Zaśmiała się w głos słysząc odpowiedź Brenny na jej stwierdzenie. Tego się mogła spodziewać, profesjonalne zagranie. - Ty to potrafisz sobie poradzić. - Odparła z nieukrywanym podziwem, naprawdę była zapatrzona w Longbottomównę jak w obrazek. - Oby został tam jak najdłużej, może się czegoś nauczy. - Dodała jeszcze.
Kiedy Brenna zachęciła ją do tego, żeby usiadła ruszyła do wnętrza pokoju. Pies szedł za nią, co powodowało, że czuła się pewniej. Miała wrażenia, że zwierzęta zawsze rozładowują nieco napiętą atmosferę. Skierowała się w stronę fotela, na którym to posadziła swój zadek. Przeniosła spojrzenie na Brenn, kiedy ta usiadła na parapecie.
- Przepraszam, bo nie było mnie na pogrzebie, nie złożyłam kondolencji, jakoś to wszystko pominęłam, a tak nie wypada. - Nie miała problemu z tym, aby dzielić się swoimi wątpliwościami. Matka starała się ją wychować tak, żeby miała jakieś maniery - jak widać nie do końca jej to wyszło. - Wiem, że nie ja go zabiłam, ale samo to, że gdzieś mi to umknęło... - Miała do siebie żal, że o tym zapomniała.
- Z tego, co słyszałam, to naprawdę dużo osób straciło życie, szkoda, że nie udało się ich uratować. - Mimo, że naprawdę się starała, chciała pomóc wszystkim - to tak się nie dało. Było tam zbyt wielu ludzi, śmierciożercy urządzili sobie festiwal i zabijali niewinnych, okropne uczucie ta świadomość, że była tuż obok, kiedy inni tracili życia.
Przyglądała się uważnie Brennie, gdy ta zaczęła mówić. Milczała przy tym dłuższą chwilę. Miała świadomość, że jest źle, że brakuje ludzi w ministerstwie. Zdawała sobie sprawę, że działa jakaś organizacja, która została stworzona po to, aby walczyć z śmierciożercami. Oczywiście, że Longbottom musiała być jednym z członków, najwyraźniej jednym z ważniejszych skoro się tutaj z nią spotkała i zaproponowała jej dołączenie. - Oczywiście. - Zrozumiała o co jej chodzi. - Jestem gotowa chwycić za różdżkę chociażby dzisiaj. - Odpowiedziała bez zawahania. W końcu była gotowa walczyć z tymi, którzy zabijali niewinnych. Nie miała nic do stracenia, była gotowa poświęcić życie dla innych. Może musiała się jeszcze trochę podszkolić, bo ostatnio okazało się, że nie jest taka dobra, jak się jej wydaje, jednak mogła ruszyć choćby od razu, żeby poplecznicy Voldemorta ponieśli konsekwencje swoich czynów. - Oni muszą zostać złapani, wszyscy po kolei. - Dodała jeszcze.