliwa, że dawno temu ich drogi się skrzyżowały. W końcu kto zrozumie cię w niedoli jak druga kobieta, która znajdowała się w tej samej sytuacji. Mimo, że większość życia spędziła w towarzystwie mężczyzn, to zdecydowanie potrzebowała też chociaż jednej bliskiej powierniczki, która w pełni rozumiała to, jak się czuje. Nie o wszystkim mogła powiedzieć facetom - nie oszukujmy się, nie każdy problem byli w stanie zrozumieć. Jeśli chodzi zaś o Pandę, mogła się z nią podzielić każdym przemyśleniem, nic nie wydawało jej się głupie, sama również przychodziła do Geraldine ze swoimi wątpliwościami.
Gerry nie potrafiła się pogodzić z tym, jak chciała widzieć jej przyszłość matka. Nie sprzyjało temu również to, że była jedyną córką wśród rodzeństwa Yaxley. Matka skupiała się na niej, ona stała się głównym celem który męczyła. Dlaczego kobiety takie, jak ona, czy Panda, pełne pasji miały zostać uwiązane w domu, jako czyjeś żony. Dlaczego rodzice nie potrafili zrozumieć, że oczekiwały od życia czegoś więcej? Niby żyli w innych czasach, jednak te przekonania nadal niezbyt specjalnie ewoluowały.
Pogodziła się już z tym, że będzie musiała wysłuchiwać tego do usranej śmierci. Pandora zapewne podobnie. Mimo, że razem mogły osiągnąć naprawdę wiele. Nie, żeby nie chciała się zakochać, przeżyć miłości, o której czytała w książkach, tyle, że przy tym wszystkim okropnie się bała. Bała się, że zatraci część siebie i tą wolność, którą tak bardzo kochała. Powodowało to wiele przemyśleń, pytań na które nie znała odpowiedzi. Wiedziała jednak, że może być to dla niej trudne. Przez lata budowała wokół siebie mur, gotowa nie przyznawać się do uczuć, które czuła. Zazwyczaj tłamsiła swoje uczucia, zmieniała je w przyjaźń i godziła się na to, żeby być przez moment nieszczęśliwą, za bardzo bała się tego, jak może się to skończyć.
Na jej twarzy pojawił się ciepły uśmiech, kiedy Pandora wspomniała o tym, że jest jak dom. Nie spodziewała się usłyszeć z jej ust takich słów. Naprawdę ją to rozczuliło. - Tak właściwie, to nie wiem, czy już go nie znalazłam, wiesz? - Jej życie nieco się ostatnio wywróciło do góry nogami. Poznała kogoś, kto z nią zamieszkał. Czekał na nią, kiedy wyruszyła na ostatnią wyprawę, było to coś, czego nie zaznała nigdy wcześniej. Może nie była to łatwa relacja, Ger przecież nie mogłaby wybrać tak, żeby było zbyt prosto, jednak czuła, że to jest właśnie to. Musieli jeszcze jakoś poradzić sobie z wizją rychłej śmierci jej aktualnego wybranka, ale dla Yaxley nie było rzeczy nie do przeskoczenia. Jakoś sobie z tym poradzą, tak jak radziła sobie z wszystkimi problemami życia doczesnego. Nieco się zarumieniła, gdy wspomniała o tym Prewettównie - nie była przyzwyczajona do tego, żeby dzielić się swoimi uczuciami. - A ty poznałaś kogoś podczas swoich wypraw na koniec świata? - Była ciekawa, czy Pandora znalazła kogoś, kto wbuzdził jej ciekawość, życzyła jej tego z całego serca. Uważała, że zasługuje na to, aby jakiś jegomość obdarzył ją ogromnym uczuciem - była tego warta. Tak naturalnie, a nie, żeby zaspokoić oczekiwania rodziców.
- Czymże jest złoty smok przy Twoim towarzystwie moja droga. - Roześmiała się znowu, bo dla weekendu z Pandorą była w stanie porzucić wszelkie plany. Dobrze im zrobi takie oderwanie się od szarej rzeczywistości, gdzie będą mogły oddać się samym przyjemnością. Na samą myśl o tym wyjeździe robiło jej się ciepło na sercu.
Miała świadomość, że jej profesja może wzbudzać kontrowersje. Doceniała to, że Pandora nigdy o tym nie wspominała. Inni nie mieli w sobie tyle ogłady. Wypominali jej, że jest mordercą, chociaż robiła to po to, żeby innym żyło się lepiej. Wiele stworzeń stwarzało realne zagrożenie dla ludzi, starała się coś z tym robić, a że przy okazji na tym zarabiała? Cóż, też musiała z czegoś żyć.
- Dobrze jest wiedzieć, że jest ktoś, kto tak bardzo we mnie wierzy, wiesz? - Rzadko się zdarzało, aby słyszała tak pewnie wypowiedziane słowa. Widać było, że Pandora faktycznie wierzy w to, że Gerry jej nie rozczaruje. - Wiem Słońce, ale mam też zobowiązania, niektóre czasowe, muszę na bieżąco uzupełniać zasoby alchemików. - Żeby to wszystko było takie proste. Niestety miała też swoje zobowiązania, terminy, których musiała pilnować.
- Na pewno kiedyś się tam wybiorę, muszę tylko znaleźć zlecenie, na coś co tam mieszka. Praca łączona z przyjemnością, to coś co uwielbiam. - Skoro Panda tak zachęcała do wizyty na Islandii, to zamierzała sprawdzić, czy faktycznie jest tam tak pięknie. Nie to, że jej nie wierzyła, jednak sama chciała się przekonać.
- Większa krzywdę chyba bym sobie zrobiła haftując niż biegając z bronią podczas polowania. Nie jestem przystosowana do takich czynności. - Całe dzieciństwo unikała zajęć typowych dla kobiet, przez co nie do końca była przystosowana do życia jako dama, no ale trudno. - Na samą myśl o tym, że mogłybyśmy tak skończyć mam ochotę płakać moja droga. - Wolała nawet nie wyobrażać sobie ich dwóch w takiej wersji, zdecydowanie nie pasowało to do tych kobiet.
- Tak szczerze mówiąc, jakoś nigdy nie zależało mi na tym, żeby pięknie wyglądać, zdecydowanie bardziej skupiałam się na tym, żeby być pewną swojej zwinności. - To było dla niej najważniejsze. Musiała pilnować tego, żeby być w formie. W końcu mierzyła się z najróżniejszymi stworzeniami i od tego zależało jej życie, sprawiało to jednak również i to, że jej ciało wyglądało dobrze - nie widać było po niej upływu czasu.
- Ty też nie potrzebujesz gorsetu, żeby pięknie wyglądać. - Jej zdaniem Pandora była jedną z piękniejszych kobiet, jakie znała. Wyglądała bardzo egzotycznie i wyróżniała się na tle brytyjek.
- Wystarczyło powiedzieć, umówiłabym Was nawet na spotkanie, tyle, że nie warto, bo to buc, ale mogłabyś się o tym przekonać na własnej skórze. - Nie była jakoś specjalnie obiektywnie nastawiona do swojego brata, jeśli jednak tylko Prewettówna wyraziłaby chęć to nie stawałaby na drodze do jej szczęścia. Wierzyła jednak, że znajdzie kogoś zdecydowanie bardziej wartościowego.
- Z tego, co wiem Theon cieszy się sporym zainteresowaniem kobiet, więc może nawet lepiej dla niego. Dobrze, że uciekła przed ślubem, wolę sobie nie wyobrażać, jaki byłby to cios dla matki, gdyby wydarzyło się po ślubie. - Miała świadomość, że jej bliźniak był kąskiem, którym interesowało się sporo kobiet - czego nie do końca potrafiła zrozumieć.
- Wiesz, ja za taką randkę z Tobą też oddałabym wszystkie galeony jakie posiadam. - Nie miała żadnych wątpliwości. Jeszcze jakiś pajac zainteresowałby się jej przyjaciółką, zdecydowanie wolałaby ją sama zabrać na randkę i uchronić od niewygodnego towarzystwa.
Całkiem szybko udało się jej pozbyć natrętnego kelnera - Gerry nigdy nie była delikatna, nie miała w sobie również ogłady. Dobrze, że rozbawiło to Pandorę. Sama zaczęła jej wtórować i śmiała się przy tym w głos. - Przepraszam, nie jestem najlepsza w te rzeczy. - Nie należała do osób, które wyczuwały flirt, dużo czasu zajmowało jej zauważenie, że ktoś chce od niej czegoś więcej.
- Lata doświadczenia moja droga. - Nawet rozbawił ją ten komentarz. Faktycznie paliła szybko i dużo, kiedy tylko mogła. Nauczona tym, że czasem nie miała na tę czynność zbyt wiele czasu. - Rzucić, coś ty, przecież i ja muszę mieć z życia jakieś przyjemności, chociaż taki dymek. - Zaczęła popalać już w Hogwarcie i nie wyobrażała sobie siebie bez papierosa w dłoni.
Geraldine i Pandora spędziły w tym pubie jeszcze długie godziny. Dyskutowały o wszystkim i o niczym, jak miały w zwyczaju, a następnie zaczęły się odprowadzać do domu wy wyśmienitych humorach.