04.08.2023, 16:28 ✶
Wodziła spojrzeniem dookoła i szukała... w sumie to sama nie wiedziała czego. Chyba jakiegoś punktu zaczepienia. Znajomego elementu, który pozwoliłby jej szybciej wybudzić się z tego okropnego snu. Bo to chyba musiał być sen, a przynajmniej to pierwsze przyszło jej do głowy, kiedy jej spojrzenie trafiło na zakapturzoną sylwetkę, która przy bliższym poznaniu, niekoniecznie zyskiwała. Blady, niezdrowy odcień skóry przypominał jej widmo, albo jakiegoś innego potępieńca. Zmarszczyła więc brwi w pierwszym odruchu, co tylko pogłębiło się, kiedy mężczyzna się do niej odezwał. Panienko - tego słowa akurat nie słyszała często pod swoim adresem.
- Ki chuj... - wyszeptała na wdechu, próbując złapać głębszy oddech powietrza może nie tyle świeżego, co o mniejszym stężeniu tych przeklętych kadzideł, które ktoś w pobliżu rozpalał.
Rozejrzała się znowu, już nieco mniej zmieszana, chcąc zorientować się, czy w tym nieszczęsnym zaułki był ktoś jeszcze, a może właśnie czekał ją jakiś nieprzyjemny los z rąk nieznajomego. Nie oszukujmy się, nawet jeśli to była Pokątna (a może już nie, bo sama nie pamiętała połowy spaceru i w którą dokładnie uliczkę skręciła) to w jej zaułkach wciąż mogły dziać się rzeczy nieprzyjemne.
Wyciągnęła otwartą dłoń w jego stronę, jakby chcąc tym drobnym gestem dać mu znać, żeby w sumie to się do niej nie zbliżał i trzymał dystans dla bezpieczeństwa i własnego, i jej samego. Zmierzyła go też spojrzeniem, od stóp do głów, tym z rodzaju już o wiele bardziej uważnych i jako tako świadomych.
- A ty...? - spojrzała mu w te jasne oczy i naszło ją jakieś nieprzyjemne uczucie. W sumie nawet nie wiedziała czemu, skoro w cyrku gorsze dziwadła się widziało. - ...to kto? Czego tu szukasz? Chcesz mnie okraść? - syknęła, niezadowolona. Taki scenariusz wydawał się jej chyba jednym z najbardziej prawdopodobnych. Bezinteresowna dobroć serca niekoniecznie leżała w jej repertuarze, a przynajmniej względem zupełnie obcych osób. Po prawdzie, gdyby sama spotkała omdlałą osobę w jakimś bocznym zaułku, to sama najpierw obszukałaby jej kieszenie, zanim zrobiłaby cokolwiek innego. I jak widać było, podobnego zachowania spodziewała się od innych.
- Ki chuj... - wyszeptała na wdechu, próbując złapać głębszy oddech powietrza może nie tyle świeżego, co o mniejszym stężeniu tych przeklętych kadzideł, które ktoś w pobliżu rozpalał.
Rozejrzała się znowu, już nieco mniej zmieszana, chcąc zorientować się, czy w tym nieszczęsnym zaułki był ktoś jeszcze, a może właśnie czekał ją jakiś nieprzyjemny los z rąk nieznajomego. Nie oszukujmy się, nawet jeśli to była Pokątna (a może już nie, bo sama nie pamiętała połowy spaceru i w którą dokładnie uliczkę skręciła) to w jej zaułkach wciąż mogły dziać się rzeczy nieprzyjemne.
Wyciągnęła otwartą dłoń w jego stronę, jakby chcąc tym drobnym gestem dać mu znać, żeby w sumie to się do niej nie zbliżał i trzymał dystans dla bezpieczeństwa i własnego, i jej samego. Zmierzyła go też spojrzeniem, od stóp do głów, tym z rodzaju już o wiele bardziej uważnych i jako tako świadomych.
- A ty...? - spojrzała mu w te jasne oczy i naszło ją jakieś nieprzyjemne uczucie. W sumie nawet nie wiedziała czemu, skoro w cyrku gorsze dziwadła się widziało. - ...to kto? Czego tu szukasz? Chcesz mnie okraść? - syknęła, niezadowolona. Taki scenariusz wydawał się jej chyba jednym z najbardziej prawdopodobnych. Bezinteresowna dobroć serca niekoniecznie leżała w jej repertuarze, a przynajmniej względem zupełnie obcych osób. Po prawdzie, gdyby sama spotkała omdlałą osobę w jakimś bocznym zaułku, to sama najpierw obszukałaby jej kieszenie, zanim zrobiłaby cokolwiek innego. I jak widać było, podobnego zachowania spodziewała się od innych.