Uśmiechnął się do przyjaciela, który nie odmówił mu pomocy. Jako gospodarz formalnie powinien robić wszystko samemu, ale znał ich od tylu lat że nie miał takich oporów. Obowiązywać będzie samoobsługa. Nie urządzał przecież bankietu.
— To wspaniała wiadomość. Moim zdaniem to jak bardzo długi szlaban. Gdyby ktoś mi zabronił na rok wychodzenia z domu albo grania w Quidditcha to bym chodził po ścianach. Jestem skłonny w to uwierzyć. — Odparł rezolutnie. Przytoczonej przez Giovanniego sytuacji nigdy nie doświadczy, ale nie przeszkodziło mu to w posłużenie się w miarę trafionym porównaniem. Nie był również lingwistą i poza siostrą swojego przyjaciela to nie znał ich wielu. Nie zamierzał umniejszać zjawisku usychania duszy, które było poważne.
— To najważniejsze. — Odparł na słowa Timothy'ego. Pod wieloma względami żył ze swoim bratem jak pies z kotem. Nie miał jednak podobnych sytuacji. Z klątwami nie ma żartów. Nie życzył nikomu stania się ofiarą naprawdę poważnej klątwy, zdolnej do wyprawienia swojej ofiary na tamten świat. — Śnienie co noc koszmarów jest jedynie uciążliwe. Dobrze zrobiła. — Dodał od siebie. Philip nie miał podobnych doświadczeń i wobec czego nieszczególnie miał się chwalić tym, jak przeklęte przedmioty namieszały w jego życiu.
Wspólnymi siłami przenieśli wszystko do ogrodu. Teraz mogli tam usiąść. Philip zajął miejsce na jednym z pieńków. Nie na długo.— Nalać Wam wina? A może chcecie lemoniadę albo sok dyniowy? — Zapytał podnosząc się ze swojego miejsca. — Klątwy, o których mówisz, nie wyglądają na poważne. Jest kilka osób, którym sam mógłbym wysłać tak zaczarowany przedmiot, aby jego posiadacz wypowiadał się na wybrany przeze mnie temat. — W oczekiwaniu na odpowiedź z ich strony, wyraził swoje zdanie. Uśmiechnął się wymownie. W tym momencie pomyślał o Louvainie Lestrange'u. Jemu chętnie wysłałby taki przedmiot, zaczarowany tak aby on wypowiadał się o nim w samych superlatywach zamiast jak zawsze na jego temat. Byłoby to nad wyraz zabawne. Byłoby to dla tego palanta bardzo dokuczliwe, ale w gruncie rzeczy nie byłoby to groźne. Gdy Timothy wyciągnął ku niemu paczkę papierosów, grzecznie odmówił. Nie palił. Nie zamierzał zabronić tego swojemu przyjacielowi.
— Zwłaszcza w dzień taki jak ten. Dlatego przeniosłem się na trochę z Londynu do Doliny. Organizuję sobie przejażdżki konne albo chodzę na spacery z Nuggetem i Taffy. Prenumeruję Proroka. Mam gdzieś dzisiejszy numer. Powiem Wam, że nieszczególnie interesuje mnie życie prywatne Nobby'ego Leacha. Jeśli to prawda o posiadaniu tych nieślubnych dzieciach to nie będzie pierwszym ani ostatnim mężczyzną, który je posiada. — Przyznał rację Gio odnośnie korzystania z czasu wolnego w ten sposób, uwolnienia się od wszystkiego i korzystania z uroków Doliny. Nie było tajemnicą, że posiadane przez niego psidwaki nosiły imiona powiązane z kulinariami. Zdecydował się na prenumerowanie Proroka Codziennego by mieć wgląd w najnowsze wydarzenia w świecie czarodziejów. Ponadto dobrze było wiedzieć, czy i co o nim napiszą. Na tym świecie było wystarczająco dużo pięknych czarownic i niemagicznych kobiet, z którymi można było sypiać. Z racji, że sam postępował podobnie, to nie mógł potępiać za to Ministra Magii.— Dla mnie o wiele istotniejsze jest to, czy faktycznie ingerował w rozgrywki mugolskiej piłki nożnej i czy w ten sposób wpłynął na wyniki mugolskiego pucharu świata. Miałem możliwość poznania tego sportu. Jest... specyficzny. Mugole biegają za piłką mniej więcej wielkości kafla i muszą wkopać ją do jednej z bramek. Nie mogę jednak zrozumieć, co mogło kierować obecnym Ministrem, jeśli naprawdę posunął się do tego typu praktyk. Jeśli finanse to na Quidditchu zarobiłby znacznie więcej. Jak myślicie, co to mogło być? — Pozwolił sobie wygłosić swoje zdanie na temat obecnego Ministra. Philip, pomimo czystej krwi płynącej w jego żyłach, nie był negatywnie ani wrogo nastawiony do osób o innym pochodzeniu. Jedynie się z tym nie afiszował. Zdawał się akceptować to, kto zasiada w gabinecie Ministra. W całej sprawie rzekomo rozchodziło się o to, że w ten sposób Leach pokazywał, że nie jest jednym z nich, czarodziejów. Nie jemu to oceniać. Jeśli faktycznie tak jest i faktycznie ingerował w rozgrywki mugolskiej gry to może to daleko idące wnioski na jego temat. Jednakże on uważał wszelkie zasady gry za święte. Czarodziejska czy niemagiczna... to już nie miało znaczenia. Mugole bywali bogaci. Patrząc jednak na to, jaką jego rodzina zbiła fortunę na Quidditchu i pozostałych magicznych grach oraz sportach, była to prawdziwa żyła złota.