09.08.2023, 20:23 ✶
Obejrzałem uważnie wnętrze jej ust, zwróciłem również uwagę na barwę jej skóry. Przyglądałem się jej twarzy, jakbym sprawdzał, czy aby na pewno każda komórka jej ciała znajduje się na swoim miejscu. Była moją drugą częścią, uzupełnieniem, wszystkim. Nie wyobrażałem sobie, aby coś mogło ją od wewnątrz osłabiać, doprowadzać do obłędu czy zabijać. Och, nie. Nic takiego nie mogło mieć miejsca. Wyszedłbym z siebie, ale nie pozwoliłbym na to.
Wiedziałem, że mam obsesję na punkcie swojej siostry. Bywałem zazdrosny, kiedy obracała się w ramionach innych mężczyzn, kiedy inni sprawiali, że uśmiechała się szeroko, a nawet i chichotała. Uwielbiałem, kiedy chichotała, ale wolałem już żeby śmiała się na widok niechcianego kaktusa na mojej głowie, a nie przez jakiegoś fagasa, który się do niej doczepił... A było ich dwóch, pożal się Merlinie, mężów i całe grono kochanków. Nie o wszystkich wiedziałem, ale wielu niestety tak... i drugie tyle się domyślałem, nie chcąc jej pytać o szczegóły. Powiedziałaby mi, gdybym zapytał - byłem tego pewien, ale... NIE CHCIAŁEM TEGO ROZWAŻAĆ. NIE CHCIAŁEM TEGO MIEĆ W GŁOWIE.
I nie wiedzieć czemu, kiedy tylko zapytała, jaka choroba ma takie objawy, coś we mnie zamarło głęboko i bezwiednie zacisnąłem dłonie w pięści, a wargi zacisnąłem niezadowolony, ale... Pokręciłem delikatnie głową w zaprzeczeniu. Wciąż nie byłem pewien, wciąż usilnie myślałem, próbując znaleźć przystępniejsze mi rozwiązanie, ale... KURWA!
No kurwa.
Wstrzymałem oddech. Co ja miałem jej powiedzieć? O co zapytać? Speszyłem się na moment, choć przy Vesperze nic mnie nie peszyło. A może tak sobie wmawiałem? Pewnie peszyłem się w każde czwartkowe popołudnia i niedzielne śniadania. Zagryzłem niezadowolony wargi na te przemyślenia. Vespera pewnie mnie już stukała bym to w końcu wydusił z siebie, ale nie chciałem się do własnych dedukcji przyznać głośno. Poza tym to byłby SKANDAL. Nie miała męża...
- Wiem, co trwa tyle czasu - prychnąłem w końcu, odchrząkując zaraz. Czyżbym gardził kolejnym jej kochankiem? A może wcale go nie było? Może tak naprawdę ostatnimi czasy Vespera zachowywała nieskazitelną czystością, będąc świętoszką i... Ta, jasne. Nie musiałem jej nawet mierzyć spojrzeniem, choć i tak to zrobiłem. Te ciało nie potrafiło trwać na uwięzi. Między innymi dlatego ją podziwiałem. Choć mieszkała pod jednym dachem z innymi Rookwoodami, choć była córeczką tatusia i Ojciec miał na nią szczególnie baczenie, to potrafiła żyć. Była niczym mroczny kwiat, który kwitł w czeluściach ciemności.
- Spałaś z kimś w trakcie Beltane? W okolicach Beltane? Kiedy byłem w podróży z małżonką? - zapytałem, pozbywając się pretensjonalności ze swojego tonu. Byłem oazą neutralności, kiedy patrzyłem na nią jednoznacznie. Miałem okazję przetrwać trzy ciąże u swojej małżonki (kto wie, może były też jakieś poronienia) i swoje wiedziałem o tym, co to za choroba była z ciąży. A byliśmy po Beltane, a bogowie lubili sobie kpić ze śmiertelników.
- Zakładam, że będziesz miała potomka - podsumowałem, gdyby moje spojrzenie nie było wystarczająco dosadne.
Mogłem przebadać ją pod tym kątem, ale jeśli była w ciąży, może lepiej żeby to zrobił magomedyk z odpowiednimi kwalifikacjami. Ja lata temu przygotowywałem się do oglądania zwłok, a nie w zakresie prowadzenia ciąży i przyjmowania porodu.
Wiedziałem, że mam obsesję na punkcie swojej siostry. Bywałem zazdrosny, kiedy obracała się w ramionach innych mężczyzn, kiedy inni sprawiali, że uśmiechała się szeroko, a nawet i chichotała. Uwielbiałem, kiedy chichotała, ale wolałem już żeby śmiała się na widok niechcianego kaktusa na mojej głowie, a nie przez jakiegoś fagasa, który się do niej doczepił... A było ich dwóch, pożal się Merlinie, mężów i całe grono kochanków. Nie o wszystkich wiedziałem, ale wielu niestety tak... i drugie tyle się domyślałem, nie chcąc jej pytać o szczegóły. Powiedziałaby mi, gdybym zapytał - byłem tego pewien, ale... NIE CHCIAŁEM TEGO ROZWAŻAĆ. NIE CHCIAŁEM TEGO MIEĆ W GŁOWIE.
I nie wiedzieć czemu, kiedy tylko zapytała, jaka choroba ma takie objawy, coś we mnie zamarło głęboko i bezwiednie zacisnąłem dłonie w pięści, a wargi zacisnąłem niezadowolony, ale... Pokręciłem delikatnie głową w zaprzeczeniu. Wciąż nie byłem pewien, wciąż usilnie myślałem, próbując znaleźć przystępniejsze mi rozwiązanie, ale... KURWA!
No kurwa.
Wstrzymałem oddech. Co ja miałem jej powiedzieć? O co zapytać? Speszyłem się na moment, choć przy Vesperze nic mnie nie peszyło. A może tak sobie wmawiałem? Pewnie peszyłem się w każde czwartkowe popołudnia i niedzielne śniadania. Zagryzłem niezadowolony wargi na te przemyślenia. Vespera pewnie mnie już stukała bym to w końcu wydusił z siebie, ale nie chciałem się do własnych dedukcji przyznać głośno. Poza tym to byłby SKANDAL. Nie miała męża...
- Wiem, co trwa tyle czasu - prychnąłem w końcu, odchrząkując zaraz. Czyżbym gardził kolejnym jej kochankiem? A może wcale go nie było? Może tak naprawdę ostatnimi czasy Vespera zachowywała nieskazitelną czystością, będąc świętoszką i... Ta, jasne. Nie musiałem jej nawet mierzyć spojrzeniem, choć i tak to zrobiłem. Te ciało nie potrafiło trwać na uwięzi. Między innymi dlatego ją podziwiałem. Choć mieszkała pod jednym dachem z innymi Rookwoodami, choć była córeczką tatusia i Ojciec miał na nią szczególnie baczenie, to potrafiła żyć. Była niczym mroczny kwiat, który kwitł w czeluściach ciemności.
- Spałaś z kimś w trakcie Beltane? W okolicach Beltane? Kiedy byłem w podróży z małżonką? - zapytałem, pozbywając się pretensjonalności ze swojego tonu. Byłem oazą neutralności, kiedy patrzyłem na nią jednoznacznie. Miałem okazję przetrwać trzy ciąże u swojej małżonki (kto wie, może były też jakieś poronienia) i swoje wiedziałem o tym, co to za choroba była z ciąży. A byliśmy po Beltane, a bogowie lubili sobie kpić ze śmiertelników.
- Zakładam, że będziesz miała potomka - podsumowałem, gdyby moje spojrzenie nie było wystarczająco dosadne.
Mogłem przebadać ją pod tym kątem, ale jeśli była w ciąży, może lepiej żeby to zrobił magomedyk z odpowiednimi kwalifikacjami. Ja lata temu przygotowywałem się do oglądania zwłok, a nie w zakresie prowadzenia ciąży i przyjmowania porodu.