Samuel nie znał Florence. na pierwszy rzut oka jednak wydawało mu się, że to, co znaleźli w lesie nie zrobiło na niej takiego wrażenia jak na nim. Zakładał właśnie, że wynika to z wieloletniego doświadczenia jako medyk, musiała już przywyknąć do pewnych widoków, chociaż czy coś takiego i dla medyka nie było czymś nienautralnym? Nie zamierzał jej pytać, jak się z tym czuje, nie po to się tutaj znaleźli. Mogli spodziewać się, że w kniei nie będzie kolorowo. Mogli tu znaleźć dosłownie wszystko po tym festiwalu, jaki urządzili sobie w nocy śmierciożercy.
Zbliżył się do Bulstrode, gdy wspomniała o tym, że obrażenia są dziwne. Stanął za jej plecami, aby przyjrzeć się temu bardziej, jakby miał jakąkolwiek wiedzę, by móc stwierdzić, że faktycznie obrażenia są dziwne. - Dlaczego dziwne? - Zadał to pytanie, bo nie znał się zupełnie na temacie, a dobrze by było wiedzieć, co ona o tym myśli. Czy ktoś, kto je zadał nadal był w tym lesie? Jeśli tak, mogło tu być jeszcze bardziej niebezpiecznie niż myśleli na początku. Oby nikt z przeszukujących las nie natrafił na to coś, co tak sponiewierało tego biednego człowieka.
- Tak właściwie, to świetny pomysł. Lepiej spróbować na rzeczach martwych... - Po chwili dotarło do niego, że ten nieszczęśnik też nie był żywy. - Znaczy... - Podrapał się po głowie, bo nie brzmiało to specjalnie dobrze, ale już to powiedział, więc musiał jakoś z tego wybrnąć. - Wie Pani o co mi chodzi. - Przynajmniej miał taką nadzieję. Samuel nie do końca ogarniał to, co działo się wokół. Widać było, że jest nieco roztrzepany, ale nie było to spowodowane jedynie sytuacją w lesie, po prostu zawsze taki był.
Zgodnie z pomysłem Florence wyciągnął różdżkę, mruknął pod nosem zaklęcie, żeby spróbować na kłodzie, czy uda mu się ją podnieść do góry. Jeśli chodzi o translokację, to była to jego dziedzina magii, w niej czuł się najlepiej, także czuł, że nie znalazłaby się tutaj osoba, która nadawała by się do tego bardziej. Całe swoje życie spędził na zajmowaniu się magicznymi środkami transportu, uczył teleportacji, no musiało to pójść po jego myśli. Jedyną obawą było to, że magia w tym miejscu mogła nie działać do końca przez to, co się wczoraj wydarzyło. Jego obawy szybko zostały rozwiane, bo gdy tylko mruknął zaklęcie to kłoda uniosła się w powietrze dokładnie tak, jak chciał. Mógł więc zająć się ciałem.
- Oczywiście, że pomogę, przecież dlatego się tutaj znalazłem. - Skoro Bulstrode przytrzymała worek, to on ponownie mruknął zaklęcie pod nosem, żeby podnieść oderwane kończyny. Skierował je do worka, było to zdecydowanie prostsze od przenoszenia ich własnymi rękoma, zresztą nie ma co ukrywać brzydziłby się ich dotknąć. Nie trwało to długo, kiedy znalazły się w worze.