Srebrne oczy Kaydena obserwowały w milczeniu liście drzew i przedzierające się przez gałęzie promienie wiosennego słońca. Przez moment wyłapał jakiś ruch między koronami, zastanawiając się, czy to przypadkiem nie był jerzyk. Wsłuchiwał się przez chwilę w śpiew ptaków, żeby rozpoznać owo stworzenie, kompletnie nieprzejęty tym, że odbywa właśnie szlaban. Dla niego była to wycieczka krajoznawcza, tylko po prostu odwiedzał bardziej... dzikie tereny, o! Nie mógł wcale narzekać, bo sam sobie nagrabił, z czego zbyt dumny nie był... Nocna przechadzka na wieżę astronomiczną nie była dobrym pomysłem, Kay musiał to przyznać przed samym sobą. Iście gentlemeńsko przyjął jednak na siebie karę, swoją towarzyszkę z tarapatów jakoś wyciągając i tak oto trafił do Zakazanego Lasu. Sam musiał się zastanowić nad paradoksem odbywania kary na najbardziej niebezpiecznym terenie szkoły za poruszanie się pod osłoną nocy po zamku. Że niby... las bezpieczniejszy? Tak, to była sprawa wymagająca większej analizy, bo jednak sensu to nie miało.
Na ziemię sprowadził go głos gajowego, który skutecznie rozproszył jego uwagę, wdając się w krótką wymianę zdań z... Brenną? Chyba tak miała na imię... Krukon spojrzał na towarzyszącą mu Gryfonkę i zamrugał długimi rzęsami. Wydrzeć mózgi...? Zara... co?
Chłopak przechylił lekko głowę, słuchając jej z lekkim rozbawieniem na twarzy. Wydawała się dość rozmowna, ćwierkliwa jak wiosenny ptak. Aż mu się usta w krzywy uśmiech wygięły. Srebrne oczy spojrzały na gajowego, gdy zapytał, czy "da radę". - Obiecuję, że mózgu nam nic nie wydrze. Chociaż te jednorożce brzmią kusząco... - Sarknął, chociaż oczywiście nie miał najmniejszego zamiaru robić żadnej z tych powyżej wymienionych rzeczy. Łażenie za akromantulami nie było na jego dzisiejszej liście rzeczy do zrobienia, a jednorożce nie przepadały za płcią męską. Kayden miał ochotę zapytać, czy dostanie z kopyta od jednorożca, było wliczane w "śmierć naturalną", ale się ugryzł w niewyparzony język.
- Czy czasem ludzkie mięso nie smakuje jak kurczak? - Zastanowił się na głos, zanim zdążył powstrzymać krukońską gębę od głośnej refleksji nad rzeczami całkowicie zbędnymi do zachowania w pamięci. Chyba gdzieś coś takiego czytał... w jakiejś książce o Dżungli Nowej Gwinei. Jak na nią natrafił? To był łańcuszek zdarzeń przypadkowych, bo oczywiście szukał całkowicie czego innego w bibliotece mugolskiej, a trafił na... to. Tak czy inaczej, mógłby przysiąc, że na ową opinię gdzieś natrafił.
Gdy gajowy odszedł, pozostawiając ich dwoje na pastwę losu, Kay odetchnął głęboko świeżym powietrzem lasu i spojrzał na Brennę. Znów rozbawienie zatańczyło w jego srebrnych oczach. - Ale ćwierkasz... - Mruknął z krzywym uśmiechem. Nie było to złośliwe! No, może trochę, ale minę miał jak najbardziej łagodną. Raczej zabrzmiało to jak zaczepka. Z Kaydena był taki nonszalancki kujon. Niby gadał nudy, ale język miał cięty, jak i cięte były jego srebrzyste oczy. - Tak, wiem, jak wyglądają... ale korci mnie, żeby zobaczyć, jak znajdujesz w lesie ciekawe rośliny z zębami. To wyżeranie mózgu to wymyśliłaś, czy naprawdę gdzieś widziałaś taką roślinę? - Zainteresował się, tym razem już na poważnie, bo jednak był ciekawy, czy to tylko frazes, czy jednak doświadczenie. Czy istniały takie kwiaty? No cóż, skoro istniały diabelskie sidła, to dlaczego nie i jakieś demoniczne paszcze czy równie absurdalne rośliny. Nigdy jakoś się nie fascynował roślinami, chociaż naturę lubił. Uczył się zielarstwa, bo musiał, ale czy to była jego pasja? Niekoniecznie. Tak czy inaczej, patrzył na Brennę z przechyloną głową i uniesioną brwią, czekając na jej kolejne słowa.
![[Obrazek: qEyGuHF.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=qEyGuHF.gif)