Czy nie bała się, że Śmierciożercy staną u jej progu? Voldemort widział jej twarz w Limbo – musiał ją kojarzyć, była w końcu czarownicą czystej krwi. A nawet jeśli jakimś trafem ten szczegół mu umknął, no to jej nazwisko, obok nazwisk jej towarzyszy, którzy do Limbo też trafili, pokazało się w gazetach. Nie raz, nie dwa. Gdyby chciał, gdyby miał taką fantazję – to już by na jej progu stanęli, tak uważała. Miała celownik na plecach, była w końcu aurorką. Ale tam, w Limbo… on zaproponował im, by do niego dołączyli. Mówił, że prędzej czy później przed nim klękną. Ona jednak nie wydawała teraz ocen i wyroków. Przedstawiała tylko to, jak to sama przeżyła, co widziała, co czuła. Ludzie byli ciekawi – wiedziała to. Czy ten wywiad sprawi, że ludzie Czarnego Pana zechcą ją uciszyć? Co zrobi na pewno, to pokaże, że jego poplecznicy nie pilnowali miejsca a uciekali aż się kurzyło kiedy żywiołak wyrósł spod ziemi… czy skąd się tam wziął.
Nie zwróciła większej uwagi na to, że Darcy’emu zadrżał głos. Że jej opowieść podziałała na jego wyobraźnię, że poczuł dreszcz na karku, że kazało mu to być może przewartościować kilka rzeczy. Victoria, po jego pytaniu, zawahała się wyraźnie. Zastanawiała się, czy mu odpowiedzieć – czy powiedzieć prawdę, czy skłamać, bo nie była pewna tego, co widziała. Ale nie, to było kłamstwo – przecież wiedziała, kogo tam spotkała. Kto chciał ją zatrzymać w tej krainie umarłych.
Pokiwała więc powoli głową. Tak, widziała tam umarłych. Jedną osobę, co do której była pewna, że nie żyje, bo była przecież na pogrzebie, lata temu. Dwie inne… Sądząc po reakcjach Mavelle i Patricka – nie chcieli wierzyć w to co widzą, albo być może nie wiedzieli?
- Był – potwierdziła, po kolejnym pytaniu. - Ale nie powinnam mówić o jego udziale – nie chciała siać niepotrzebnej paniki. Nie chciała, by powtarzano jej słowa za pewnik. Już i tak gadano, że aurorzy i brygadzistka zmierzyli się z Voldemortem – i niech tak zostanie. Poza tym, co było najważniejsze, nie chciała zdradzać ile dokładnie wie Ministerstwo i przeciwnicy Czarnego Pana, to byłby straszny strzał w stopę. - Atreus dołączył do nas w tamtym momencie – dodała, spodziewając się też, że prędzej czy później padnie o to pytanie. No bo no dobrze, była ona, była Mavelle, był Patrick – to wszystko się kleiło. Ale gdzie w tym wszystkim Atreus? - Przekazywaliśmy informacje o tym gdzie się kierujemy zanim przekroczyliśmy czarny ogień. Ruszył za nami, kiedy mógł – kiedy uporał się… z czymkolwiek wtedy walczył. O ile wiedziała, to z żywiołakiem, ale nie planowała zabierać mu możliwości, by sam o tym opowiedział.