03.08.2023, 20:47 ✶
Pandora była pod wrażeniem organizacji pracy grupy. Nikt nie kwestionował, nie pytał i po prostu wiedział, co leży w zakresie jego obowiązków. Zupełnie inaczej sobie to wyobrażała, wszystko miało być bardziej chaotyczne. A tymczasem oni działali, jak dobrze nakręcony zegarek, wymieniali się na miejscu pracy i jeden drugiemu nie wchodził w drogę. To trochę pomogło jej z uczuciem presji, gniotącej odpowiedzialności i uciszyło rozbrzmiewające w głowie słowa Cathala o śmierci. Ta na pewno nie nastąpi od pułapek, nie na jej zmianie, bo w całym swoim skomplikowanym i na pierwszy rzut oka niezdarnym sposobie bycia, znała się na swoim fachu. Nie lubiła się chwalić, nie lubiła tłumaczyć i mówić, więc działała w milczeniu i koncentrując się całkowicie, czasem wtykając śrubokręt do ust, a czasem trzymając inne narzędzie za uchem, tak, aby wszystko mieć pod ręką. Zdawała sobie sprawę, że jedno drżenie rąk mogło doprowadzić do katastrofy. To byłby dopiero wstyd i niefart.
Zdążyła zapiąć torbę z narzędziami i wszystko schować, aby w kolejnej sekundzie poczuć, jak coś zasysa ją, wciąga niczym wielka trąba powietrzna. Pandora nie miała w zwyczaju krzyczeć, co wiązało się z przeżytą niegdyś traumą, więc jedynie zacisnęła oczy, zatrzymując na chwilę w płucach powietrze, co również było działaniem mimowolnym i uzasadnionym. Nawet dobrze nie zaczęli, a już się coś popsuła?
Poczuła uderzenie, ból promieniujący przez krótką chwilę w całym jej ciele i nieprzyjemny dreszcz wywołany chłodem lub dusznością, nie mogła zdecydować. Uniosła powieki, tonąc w ciemności. Ostrożnie podniosła się do pozycji siedzącej, przesuwając dłonią po swojej szyi, gdzie wyczuła drobne zadrapanie oraz po ręku, a potem usłyszała głos Lety. Najpierw było to przekleństwo, a potem pojawiło się światło. Zmrużyła oczy, potrzebując chwili, aby się przyzwyczaić. Nim zatrzymała brązowe ślepia na kobiecie, omiotła spojrzeniem miejsce, gdzie tkwiły.
- Nie, jestem cała. A Ty? - zapytała z troską w głosie, nie wstając jednak. Nie była typem panikującej panienki, która nie umie wziąć spraw w swoje ręce, więc korzystając z magii towarzyszki, położyła sobie plecak na kolana. - Oszczędzaj energię, jestem przygotowana na takie przypadki.
Prewettówna chciała dodać jej nieco otuchy, podnosząc na chwilę na nią spojrzenie i puszczając oczko. Najpierw z plecaka wyjęła prostokątne pudełeczko, z którego po uniesieniu wieczka, wyleciały twa świetliki. Odrobinę przerośnięte, mieniące się srebrem oraz złotem trybikiem i przekładni, rozbłysły ciepłym światłem, krążąc nad ich głowami. Trochę szeleściły, ale nie miała czasu jeszcze tego dopracować. - Mogą być jaśniejsze, jeśli chcesz więcej światła lub możemy powiększyć je zaklęciem. Są magiczne, dobrze reagują na czary. A ten tutaj maluch. - przerwała na chwilę, zaciskając w dłoniach mechanicznego koliberka, który wciąż tkwił nieruchomo. - Mógłby pomóc nam przedstawić im sytuację, jeśli znalazłaby się jakaś dziura w ścianie. Można go zmniejszyć, jeśli jest zbyt duży, a Cathal lub któryś z pozostałych, mógłby go powiększyć.
Dmuchnęła na koliberka, a ten przypominając złoty znicz, uniósł się do góry i zaczął krążyć chaotycznie przy ścianach, przyglądając się wszystkiemu swoimi kryształowymi oczkami. Razem z nim w pudełku było lusterko, które po otworzeniu pokazywało obraz tego, co ptak dostrzegał. Zapięła plecak, a wyjęty przedmiot zaciskała w dłoniach. Wstała ostrożnie, mając teraz okazję lepiej się przyjrzeć pomieszczeniu. Wcześniejszy krzyk i jego siła owszem, zrobiły na niej wrażenie, ale czy hałasowanie w takich warunkach nie przyniosłoby im więcej kłopotu, niż korzyści? Nie była pewna? Przyglądała się ścianie, za którą zdawało sie — była reszta ekipy. Wystarczyła mała dziurka, szpara, cokolwiek co umożliwiłoby jej mechanizmowi przejście. Bystre, brązowe ślepia również poszukiwały ewentualnych pułapek. Los wcale nie podzielił ich dobrze, wbrew pozorom ona i Leta były w lepszej sytuacji, jeśli chodzi o bezpieczeństwo, ale oni przynajmniej mieli uzdrowicielkę. Jednej ze świetlików przysiadł na głowie ciemnowłosej, robiąc jej coś na wzór mugolskiej, górniczej latarki. Brunetka nie była może mistrzem magii pojedynkowej, nie umiała pływać i mordowała rośliny, ale mając narzędzia oraz swoje małe wynalazki, czuła się całkiem pewnie.
Zdążyła zapiąć torbę z narzędziami i wszystko schować, aby w kolejnej sekundzie poczuć, jak coś zasysa ją, wciąga niczym wielka trąba powietrzna. Pandora nie miała w zwyczaju krzyczeć, co wiązało się z przeżytą niegdyś traumą, więc jedynie zacisnęła oczy, zatrzymując na chwilę w płucach powietrze, co również było działaniem mimowolnym i uzasadnionym. Nawet dobrze nie zaczęli, a już się coś popsuła?
Poczuła uderzenie, ból promieniujący przez krótką chwilę w całym jej ciele i nieprzyjemny dreszcz wywołany chłodem lub dusznością, nie mogła zdecydować. Uniosła powieki, tonąc w ciemności. Ostrożnie podniosła się do pozycji siedzącej, przesuwając dłonią po swojej szyi, gdzie wyczuła drobne zadrapanie oraz po ręku, a potem usłyszała głos Lety. Najpierw było to przekleństwo, a potem pojawiło się światło. Zmrużyła oczy, potrzebując chwili, aby się przyzwyczaić. Nim zatrzymała brązowe ślepia na kobiecie, omiotła spojrzeniem miejsce, gdzie tkwiły.
- Nie, jestem cała. A Ty? - zapytała z troską w głosie, nie wstając jednak. Nie była typem panikującej panienki, która nie umie wziąć spraw w swoje ręce, więc korzystając z magii towarzyszki, położyła sobie plecak na kolana. - Oszczędzaj energię, jestem przygotowana na takie przypadki.
Prewettówna chciała dodać jej nieco otuchy, podnosząc na chwilę na nią spojrzenie i puszczając oczko. Najpierw z plecaka wyjęła prostokątne pudełeczko, z którego po uniesieniu wieczka, wyleciały twa świetliki. Odrobinę przerośnięte, mieniące się srebrem oraz złotem trybikiem i przekładni, rozbłysły ciepłym światłem, krążąc nad ich głowami. Trochę szeleściły, ale nie miała czasu jeszcze tego dopracować. - Mogą być jaśniejsze, jeśli chcesz więcej światła lub możemy powiększyć je zaklęciem. Są magiczne, dobrze reagują na czary. A ten tutaj maluch. - przerwała na chwilę, zaciskając w dłoniach mechanicznego koliberka, który wciąż tkwił nieruchomo. - Mógłby pomóc nam przedstawić im sytuację, jeśli znalazłaby się jakaś dziura w ścianie. Można go zmniejszyć, jeśli jest zbyt duży, a Cathal lub któryś z pozostałych, mógłby go powiększyć.
Dmuchnęła na koliberka, a ten przypominając złoty znicz, uniósł się do góry i zaczął krążyć chaotycznie przy ścianach, przyglądając się wszystkiemu swoimi kryształowymi oczkami. Razem z nim w pudełku było lusterko, które po otworzeniu pokazywało obraz tego, co ptak dostrzegał. Zapięła plecak, a wyjęty przedmiot zaciskała w dłoniach. Wstała ostrożnie, mając teraz okazję lepiej się przyjrzeć pomieszczeniu. Wcześniejszy krzyk i jego siła owszem, zrobiły na niej wrażenie, ale czy hałasowanie w takich warunkach nie przyniosłoby im więcej kłopotu, niż korzyści? Nie była pewna? Przyglądała się ścianie, za którą zdawało sie — była reszta ekipy. Wystarczyła mała dziurka, szpara, cokolwiek co umożliwiłoby jej mechanizmowi przejście. Bystre, brązowe ślepia również poszukiwały ewentualnych pułapek. Los wcale nie podzielił ich dobrze, wbrew pozorom ona i Leta były w lepszej sytuacji, jeśli chodzi o bezpieczeństwo, ale oni przynajmniej mieli uzdrowicielkę. Jednej ze świetlików przysiadł na głowie ciemnowłosej, robiąc jej coś na wzór mugolskiej, górniczej latarki. Brunetka nie była może mistrzem magii pojedynkowej, nie umiała pływać i mordowała rośliny, ale mając narzędzia oraz swoje małe wynalazki, czuła się całkiem pewnie.