06.08.2023, 11:44 ✶
Lubiła mówić. I lubiła słuchać, a wbrew pozorom, kiedy sama mówiła, mówiła i mówiła, większość ludzi robiła jedną z dwóch rzeczy: uciekała albo zaczynała odpowiadać. A to, co zaczynał odpowiadać, dużo pokazywało – na przykład zwykle nieco milczący Kayden, zmuszony do znoszenia jej gadaniny w pojedynkę, okazywał się godny miana Krukona, bo to ci inteligentni, miał poczucie humoru i całkiem ładnie podłapywał wszystkie jej głupotki. Taka paplanina w pewnym sensie była też bronią i zasłoną, chociaż używać jej w ten sposób Brenna jeszcze świadomie się nie nauczyła: nie w Hogwarcie.
- Doskonale, nie będę musiała angażować żadnych Ślizgonów w załatwianie sposobu, żebyś znikł z tego świata… Ślizgonów, bo jak chodzi o morderstwo doskonałe, to my Gryfoni nie mamy należytego doświadczenia – powiedziała z rozbawieniem i wyszczerzyła się jeszcze bardziej, kiedy parsknął śmiechem.
A za jakiś czas, konkretnie po feriach, faktycznie miał znaleźć taką odznakę podrzuconą do Izby Pamięci. Wraz z całą kolekcją innych, rzecz jasna wszystkich podrobionych, z imionami i nazwiskami jej kolegów i koleżanek z roku, przyznawanych Za Najlepsze Wyczucie Stylu, Najpiękniejszy Uśmiech i inne absurdy. Oraz rzecz jasna Największe Paplanie. Brenna po prostu nie mogła się powstrzymać się przed sprawdzeniem, jak szybko ktoś się zorientuje, że nie powinno ich tam być i usunie.
– Masz rację. Chociaż chyba wszystkich i tak obchodzi jeden puchar. To znaczy ten quidditcha. I zawsze myślałam, że w tym chodzi o utarcie nosa innym Domom, ale jak tak stawiasz sprawę… – stwierdziła z zastanowieniem. – Och, nie podpowiadaj im. Chociaż zaraz, może już na to wpadli? Może to… – tu potoczyła ręką wokół, po otaczających ich drzewach – …jest tylko dodatkiem, a to skończenie tutaj ze mną jest prawdziwą karą?
Rzeczywiście się nie obraziła. Obrażała się rzadko, chociaż jeśli już o coś się wściekała, to porządnie. Na całe szczęście Brennie zazwyczaj szkoda było na to energii, którą mogła spożytkować na dużo ciekawsze rzeczy, na przykład sprawdzanie, czy za posągiem na trzecim piętrze faktycznie jest tajne przejście. (Nie było. Zarys drzwi za nim okazał się fałszywką.)
– Nie, nie, Puchoni to ci, którzy lubią jedzenie. Dlatego ich Pokój Wspólny jest koło kuchni. W beczce. Rozumiesz? Mają przejście w beczce. Zawsze zastanawiałam się, czy nie mają tam własnej kuchni i spiżarki. Castiel zarzeka się, że nie, ale może każą im przysięgać, że tego nie zdradzą, żeby inne Domy im nie zazdrościły… – Według tego podziału więc Gryfoni nie lubili nudy, Krukoni lubili sprzątanie, a Puchoni jedzenie… Brenna nie była tylko pewna, co przypisać Ślizgonom. – Człowieku! Jadowita. Chińska. Kapusta. Nie ufam kwiatkom, odkąd odkryłam, co te potrafią zrobić – zaprotestowała ze śmiechem przeciwko temu wąchaniu kwiatków. Nie, nie to, że nie lubiła zapachu kwiatów – jej mama była Potterówną, podtykała jej perfumy i zapachowe szampony uparcie od dzieciństwa, licząc, że córka wreszcie zainteresuje się tym bardziej niż mieczem nad kominkiem. Ale wolała je już w butelkach.
– Niczym szczególnym? Teraz to dopiero masz moją uwagę – stwierdziła, zerkając na niego, ale zaraz przykucnęła po drugiej stronie drzewa, by wyrwać kilka roślinek. – O… to faktycznie brzmi bardziej prawdopodobnie. Z tą brodą musiałby chodzić do Hogwartu bardzo, bardzo długo. W ogóle, woźny kiedyś narzekał, że w ramach szlabanów nie udziela się już chłosty. Zastanawiam się, czy faktycznie kiedyś się uczniów chłostało, czy on to sobie wymyślił, bo chciałby parę osób wychłostać. I komuś takiemu dają pracować w szkole…
- Doskonale, nie będę musiała angażować żadnych Ślizgonów w załatwianie sposobu, żebyś znikł z tego świata… Ślizgonów, bo jak chodzi o morderstwo doskonałe, to my Gryfoni nie mamy należytego doświadczenia – powiedziała z rozbawieniem i wyszczerzyła się jeszcze bardziej, kiedy parsknął śmiechem.
A za jakiś czas, konkretnie po feriach, faktycznie miał znaleźć taką odznakę podrzuconą do Izby Pamięci. Wraz z całą kolekcją innych, rzecz jasna wszystkich podrobionych, z imionami i nazwiskami jej kolegów i koleżanek z roku, przyznawanych Za Najlepsze Wyczucie Stylu, Najpiękniejszy Uśmiech i inne absurdy. Oraz rzecz jasna Największe Paplanie. Brenna po prostu nie mogła się powstrzymać się przed sprawdzeniem, jak szybko ktoś się zorientuje, że nie powinno ich tam być i usunie.
– Masz rację. Chociaż chyba wszystkich i tak obchodzi jeden puchar. To znaczy ten quidditcha. I zawsze myślałam, że w tym chodzi o utarcie nosa innym Domom, ale jak tak stawiasz sprawę… – stwierdziła z zastanowieniem. – Och, nie podpowiadaj im. Chociaż zaraz, może już na to wpadli? Może to… – tu potoczyła ręką wokół, po otaczających ich drzewach – …jest tylko dodatkiem, a to skończenie tutaj ze mną jest prawdziwą karą?
Rzeczywiście się nie obraziła. Obrażała się rzadko, chociaż jeśli już o coś się wściekała, to porządnie. Na całe szczęście Brennie zazwyczaj szkoda było na to energii, którą mogła spożytkować na dużo ciekawsze rzeczy, na przykład sprawdzanie, czy za posągiem na trzecim piętrze faktycznie jest tajne przejście. (Nie było. Zarys drzwi za nim okazał się fałszywką.)
– Nie, nie, Puchoni to ci, którzy lubią jedzenie. Dlatego ich Pokój Wspólny jest koło kuchni. W beczce. Rozumiesz? Mają przejście w beczce. Zawsze zastanawiałam się, czy nie mają tam własnej kuchni i spiżarki. Castiel zarzeka się, że nie, ale może każą im przysięgać, że tego nie zdradzą, żeby inne Domy im nie zazdrościły… – Według tego podziału więc Gryfoni nie lubili nudy, Krukoni lubili sprzątanie, a Puchoni jedzenie… Brenna nie była tylko pewna, co przypisać Ślizgonom. – Człowieku! Jadowita. Chińska. Kapusta. Nie ufam kwiatkom, odkąd odkryłam, co te potrafią zrobić – zaprotestowała ze śmiechem przeciwko temu wąchaniu kwiatków. Nie, nie to, że nie lubiła zapachu kwiatów – jej mama była Potterówną, podtykała jej perfumy i zapachowe szampony uparcie od dzieciństwa, licząc, że córka wreszcie zainteresuje się tym bardziej niż mieczem nad kominkiem. Ale wolała je już w butelkach.
– Niczym szczególnym? Teraz to dopiero masz moją uwagę – stwierdziła, zerkając na niego, ale zaraz przykucnęła po drugiej stronie drzewa, by wyrwać kilka roślinek. – O… to faktycznie brzmi bardziej prawdopodobnie. Z tą brodą musiałby chodzić do Hogwartu bardzo, bardzo długo. W ogóle, woźny kiedyś narzekał, że w ramach szlabanów nie udziela się już chłosty. Zastanawiam się, czy faktycznie kiedyś się uczniów chłostało, czy on to sobie wymyślił, bo chciałby parę osób wychłostać. I komuś takiemu dają pracować w szkole…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.