Kayden wybuchnął szczerym śmiechem, zanim zdążył się powstrzymać. Rozbawiła go ta groźba, wpasowywała się w jego czarny humor. - Nie wierzę w to. Jestem gotów się założyć, że wymyśliłabyś coś tak pochrzanionego, co nikomu innemu nie przyszłoby do głowy. - Oznajmił. - Za mała wyobraźnia może czasami utrudnić śledztwo. - Zachichotał.
Na temat Quidditcha wolał się nie wypowiadać. Nie lubił go. Nie lubił latania. Nie lubił wysokości i nie znosił, jak ktoś pepla mu o tym, jaki to cudowny sport i tyle w nim emocji i w ogóle, głupi jest, że nie chce spróbować. Próbował, ale jakoś się nie przekonał. Przedwczesnego zawału dostać nie chciał.
- No, jeśli taki był ich zamysł, to trochę im się nie udało. - Powiedział z krzywym uśmiechem. To miał być komplement. Taki ukryty, bo nie przywykł do komplementowania, jeśli nie miał w tym jakiegoś celu. Tutaj nie miał, po prostu mówił, co myślał. - Mają kuchnie niedaleko... Za obrazem misy z owocami jest przecież kuchnia. Nie mają daleko, a założę się, że skrzaty domowe nie mają nic przeciwko, jeśli czasem wymkną się, żeby coś zwędzić smacznego... - Mlasnął językiem, trochę im tego zazdroszcząc. Jego pokój wspólny był za daleko, żeby mu się w ogóle chciało tam pójść. - A od kiedy kapusta to kwiatki? - Zaśmiał się. - Wyobrażasz sobie dostać na Walentynki bukiet kapusty? Oh... chyba muszę to wypróbować. Ciekawe jak bardzo tym kogoś wkurzę... - Uśmiechnął się krzywo, bo już sobie wyobrażał jakąś śliczną twarzyczkę, całą czerwoną ze złości. Oczywiście nie miał zamiaru wykorzystywać w tym celu tej chińskiej, gryzącej... Za takie coś to nie tylko dostałby w mordę, ale jeszcze by go wyrzucili ze szkoły, jakby kogoś pogryzła.
- Niczym szczególnym. - Powtórzył, tym razem nie próbując już żartować ani być tajemniczym. - Po prostu wymknąłem się na wieżę astronomiczną w nocy. - To, że poszedł tam z dziewczyną, zręcznie ominął. - A ty czym zawiniłaś? - Zapytał z ciekawością, schylając się po kolejne kwiatki. O mało nie zerwał tego o żółtych płatkach. Zatrzymał się z ręką w powietrzu i cofnął ją po chwili. - Ooo, patrz. Takiego masz nie dotykać. - Wskazał na roślinkę, która wyglądała bardzo podobnie, tyle że płatki zamiast białych, były żółtawej barwy. - Chcesz zerwać? - Wyszczerzył do Brenny zęby. Po chwili wrócił do zbierania, tym razem tych właściwych.
Skrzywił się lekko na tą informację. Chłosta jako kara? - Musiał być tam niezły rygor... Nie wyobrażam sobie, żeby to była prawda. Inaczej Gryfoni dostawaliby lanie co tydzień, skoro się nudzić nie lubią i cały czas szukają rozrywki. Już nie mówiąc nic o Ślizgonach, co też usiedzieć na miejscu nie potrafią i ciągle szukają guza. Ja myślę, że to wszystko bujdy... - Zastanowił się. - W zasadzie to można by poszukać w Historii Hogwartu. Może gdzieś jest jakaś zapiska o stosowaniu... surowszych kar. - Spojrzał na Brennę w zadumie. - Myślisz, że gdzieś w zamku są jakieś dzienniki napisane przez uczniów? Wiesz... taki pamiętnik czy coś? Może ktoś się kiedyś żalił...
![[Obrazek: qEyGuHF.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=qEyGuHF.gif)