Sama przejechała palcem po jednym z woluminów czytając jego tytuł. Nie ułożył się w żadne sensowne słowo, ale dla jej umysłu nie miało to większego znaczenia – wszystko było normalne, wszystko było sensowne. Znała to miejsce, przychodziła tutaj bardzo często, zwłaszcza w wakacje pomiędzy latami szkoły. Później, w dorosłości, również lubiła tu przesiadywać, z różnych powodów. Kochała książki, kochała wiedzieć, kochała dowiadywać się nowych rzeczy. Teraz jednak chyba nie była tutaj z powodu głodu wiedzy, a…
Miały znaleźć dyrektora. Bez sensu, że były akurat w bibliotece Maeve, ale i tak z ciekawością spojrzała po kilku książkach. Nie zauważyła nawet, że Brenna oddaliła się od niej, przechodząc wzdłuż regału, zaś Victoria po prostu wzięła do ręki jedną z książek i otworzyła ją na jakiejś losowej stronie. Zamyślona przeszła wpatrzona w tekst, który wydawał się być sensowny, a nie był ani trochę, za głosem Longbottom i poderwała głowę na pytanie, że „to chyba tędy” by… Nie zobaczyć obok Brenny. Była sama. Przecież dopiero co ją słyszała.
- Co? Poczekaj na mnie! – rzuciła do niej i zamknęła książkę, odkładając ją byle gdzie, w ogóle nie na ten regał na który powinna i potruchtała przed siebie. - Gdzie jesteś? – krzyknęła i poczuła, że panika znowu w niej narosła. Tylko, ze ten jej krzyk… to był właściwie teraz krzyczek, jeszcze przed chwilą mówiła normalnie, a teraz przypomniała sobie, że bolało ją gardło, i płuca i… Odruchowo przyłożyła dłoń do szyi, w drugiej przytrzymała różdżkę.
Światła wokół niej nagle zgasły, Victoria zatrzymała się gwałtownie i odwróciła za siebie.
- H-halo? Brenn? – powiedziała na głos i mocniej złapała różdżkę, chcąc rzucić Lumos, w tym jednak momencie usłyszała przy sobie jakiś krok, potem westchnięcie i… Ból rozszedł się po jej ciele, kiedy nieco uniosła rękę i wtedy poczuła, jak w miękką tkankę, w przedramię, wbija się ostrze. To było jak błysk światła rozlany przed oczami, ale nie zrobiło się ani trochę jasno. Krzyknęła z bólu. Odwróciła się chyba w ostatnim momencie, bo gdyby nie to, to skończyłaby z nożem pod żebrami. Napastnik zręcznie wyciągnął ostrze, sprawiając kolejną falę bólu i ciął znowu, tym razem rozcinając skórę na wierzchu dłoni Victorii. Na oślep wyciągnęła różdżkę i cisnęła zaklęciem, przewracając najbliższy regał. Setki książek posypały się, robiąc straszny harmider.
Gdyby tylko zapaliła światło, to widziałaby, że to powstrzymało napastnika tylko na kilka chwil, w których musiał złapać równowagę, uciec spod mebla, a potem… Przymierzał się do skoku.