Jak miał się złościć na tak piękny głos? Mógłby po prostu siedzieć godzinami i wpatrywać się jak Stella do niego mówiła. Zwłaszcza, że każde kolejne słowo wypełniało pustkę mieszkania. Można było powiedzieć, że było lekiem na całe zło i nadzieją na przyszły rok. Bo w końcu co to za życie bez nadziei i marzeń? Sama mu tak powtarzała.
Nie miał wyboru skoro nie chciał wykitować. Musiał wziąć się w garść. Przeżyć, przepracować śmierć matki - nie mógł pozwolić aby ta strata pociągnęła go na dno. Żałoba była jak najbardziej wskazana ale należało żyć dalej, tym bardziej, że Stanley dopiero zaczynał swoje dorosłe życie.
Zawsze będę... To były słowa których potrzebował. Upewniały go w tym, że to czego się najbardziej boi, nie stanie się przykrą codziennością - Zawsze będziesz... - powtórzył pod nosem, przejeżdżając raz jeszcze po poliku. Powiedzieć, że było mu miło na te słowa to jakby nie powiedzieć nic. Jeżeli kiedykolwiek wcześniej mógł mieć jakieś obiekcje co do swojego postępowania w przeszłości - wykradnięcia adresu Avery czy losowych odwiedzin w środku nocy, które przecież nie mówiły zbyt dobrze o adresatce takiego spotkania gdyby wyszło ono na jaw - tak teraz nie miał żadnych zastrzeżeń. Po prostu wybrał dobrze. Postawił va banque na odpowiednią kartę i wygrał.
- Muszę. Zrobię to... - odparł, a następnie również rozejrzał się po pomieszczeniu, widząc jak robi to Stella. Co by nie mówić, stan świetności całego mieszkania dawno temu minął - Dla Ciebie. Dla mnie - dodał, zaciskając na moment mocniej swoją dłoń na dłoni Avery - Dla nas - zabrał dłoń z jej polika, kładąc ją spokojnie na stole. Jego kończyny nie trzęsły się już wcale w porównaniu z tym co miało miejsce jeszcze chwilę temu - Nie... Dziękuje. Sam to zrobię. Daj mi kilka dni... Góra tydzień. Wszystko wróci do normy - zapewnił bez zawahania. Nie chciał robić żadnych dodatkowych problemów - tych i tak już zrobił za dużo. Nadal jednak wpatrywał się w oczy swojej wybawczyni, nie mogąc, a wręcz nawet nie chcąc ich oderwać. Czuł, że jest w stanie z nich zatonąć.
- Podejdę do niego później - odpowiedział na zadane przed chwilą pytanie - Nie powinno być z tym problemu. Po ogarniam trochę spraw i pójdę porozmawiać o tym z przełożonymi. Nie powinni robić problemu... W końcu... - przymknął powoli oczy, czując jak w gardle rośnie mu gula. Nadal nie był w stanie powiedzieć tego imienia na głoś, chociaż bardzo się starał. Nie zmieniało to jednak faktu, że myśl o matce nie powodowała już takiego bólu - Wezmę krótką przerwę od służby. Miesiąc, może dwa. Stanę na nogi, załatwię wszystko na spokojnie - poinformował spokojnym głosem. Borgin nie wiedział jeszcze, że ta "krótka przerwa" przedłuży się do kilku miesięcy - Cieszę się, że przyszłaś. Jestem Ci wdzięczny... Gdyby nie Ty to nie wiem jak to by się skończyło... Dziękuje - dodał. Krótkim gestem ręki zachęcił ją aby się trochę przybliżyła - Stanley chciał ją po prostu przytulić. Zdawał sobie sprawę, że jego wygląd czy połączony zapach alkoholu z papierosami nie jest najlepszym czym mógł ją uraczyć ale czuł, że jest to coś czego potrzebuje równie mocno co słów otuchy czy jej obecności.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972