07.08.2023, 11:18 ✶
To nie tak, że nie pozwalała mu paplać głupot. Mógł je sobie paplać do woli, i tak by go słuchała. Tylko że było na to miejsce i czas, i nie – w temacie szukania rozwiązania na cokolwiek ich połączyło i zatruwało życie, to nie był odpowiedni moment na te peplanie głupot. Temat był zbyt poważny, a przynajmniej wydawał się taki być, skoro Sauriel wpadł tutaj jak strzała z gazetami, nie zważając która w ogóle jest godzina. A było już dosyć późno… chociaż może ciemność wczesnej nocy mieszała się odrobinę z nadciągającą burzą? Rozmawiać z nim lubiła, naprawdę.
- Nie twierdzę, że taki miał cel i że zrobił to specjalnie – westchnęła, bo Sauriel zdecydowanie nie zrozumiał jej intencji, kiedy mówiła, że to może być sprawka Voldemorta. Nie zdziwiła się nawet, że nie wiedział jak go w ogóle nazwać. Zauważyła już, że niektórzy ludzie czuli strach przy wymawianiu jego imienia, chociaż akurat… nie podejrzewała żeby młody Rookwood był taki strachliwy. - Raczej jako skutek uboczny jego działań – zaburzył cykl, albo przynajmniej próbował to zrobić. Może ten rytuał oberwał rykoszetem, bo starożytna magia rzucana była dopiero co?
Victoria nie robiła mu wyrzutów. Nie robiła też awantur, że nie może przez niego spać, ani nie próbowała go usadzić w miejscu, by siedział na swoich wspaniałych czterech literach. Jeden raz wyrzuciła mu że tez to wszystko czuje, kiedy przyszedł zły że ona się w coś wpakowała. Raz. Wtedy mu to wyrzuciła, oczywiście że tak, ale nie było prób przemówienia do rozsądku ani próby zmiany trybu życia. Ciemnooka znosiła to w milczeniu, częściej sięgając po eliksir nasenny. I mimo tego uważała, że ma większe problemy na głowie.
Pozwoliła złapać się za dłonie i odsunąć je od szyi. Uścisk Sauriela był… nie czuła jego zimna, bo i tak ciągle czuła ten chłód. Jego temperatura ciała nie różniła się od jej własnej. To był bardzo miły gest, dodawał otuchy. Nawet zacisnęła na moment swoje palce na jego. Teraz faktycznie było dobrze.
- Nie mam pojęcia jak przerwać taki rytuał, jeszcze związany z samą Matką. Ale gdybym miała szukać, to pewnie zaczelabym od klątwołamaczy. Wiem, to nie klątwa, ale może chociaż wskazaliby dobry kierunek… – klątwołamanie poniekąd wiązało się z rozpraszaniem magii, to był z kolei jej kierunek rozwoju i zainteresowań, nic dziwnego, że to była w zasadzie pierwsza rzecz, jaka przyszła jej do głowy.
- Och. Dziękuję – zamrugała zaskoczona, nieprzyzwyczajona do takich komplementów z jego strony. Poczuła nawet, że bardzo delikatnie się zarumieniła, leciuteńko. To chyba to wrażenie, że tak ją przeskanował wzrokiem, a ona tu stała w cienkiej koszuli nocnej i równie cienkim szlafroku. Albo to, że stał tak blisko? - Pijesz do tej piżamy? – zapytała jednak, rzecz jasna chodziło jej o to, że powiedział o zakwitaniu nocą. To było jedyne co jej w tym momencie przyszło do tej pustej głowy.
- Nie twierdzę, że taki miał cel i że zrobił to specjalnie – westchnęła, bo Sauriel zdecydowanie nie zrozumiał jej intencji, kiedy mówiła, że to może być sprawka Voldemorta. Nie zdziwiła się nawet, że nie wiedział jak go w ogóle nazwać. Zauważyła już, że niektórzy ludzie czuli strach przy wymawianiu jego imienia, chociaż akurat… nie podejrzewała żeby młody Rookwood był taki strachliwy. - Raczej jako skutek uboczny jego działań – zaburzył cykl, albo przynajmniej próbował to zrobić. Może ten rytuał oberwał rykoszetem, bo starożytna magia rzucana była dopiero co?
Victoria nie robiła mu wyrzutów. Nie robiła też awantur, że nie może przez niego spać, ani nie próbowała go usadzić w miejscu, by siedział na swoich wspaniałych czterech literach. Jeden raz wyrzuciła mu że tez to wszystko czuje, kiedy przyszedł zły że ona się w coś wpakowała. Raz. Wtedy mu to wyrzuciła, oczywiście że tak, ale nie było prób przemówienia do rozsądku ani próby zmiany trybu życia. Ciemnooka znosiła to w milczeniu, częściej sięgając po eliksir nasenny. I mimo tego uważała, że ma większe problemy na głowie.
Pozwoliła złapać się za dłonie i odsunąć je od szyi. Uścisk Sauriela był… nie czuła jego zimna, bo i tak ciągle czuła ten chłód. Jego temperatura ciała nie różniła się od jej własnej. To był bardzo miły gest, dodawał otuchy. Nawet zacisnęła na moment swoje palce na jego. Teraz faktycznie było dobrze.
- Nie mam pojęcia jak przerwać taki rytuał, jeszcze związany z samą Matką. Ale gdybym miała szukać, to pewnie zaczelabym od klątwołamaczy. Wiem, to nie klątwa, ale może chociaż wskazaliby dobry kierunek… – klątwołamanie poniekąd wiązało się z rozpraszaniem magii, to był z kolei jej kierunek rozwoju i zainteresowań, nic dziwnego, że to była w zasadzie pierwsza rzecz, jaka przyszła jej do głowy.
- Och. Dziękuję – zamrugała zaskoczona, nieprzyzwyczajona do takich komplementów z jego strony. Poczuła nawet, że bardzo delikatnie się zarumieniła, leciuteńko. To chyba to wrażenie, że tak ją przeskanował wzrokiem, a ona tu stała w cienkiej koszuli nocnej i równie cienkim szlafroku. Albo to, że stał tak blisko? - Pijesz do tej piżamy? – zapytała jednak, rzecz jasna chodziło jej o to, że powiedział o zakwitaniu nocą. To było jedyne co jej w tym momencie przyszło do tej pustej głowy.