07.08.2023, 22:26 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.08.2023, 09:57 przez Cathal Shafiq.)
Nie był legimentą ani aurowidzem. Nie miał też daru znajomości ludzkiej natury i empatii - tak, umiał obserwować, analizować, łączyć fakty, ale zwykle wcale nie chciał tego robić. Ludzie rzadko byli na tyle interesujący, aby chciał poświęcać im uwagę. A choć Cynthię obserwował, i wyłapywał te wszystkie drobiazgi, nie znał jej na tyle, aby w pełni zdawać sobie sprawę, jak mocno wstrząsnęła nią ta wizyta.
Może lepiej.
Może miałby wyrzuty sumienia, gdy to zrozumiał.
A może wręcz przeciwnie - odczułby iskrę satysfakcji?
Na razie jednak i on zapytany mógłby odpowiedzieć z pewnością jedno: nie żałował absolutnie nudnej rozmowy z Christopherem i dwóch niezbyt ciekawych przyjęć ciotki, których nudne szczegóły do tej pory odbijały się w jego absolutnej pamięci. Bo ostatecznie one doprowadziły do tego spotkania tutaj, a tego Shafiq nie uważał za nudne – mimo tego, jak wiele intrygujących krajów i miejsc zwiedził, i ilu ludzi spotkał.
- Kto wie? Może od początku miało być pułapką? Choć zakładałbym raczej, że ktoś stworzył je, bo był ciekaw, czy zdoła to zrobić - powiedział. W końcu do większości odkryć, dokonań, doświadczeń, prowadziły - zdaniem Cathala przynajmniej - dwie rzeczy. Z jednej strony realna potrzeba.
Z drugiej chęć przekonania się, czy coś nie przekracza granicy możliwości.
Lubił o sobie myśleć, że faktycznie jest przebiegły. Nie nosił może masek tak jak Cynthia, bo szkoda było mu na to czasu i energii, bo lubił żyć w zgodzie ze sobą i swoimi pragnieniami oraz przekonaniami. Ale to nie oznaczało, że był zawsze szczery. Jego poczynania miały niekiedy drugie dno, i tak właśnie było przecież z wyborem tego miejsca.
- Obiecuję, że jeśli dotrę do tej informacji, będziesz pierwszą, która dostanie sowę - zapewnił, kącik ust drgnął mu lekko. Zastanawiał się, czy Flintównę naprawdę to ciekawiło. Czy ta prośba, to pytanie, to tylko znów elementy jej gry. - Ja powiedziałbym raczej, że w takim wypadku świadoma swoich pragnień postanawiłaś zmusić los, by pozwolił je zrealizować. Ale która wersja jest prawdziwa? Musisz ocenić to sama, panno Flint.
Ostatecznie o to, przynajmniej w jego opinii, chodziło w Gabinecie Luster. Zwierciadła odbijały ciebie. Zawsze ciebie. Mogły pokazać coś, co cię zaskakiwało, o istnieniu czego nie wiedziałeś, ale nie pojawiało się w nich nic, co już nie byłoby częścią patrzącego. Chodziło o tę osobę, tylko o nią, o jej decyzje i pragnienia.
To Cynthia musiała więc zdecydować, jak patrzeć na to, co pokazało jej Ain Eingarp.
– Jestem więcej niż pewien, że nigdy nie uwolnię się od cienia Slytherinu – odparł na jej słowa. Nie zdawała sobie sprawy z tego, ile prawdy było w tym stwierdzeniu odnośnie Cathala i ile dwuznaczności kryło się w jego odpowiedzi. Był nieodrodnym wychowankiem swojego Domu, człowiekiem pełnym ambicji, przebiegłości, nie wahającym się sięgać po niekoniecznie moralne środki, gdy chciał osiągnąć swój cel. A w jego krwi płynęła klątwa, szepty przodka towarzyszyły mu i miały towarzyszyć aż do kresu życia.
Nie umykał przed jej dotykiem, wręcz przeciwnie. Gdy udzieliła odpowiedzi, wciąż trzymając ją za rękę odwrócił się i wolną dłonią ujął lekko jej podbródek. Schylił się ku niej i mogłoby się zdawać, że planuje Flintównę pocałować, ale tylko przesunął usta bliżej jej ucha. Kolejny raz przyłączył się do gierki, którą zaczęła.
– Pudło, Cynthio – powiedział cicho wprost we włosy kobiety, nim się wyprostował. – Ale byłaś blisko: byłoby drugie. – Bo faktycznie je lubił. I tak, Cathal doskonale wiedział, co miała na myśli. Każde z tych miejsc było tym, w którym mógłby zapragnąć się znaleźć. Każde z nich, w jakiś sposób, budziło w nim tęsknotę. A było ich tak wiele, bo Shafiq nie umiałby chyba każdego dnia, każdej nocy, pozostawać w tym samym miejscu, w ryzach przewidywalnej codzienności, robić tych samych rzeczy, oglądać tych samych widoków, rozmawiać z tymi samymi osobami. Zniszczyłoby go to, doprowadziło do szaleństwa szybciej niż diabelskie podszepty. Zarówno z powodu jego charakteru, jak i absolutnej pamięci.
– Nie podeszliśmy do lustra, które uznałbym za ulubione. Wspomniałem o nim. Zawsze sądziłem, że gdybym mógł zabrać stąd jedno z nich, byłby to Monitor Wrogów – powiedział, ofiarowując jej dobrowolnie odpowiedź, mały element, który w gruncie rzeczy sporo o nim mówił: może jako swego rodzaju nagrodę pocieszenia, skoro tego zakładu nie wygrała? Pragmatyzm. Podejście kogoś, kto nie szukał w lustrach odpowiedzi, prawdy ani marzeń, bo wolał znaleźć je w prawdziwym życiu. Monitor Wrogów mógł naprawdę zasugerować coś, co dało się wykorzystać. – Gotowa opuścić labirynt? – dodał, bo właściwie oprócz tamtej alejki obejrzeli już większość zwierciadeł godnych zainteresowania, a jak na jeden dzień, miał wrażenie, że zapewniły już kobiecie wystarczająco dużo wrażeń.
Może lepiej.
Może miałby wyrzuty sumienia, gdy to zrozumiał.
A może wręcz przeciwnie - odczułby iskrę satysfakcji?
Na razie jednak i on zapytany mógłby odpowiedzieć z pewnością jedno: nie żałował absolutnie nudnej rozmowy z Christopherem i dwóch niezbyt ciekawych przyjęć ciotki, których nudne szczegóły do tej pory odbijały się w jego absolutnej pamięci. Bo ostatecznie one doprowadziły do tego spotkania tutaj, a tego Shafiq nie uważał za nudne – mimo tego, jak wiele intrygujących krajów i miejsc zwiedził, i ilu ludzi spotkał.
- Kto wie? Może od początku miało być pułapką? Choć zakładałbym raczej, że ktoś stworzył je, bo był ciekaw, czy zdoła to zrobić - powiedział. W końcu do większości odkryć, dokonań, doświadczeń, prowadziły - zdaniem Cathala przynajmniej - dwie rzeczy. Z jednej strony realna potrzeba.
Z drugiej chęć przekonania się, czy coś nie przekracza granicy możliwości.
Lubił o sobie myśleć, że faktycznie jest przebiegły. Nie nosił może masek tak jak Cynthia, bo szkoda było mu na to czasu i energii, bo lubił żyć w zgodzie ze sobą i swoimi pragnieniami oraz przekonaniami. Ale to nie oznaczało, że był zawsze szczery. Jego poczynania miały niekiedy drugie dno, i tak właśnie było przecież z wyborem tego miejsca.
- Obiecuję, że jeśli dotrę do tej informacji, będziesz pierwszą, która dostanie sowę - zapewnił, kącik ust drgnął mu lekko. Zastanawiał się, czy Flintównę naprawdę to ciekawiło. Czy ta prośba, to pytanie, to tylko znów elementy jej gry. - Ja powiedziałbym raczej, że w takim wypadku świadoma swoich pragnień postanawiłaś zmusić los, by pozwolił je zrealizować. Ale która wersja jest prawdziwa? Musisz ocenić to sama, panno Flint.
Ostatecznie o to, przynajmniej w jego opinii, chodziło w Gabinecie Luster. Zwierciadła odbijały ciebie. Zawsze ciebie. Mogły pokazać coś, co cię zaskakiwało, o istnieniu czego nie wiedziałeś, ale nie pojawiało się w nich nic, co już nie byłoby częścią patrzącego. Chodziło o tę osobę, tylko o nią, o jej decyzje i pragnienia.
To Cynthia musiała więc zdecydować, jak patrzeć na to, co pokazało jej Ain Eingarp.
– Jestem więcej niż pewien, że nigdy nie uwolnię się od cienia Slytherinu – odparł na jej słowa. Nie zdawała sobie sprawy z tego, ile prawdy było w tym stwierdzeniu odnośnie Cathala i ile dwuznaczności kryło się w jego odpowiedzi. Był nieodrodnym wychowankiem swojego Domu, człowiekiem pełnym ambicji, przebiegłości, nie wahającym się sięgać po niekoniecznie moralne środki, gdy chciał osiągnąć swój cel. A w jego krwi płynęła klątwa, szepty przodka towarzyszyły mu i miały towarzyszyć aż do kresu życia.
Nie umykał przed jej dotykiem, wręcz przeciwnie. Gdy udzieliła odpowiedzi, wciąż trzymając ją za rękę odwrócił się i wolną dłonią ujął lekko jej podbródek. Schylił się ku niej i mogłoby się zdawać, że planuje Flintównę pocałować, ale tylko przesunął usta bliżej jej ucha. Kolejny raz przyłączył się do gierki, którą zaczęła.
– Pudło, Cynthio – powiedział cicho wprost we włosy kobiety, nim się wyprostował. – Ale byłaś blisko: byłoby drugie. – Bo faktycznie je lubił. I tak, Cathal doskonale wiedział, co miała na myśli. Każde z tych miejsc było tym, w którym mógłby zapragnąć się znaleźć. Każde z nich, w jakiś sposób, budziło w nim tęsknotę. A było ich tak wiele, bo Shafiq nie umiałby chyba każdego dnia, każdej nocy, pozostawać w tym samym miejscu, w ryzach przewidywalnej codzienności, robić tych samych rzeczy, oglądać tych samych widoków, rozmawiać z tymi samymi osobami. Zniszczyłoby go to, doprowadziło do szaleństwa szybciej niż diabelskie podszepty. Zarówno z powodu jego charakteru, jak i absolutnej pamięci.
– Nie podeszliśmy do lustra, które uznałbym za ulubione. Wspomniałem o nim. Zawsze sądziłem, że gdybym mógł zabrać stąd jedno z nich, byłby to Monitor Wrogów – powiedział, ofiarowując jej dobrowolnie odpowiedź, mały element, który w gruncie rzeczy sporo o nim mówił: może jako swego rodzaju nagrodę pocieszenia, skoro tego zakładu nie wygrała? Pragmatyzm. Podejście kogoś, kto nie szukał w lustrach odpowiedzi, prawdy ani marzeń, bo wolał znaleźć je w prawdziwym życiu. Monitor Wrogów mógł naprawdę zasugerować coś, co dało się wykorzystać. – Gotowa opuścić labirynt? – dodał, bo właściwie oprócz tamtej alejki obejrzeli już większość zwierciadeł godnych zainteresowania, a jak na jeden dzień, miał wrażenie, że zapewniły już kobiecie wystarczająco dużo wrażeń.