Podziwiał ją. Przynajmniej w tym momencie poczuł lekki przebłysk szacunku, który jak liść, opadł na płaszcz i tam pozostał. Wydawała się bystra. Coś w Brennie było takiego, że mimo tej całej paplaniny sprawiała wrażenie... rezolutnej? To chyba tego słowa szukał, kiedy tak słuchał o tej numerologii, medalach i chińskich kapustach, a słuchał uważnie, z przechyloną w bok głową. Zaczął się nawet zastanawiać, czy czasami nie udawała takiej gaduły, żeby coś ukryć. Część siebie? Chyba za dużo analizował... za dużo czasu spędzał w książkach, aniżeli zwykłej rozmowie. Może kopał za głęboko... Nie jego ziemia do zbadania. Odwrócił od niej wzrok z cichym westchnięciem i zabłądził nim na ściółkę, wypatrując kwiatów. Znalazł, schylił się, by zerwać parę, ale słuchał dalej. Potem się uśmiechnął pod nosem, już nie tak krzywo, jak zwykle.
- Oczywiście. - Odparł z rozbawieniem. - Ta rozmowa nie miała miejsca. Nie wiem nic o żadnych medalach... - Powiedział, bo właściwie, nawet jeśli Gryfonka faktycznie zdecydowałaby się na taki wyskok, on przyglądałby się temu z chichotem z cienia. Lubił, jak coś się w zamku działo. Jak było czym przegnać nudę. Mały zamęt nikomu źle nie zrobi, a już na pewno nie coś tak błachego. Niech się dzieje, będzie zabawnie. W duchu liczył, że jednak Brenna spłata tego figla w Izbie Pamięci. Był gotów osobiście przejść się tam parę razy, żeby sprawdzić, czy jej nazwisko faktycznie będzie widnieć na jednym z medali.
Kay parsknął bezgłośnym, krótkim śmiechem. Kiwnął głową i schylił się po wypatrzone przy kolejnym pniu kwiaty. - Taa, wiem. Wybacz, trochę się zapędziłem... Ale mówiłaś, że nie rozumiesz idei Izby Pamięci. No więc właśnie to jest ta idea. Jak chcesz być w ładnie oszklonej gablotce, musisz się ścigać z innymi o puchar. - Mruknął kwaśno. Kryły się tu trochę głębsze przemyślenia, ale nie chciał już tu zanudzać, bo faktycznie, trochę za dużo myślał. Jeśli Brenna miałaby dostać medal za gadulstwo, on z pewnością dostałby medal za filozofowanie. - Hnn~ - Kay uśmiechnął się złośliwie. - Wiesz co, zamiast tych szlabanów w Zakazanym Lesie, powinni po prostu cię zatrudnić do paplania nieszczęśnikom nad uchem. - Zażartował, mając nadzieję, że raczej nie obrazi się za to, skoro była taka samoświadoma. - To sprzątanie jakoś bardziej pasuje mi do Puchonów... Chociaż może i mój dom by tu pasował. Większość Krukonów lubi porządek... - Powiedział po lekkim namyśle, choć sam raczej nie byłby zachwycony, jakby Tiara nagle oznajmiła, że trafi do Ravenclaw, bo lubi sprzątać. Nie lubił. Ale faktycznie wolał, jak wszystko było na swoim miejscu. - No, jak to czemu? Myślałem, że każda dziewczyna lubi wąchać kwiatki. - Parsknął cicho. Nie, wcale tak nie uważał.
- Gniazda Akromantul raczej będą w głębszych rejonach lasu. No i poznałabyś, że wchodzisz na ich terytorium, przez te wszystkie pajęczyny... - Oznajmił z pewnością w głosie, bo pewny był. - Ja? Oh, niczym szczególnym. - Uśmiechnął się niewinnie, na tyle na ile zdołał, bo niewinny na pewno nie był. Daleko mu było od bycia aniołem, ale mógł udawać, że aureolki wcale złamanej nie ma. Później parsknął na tę anegdotę o Krwawym Baronie. - Chyba by nie dożył aż tyle lat, przykuty łańcuchami i zapomniany. - Zachichotał. Chyba zaraził się od Brenny humorem... i gadulstwem. - Może był beznadziejnym nauczycielem i to uczniowie zamknęli go w lochach? Taka mała zemsta za te wszystkie szlabany. - Przykucnął przy większym zbiorowisku kwiatków i zaczął szukać tych najwyższych.
![[Obrazek: qEyGuHF.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=qEyGuHF.gif)