04.08.2023, 19:19 ✶
- Nie lubię? Ależ skąd – zapewniła Brenna. – Nienawidzę jej z mocą tysiąca słońc, z całego serca, duszy, każdym włókienkiem mojego jestestwa – sprostowała, zapewne trochę celowo przesadzając, bo ton miała przy tym wyjątkowo dramatyczny.
Owszem, całkiem jej nie kojarzyć było trudno. Była energiczna, była gadatliwa i lubiła wszędzie wpychać swój nos. Większość osób z najbliższych roczników więc jako tako wiedziała, kim jest. Jednocześnie – nigdy nie była szkolną królową, tą najbardziej lubianą, popularną, tą, na której wzorowały się dziewczyny, chłopcy chcieli się umówić i tak dalej. Nie zabiegała o to zresztą. To raczej jej kuzynki czy brat byli tymi, którzy robili furorę na hogwarckich korytarzach.
– Naprawdę? Ćwierkanie kojarzy mi się z ptakami. Chyba nie mam wiele wspólnego z ptakiem. Prędzej z… hm, w sumie to nie jestem pewna. Chociaż zaraz, papugi chyba potrafią gadać? To może jednak mam coś wspólnego z ptakiem – oświadczyła beztrosko, przykucając przy jakiejś kępie traw, aby przyjrzeć się wyglądających spod niej roślinom. Miały białe kwiatki i, chyba, na ile Brenna umiała to ocenić, srebrzyste liście. Zdawały się wyrastać prosta z pnia. Dźgnęła roślinkę, jakby oczekując, że ta zaraz ją ugryzie, po czym sięgnęła i zerwała dwa największe kwiatki. – To chyba to, co? Jeżeli nie to, ja już nie odpowiadam za brak rezultatów, mogli nam pokazać rysunek albo co.
Zadarła głowę, spoglądając na niego, kiedy wspomniał o Izbie Pamięci.
– O kurde, że też wcześniej na to nie wpadłam – zachwyciła się, jakby szczerze planowała teraz zrobić coś takiego. – Nigdy w ogóle nie rozumiałam tej całej idei Izby Pamięci. Wręczasz komuś medal, żeby mu go potem zabrać i umieścić pośród dwustu innych medali, żeby za dwadzieścia lat jakiś uczeń myślał, jak bardzo cię nienawidzi, bo musi polerować wręczony ci medal – westchnęła, wrzucając kwiaty do koszyka. Podniosła się i otrzepała spódnicę, raczej w odruchu niż faktycznie próbując się pozbyć z niej trawy. – Poza tym my Gryfoni wcale nie lubimy kłopotów. My tylko nie lubimy się nudzić. Jestem pewna, że dowolny Krukon, gdyby mu powiedzieć, że… nie wiem, gdzieś w lochach w skrytce spoczywa jedyny egzemplarz dzienników Roweny Ravenclaw też wpakowałby się kłopoty – stwierdziła, dziarskim krokiem ruszając dalej w las i rozglądając się za kwiatkami. Im szybciej napełni koszyk, tym lepiej. Ona też jeszcze w beztroskiej naiwności nie zdawała sobie sprawy z tego, że właściwie to informacje o zielarstwie mogą się jej w przyszłości przydać i to bardzo. – Nie wiem. Nie uważałam na tej lekcji – przyznała szczerze. – Może sam zapach? Albo pyłek, to wtedy wąchanie? Ale zerwałam białe. Jestem pewna, że zerwałam białe – powiedziała, podejrzliwie zaglądając do swojego koszyka, ale jako żywo: kwiatki w środku były białe.
Znów skierowała spojrzenie na Kaydena, kiedy zaczął spekulować odnośnie kapusty i smakowania jak kurczak, a po jej ustach przemknął uśmieszek. Brenna bardzo lubiła, kiedy ludzie podłapywali jej gadanie i sami zaczynali wygadywać różne szalone rzeczy.
– Nie jestem pewna, ale jeżeli dobrze pamiętam, to zdaniem psorki mogą pokonać trolla. Jeśli jest więcej niż jedna i są odpowiednio wyrośnięte. To może jednak zjadają, nie tylko gryzą? Bo takie gryzienie w stopy… chyba nie zabije trolla. I jestem pewna, że my może smakujemy jak kurczak, ale troll to na pewno nie… – powiedziała, po czym znów przypomniała sobie, że miała wypatrywać kwiatków i zaczęła błądzić wzrokiem po ściółce. – Eee tam. Teraz to nie mamy na co narzekać. Widziałeś takie przerdzewiałe kajdany w lochach? Jeden duch mi powiedział, że za jego czasów zakuwali w nie uczniów, kiedy byli niegrzeczni. To dopiero, nie? Teraz rodzice by ich chyba zabili. Zastanawiam się, czy sprawował wtedy władzę jakiś dziwny dyrektor, czy to była taka hogwarcka tradycja. Od czasów Założycieli. Jeżeli tak, to Tiara strasznie nas oszukuje. Wiesz, zawsze mówi o śmiałym Gryffindorze z wrzosowisk, słodkiej Hufflepuff z dolin dna, przebiegłym Slytherinie z trzęsawisk i mądrej Ravenclaw z górskich hal… ani słowa o rzeczach w rodzaju „a jak jakiś uczeń ich zdenerwował, zakuwali go w kajdany”. W każdym razie… wolę Zakazany Las od kajdan. O ile ten duch mnie nie wpuszczał w maliny. Może to robił. Ale nie wiem, czy duchy mają poczucie humoru. Prawie Bezgłowy Nick nie ma, zawsze się obraża, kiedy ktoś zwraca uwagę, że jego głowa nadal jest na szyi…
Owszem, całkiem jej nie kojarzyć było trudno. Była energiczna, była gadatliwa i lubiła wszędzie wpychać swój nos. Większość osób z najbliższych roczników więc jako tako wiedziała, kim jest. Jednocześnie – nigdy nie była szkolną królową, tą najbardziej lubianą, popularną, tą, na której wzorowały się dziewczyny, chłopcy chcieli się umówić i tak dalej. Nie zabiegała o to zresztą. To raczej jej kuzynki czy brat byli tymi, którzy robili furorę na hogwarckich korytarzach.
– Naprawdę? Ćwierkanie kojarzy mi się z ptakami. Chyba nie mam wiele wspólnego z ptakiem. Prędzej z… hm, w sumie to nie jestem pewna. Chociaż zaraz, papugi chyba potrafią gadać? To może jednak mam coś wspólnego z ptakiem – oświadczyła beztrosko, przykucając przy jakiejś kępie traw, aby przyjrzeć się wyglądających spod niej roślinom. Miały białe kwiatki i, chyba, na ile Brenna umiała to ocenić, srebrzyste liście. Zdawały się wyrastać prosta z pnia. Dźgnęła roślinkę, jakby oczekując, że ta zaraz ją ugryzie, po czym sięgnęła i zerwała dwa największe kwiatki. – To chyba to, co? Jeżeli nie to, ja już nie odpowiadam za brak rezultatów, mogli nam pokazać rysunek albo co.
Zadarła głowę, spoglądając na niego, kiedy wspomniał o Izbie Pamięci.
– O kurde, że też wcześniej na to nie wpadłam – zachwyciła się, jakby szczerze planowała teraz zrobić coś takiego. – Nigdy w ogóle nie rozumiałam tej całej idei Izby Pamięci. Wręczasz komuś medal, żeby mu go potem zabrać i umieścić pośród dwustu innych medali, żeby za dwadzieścia lat jakiś uczeń myślał, jak bardzo cię nienawidzi, bo musi polerować wręczony ci medal – westchnęła, wrzucając kwiaty do koszyka. Podniosła się i otrzepała spódnicę, raczej w odruchu niż faktycznie próbując się pozbyć z niej trawy. – Poza tym my Gryfoni wcale nie lubimy kłopotów. My tylko nie lubimy się nudzić. Jestem pewna, że dowolny Krukon, gdyby mu powiedzieć, że… nie wiem, gdzieś w lochach w skrytce spoczywa jedyny egzemplarz dzienników Roweny Ravenclaw też wpakowałby się kłopoty – stwierdziła, dziarskim krokiem ruszając dalej w las i rozglądając się za kwiatkami. Im szybciej napełni koszyk, tym lepiej. Ona też jeszcze w beztroskiej naiwności nie zdawała sobie sprawy z tego, że właściwie to informacje o zielarstwie mogą się jej w przyszłości przydać i to bardzo. – Nie wiem. Nie uważałam na tej lekcji – przyznała szczerze. – Może sam zapach? Albo pyłek, to wtedy wąchanie? Ale zerwałam białe. Jestem pewna, że zerwałam białe – powiedziała, podejrzliwie zaglądając do swojego koszyka, ale jako żywo: kwiatki w środku były białe.
Znów skierowała spojrzenie na Kaydena, kiedy zaczął spekulować odnośnie kapusty i smakowania jak kurczak, a po jej ustach przemknął uśmieszek. Brenna bardzo lubiła, kiedy ludzie podłapywali jej gadanie i sami zaczynali wygadywać różne szalone rzeczy.
– Nie jestem pewna, ale jeżeli dobrze pamiętam, to zdaniem psorki mogą pokonać trolla. Jeśli jest więcej niż jedna i są odpowiednio wyrośnięte. To może jednak zjadają, nie tylko gryzą? Bo takie gryzienie w stopy… chyba nie zabije trolla. I jestem pewna, że my może smakujemy jak kurczak, ale troll to na pewno nie… – powiedziała, po czym znów przypomniała sobie, że miała wypatrywać kwiatków i zaczęła błądzić wzrokiem po ściółce. – Eee tam. Teraz to nie mamy na co narzekać. Widziałeś takie przerdzewiałe kajdany w lochach? Jeden duch mi powiedział, że za jego czasów zakuwali w nie uczniów, kiedy byli niegrzeczni. To dopiero, nie? Teraz rodzice by ich chyba zabili. Zastanawiam się, czy sprawował wtedy władzę jakiś dziwny dyrektor, czy to była taka hogwarcka tradycja. Od czasów Założycieli. Jeżeli tak, to Tiara strasznie nas oszukuje. Wiesz, zawsze mówi o śmiałym Gryffindorze z wrzosowisk, słodkiej Hufflepuff z dolin dna, przebiegłym Slytherinie z trzęsawisk i mądrej Ravenclaw z górskich hal… ani słowa o rzeczach w rodzaju „a jak jakiś uczeń ich zdenerwował, zakuwali go w kajdany”. W każdym razie… wolę Zakazany Las od kajdan. O ile ten duch mnie nie wpuszczał w maliny. Może to robił. Ale nie wiem, czy duchy mają poczucie humoru. Prawie Bezgłowy Nick nie ma, zawsze się obraża, kiedy ktoś zwraca uwagę, że jego głowa nadal jest na szyi…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.