Trixie przez myśl by nie przeszło, aby nazwać Rabastana obibokiem. Jej zdaniem pojawiał się zawsze wtedy, kiedy jego obecność miała jakiś większy sens. Rozumiała ten sposób postępowania, zdawała sobie też sprawę, że nie wszyscy muszą za każdym razem brylować na salonach. Lestrange robił to wtedy, gdy musiał. Spełniał oczekiwania swojej rodziny, na tyle na ile tego oczekiwali. Zdawała sobie sprawę, że ludzie mają różne charaktery i nie wszyscy muszą ciągle demonstrować swoją obecność. Nie widziała w tym nic złego.
- Jest w ogóle takie imię? Eulalia? Plącze język, kiedy się je wypowiada. - Uśmiechnęła się ciepło do swojego towarzysza. Cieszyło ją to, że przyjął z aprobatą jej nowe personalia. Lubiła wiedzieć, że to, co robi jest pozytywnie postrzegane przez innych. Dzięki temu jej pewność siebie wzbijała się pod samo niebo.
- Nie przeliczyłeś się, jest jeden Crouch, który nie będzie w stanie mi odmówić. - Gdyby tylko próbował Bella znała metody, aby nie był w stanie tego zrobić. Nie bez powodu spędzała tyle czasu na doskonaleniu umiejętności magicznych związanych z urokami. Pomagało to w przypadku, kiedy jej urok osobisty nie był wsytarczający.
Trixie od zawsze bardzo dużą uwagę przywiązywała do towarzystwa, w którym się obracała. Było dla niej ważne, aby jej znajomi należeli do osób wpływowych, w końcu dzięki temu mogła załatwić wiele spraw, również tych mniej legalnych. Dlatego też sporo czasu spędzała na pielęgnowaniu tych znajomości, mimo, że nie wszystkich uważała za szczególnie błyskotliwych to była w stanie się poświęcić dla dobra sprawy. Kto by się spodziewał, że jest z niej taka cierpiętnica.
- Dokumenty będą leżeć w mojej gestii. - Dodała jeszcze, żeby Rabastan nie przejmował się tym problemem. Załatwi sprawę tak, że będzie dobrze. Nie musiał się tym dłużej przejmować.
Wolała też załatwić wszystko sama, żeby nie mieszać w to dodatkowych osób, bowiem mogło to powodować to, że te informacje dotrą do osób, które nie powinny ich posiadać. Im mniej ludzi zamieszanych w całą sprawę, tym większe prawdopodobieństwo, że tajemnica zostanie zachowana, a o to im przecież chodziło. Nie bez powodu załatwiali te lewe dokumenty.
Weszła więc jako pierwsza do studia forograficznego. Omiotła wzrokiem pomieszczenie w którym się znaleźli. - Dzień dobry. - Odparła wesołym tonem, który raczej do niej nie pasował, ale weszła w rolę w pełni. Musiała być kimś innym, zamierzała to zrobić, jak najlepiej potrafiła.