04.08.2023, 10:43 ✶
- Sprawdzałeś? – spytała Brenna z odrobiną zaintrygowania. – Trudno mi sobie wyobrazić, żeby… no na przykład psorka od numerologii smakowała jak kurczak.
A Brenna nienawidziła numerologii z całego serca i duszy. Psorki od numerologii może nie nienawidziła – bo Longbottomówna nie miała natury skłonnej do takich uczuć, i nienawidzić miała dopiero się nauczyć wiele lat później, gdy ich świat rozdarła wojna – ale na pewno nie była to jej ulubiona przedstawicielka kadry nauczycielskiej.
Uniosła śmiało głowę i prychnęła, kiedy gajowy już znikł z trzeciorocznikami, a Kayden – pamiętała jego imię, podobnie jak każdego z ich roku, a także roku wyżej, bo tam była Mavelle, roku niżej, bo tam były Danielle i Nora, a kiedy były jeszcze dwa lata wyżej, to i tego, bo tam był Erik – oświadczył, że ćwierka.
– Ćwierkam? Wypraszam sobie, ja ani trochę nie ćwierkam. Ja paplam. Jestem oficjalnie największą paplą na roczniku 1956 i kompletnie nie rozumiem, dlaczego do tej pory nikt nie wręczył mi z tej okazji medalu. Albo przynajmniej dyplomu. Ale może czekają na zakończenie edukacji, więc nie tracę nadziei – oświadczyła, wyrzucając z siebie słowa bardzo prędko. Jakby chciała się upewnić, że nie pozostawi żadnych wątpliwości względem tego, że faktycznie ten tytuł naczelnej gaduły należy się jej i tylko jej. Brenna doskonale wiedziała, że dużo gada. I wiedziała, że niektórym to przeszkadza. I nie, nie próbowała tego zmienić. A świadomość tego, w jaki sposób się zachowuje, i nie ukrywanie tejże, tylko ułatwiało znoszenie ewentualnych uwag i zaczepek z uśmiechem na twarzy.
– W sumie to. Wspomniał przecież, że jak weźmiemy te żółte, to szkodliwe wpłynie na nasze mózgi. To znaczy chyba coś takiego powiedział, czasem mam problem z przekładaniem z języka gajowego na nasze – wyjaśniła Brenna odnośnie zębatych roślin, wskazując przy okazji kciukiem na miejsce, gdzie zniknął ich niedawny towarzysz, by nie pozostawić wątpliwości odnośnie tego, kto tak przed chwilą wspominał. – Coś mówił o jakichś halucynacjach? Wolałabym nie mieć halucynacji. Zamek Hogwart stoi tutaj od tysiąca lat, ale nie jestem pewna, czy jest gotów na mnie pod wpływem naćpania żółtymi kwiatkami ze srebrnymi liśćmi… czy jakoś tak. Ale kwiatki z zębami przecież istnieją. Ta mordercza kapusta, którą psorka pokazywała nam w zeszłym tygodniu? Nigdy już nie spojrzę tak samo na kapustkę na moim talerzu. Chociaż mam nadzieję, że ona nie rośnie w Zakazanym Lesie.
Tu Brenna spojrzała w stronę drzew odrobinę podejrzliwie, jakby spodziewała się, że zaraz spomiędzy paproci i mchu wyłonią się główki chińskiej, kąsającej kapusty. Sama nigdy nie była wielką fanką zielarstwa, ale tamta lekcja wzmogła jej szacunek wobec takich. A strzelające tentakule? Oj, nie chciała zdenerwować żadnego specjalisty od zielarstwa.
– To co? Żółty kwiat i srebrne liście? Tfu, biały kwiat i srebrne liście, tych żółtych unikać… mam nadzieję, że gajowy tu dobrze zapamiętał instrukcje – oświadczyła, gotowa ruszać wzdłuż linii Zakazanego Lasu i rozglądać się za roślinkami, które podobno miały rosnąć przy korzeniach konkretnych drzew.
A Brenna nienawidziła numerologii z całego serca i duszy. Psorki od numerologii może nie nienawidziła – bo Longbottomówna nie miała natury skłonnej do takich uczuć, i nienawidzić miała dopiero się nauczyć wiele lat później, gdy ich świat rozdarła wojna – ale na pewno nie była to jej ulubiona przedstawicielka kadry nauczycielskiej.
Uniosła śmiało głowę i prychnęła, kiedy gajowy już znikł z trzeciorocznikami, a Kayden – pamiętała jego imię, podobnie jak każdego z ich roku, a także roku wyżej, bo tam była Mavelle, roku niżej, bo tam były Danielle i Nora, a kiedy były jeszcze dwa lata wyżej, to i tego, bo tam był Erik – oświadczył, że ćwierka.
– Ćwierkam? Wypraszam sobie, ja ani trochę nie ćwierkam. Ja paplam. Jestem oficjalnie największą paplą na roczniku 1956 i kompletnie nie rozumiem, dlaczego do tej pory nikt nie wręczył mi z tej okazji medalu. Albo przynajmniej dyplomu. Ale może czekają na zakończenie edukacji, więc nie tracę nadziei – oświadczyła, wyrzucając z siebie słowa bardzo prędko. Jakby chciała się upewnić, że nie pozostawi żadnych wątpliwości względem tego, że faktycznie ten tytuł naczelnej gaduły należy się jej i tylko jej. Brenna doskonale wiedziała, że dużo gada. I wiedziała, że niektórym to przeszkadza. I nie, nie próbowała tego zmienić. A świadomość tego, w jaki sposób się zachowuje, i nie ukrywanie tejże, tylko ułatwiało znoszenie ewentualnych uwag i zaczepek z uśmiechem na twarzy.
– W sumie to. Wspomniał przecież, że jak weźmiemy te żółte, to szkodliwe wpłynie na nasze mózgi. To znaczy chyba coś takiego powiedział, czasem mam problem z przekładaniem z języka gajowego na nasze – wyjaśniła Brenna odnośnie zębatych roślin, wskazując przy okazji kciukiem na miejsce, gdzie zniknął ich niedawny towarzysz, by nie pozostawić wątpliwości odnośnie tego, kto tak przed chwilą wspominał. – Coś mówił o jakichś halucynacjach? Wolałabym nie mieć halucynacji. Zamek Hogwart stoi tutaj od tysiąca lat, ale nie jestem pewna, czy jest gotów na mnie pod wpływem naćpania żółtymi kwiatkami ze srebrnymi liśćmi… czy jakoś tak. Ale kwiatki z zębami przecież istnieją. Ta mordercza kapusta, którą psorka pokazywała nam w zeszłym tygodniu? Nigdy już nie spojrzę tak samo na kapustkę na moim talerzu. Chociaż mam nadzieję, że ona nie rośnie w Zakazanym Lesie.
Tu Brenna spojrzała w stronę drzew odrobinę podejrzliwie, jakby spodziewała się, że zaraz spomiędzy paproci i mchu wyłonią się główki chińskiej, kąsającej kapusty. Sama nigdy nie była wielką fanką zielarstwa, ale tamta lekcja wzmogła jej szacunek wobec takich. A strzelające tentakule? Oj, nie chciała zdenerwować żadnego specjalisty od zielarstwa.
– To co? Żółty kwiat i srebrne liście? Tfu, biały kwiat i srebrne liście, tych żółtych unikać… mam nadzieję, że gajowy tu dobrze zapamiętał instrukcje – oświadczyła, gotowa ruszać wzdłuż linii Zakazanego Lasu i rozglądać się za roślinkami, które podobno miały rosnąć przy korzeniach konkretnych drzew.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.