09.08.2023, 22:45 ✶
Tym co napędzało posągi prawdopodobnie nie było tylko zaklęcie. Może to też były jakieś mechanizmy? A może użyto komponentów, by zapewnić trwałość tutejszym strażnikom? Inaczej chyba nie byłoby sposobu, aby poruszały się po tak wielu latach…
Zaklęcie rozpraszające Crouchówny było potężne, ale i tak nie zadziałało od razu. Posąg zszedł z postumentu i ruszył ku nim... ale każdy krok wykonywał wolniej i coraz wolniej aż w końcu runął z hukiem u stóp Alethei. Cokolwiek wprawiło je w ruch albo było bardzo potężną magią, albo czymś więcej. Miecz w jego dłoni faktycznie też zwiotczał, potraktowany czarem Pandory.
Problem polegał na tym, że dwa kolejne posągi - oba stojące po przeciwnych stronach korytarza - też się poruszyły. Zwróciły ku Alethei nieomal identyczne, męskie twarze, różniące się głównie długością brody oraz włosów. A chociaż jeden z nich został pozbawiony zaklęciem Pandory broni, jego kamienne ręce pozostawały niebezpieczne, drugi z kolei trzymał kostur, którego nie sięgnął czar.
Koliber powiększył się - mniej więcej do rozmiarów kota.
Pandora spoglądając na mechanizm mogła stwierdzić, że owszem, da radę go otworzyć - ale potrzebowała na to jakichś dwóch minut. Tymczasem w sali dwa posągi szykowały się do ataku, a kolejne dwa stały na drugim jej końcu, być może również gotowe do zstąpienia ze swoich postumentów...
*
Skupienie się w takich sytuacjach, zignorowanie nadmiaru bodźców, było dla Shafiqa trudne. Wrzask Lety świadczył o tym, że mają kłopoty – pewnie większe niż oni tutaj – a z kolei krzyk Pandory wskazywał, że ta znalazła sposób na być może bezpieczniejsze otworzenie przejścia niż rozwalanie ściany. Sekunda zawahania, czym zająć się najpierw… i właściwie już nie musiał robić tego, co planował czyli posyłać ku rojowi własnego zaklęcia. W tym czasie Ulysses wyczarował szron, który osiadł na owadach, może nie zamrażając ich zupełnie, ale spowalaniając, a Macmillan sprawił, że te zostały odepchnięte. Nie zaatakowały ich: nie zaczęły kąsać być może dzięki tym czarom…
…ale przez zaklęcie rój znalazł się nieco bliżej zwalonej części korytarza. I Ulyssesa, który ruszył wcześniej sprawdzić, co kryje się w pobliżu zwaliska.
Owady zafalowały.
I nagle nie było już oszronionych robaków. Zamiast nich z ziemi dźwigał się Chester Rookwood, którego pół twarzy pokrywał lód, wyczarowany przez jego syna. Cathal, który już planował posłać zaklęcie, powoli opuścił różdżkę.
Bo czego, jak czego, ale tego, że Chester Rookwood nie miał prawa znaleźć się w tym miejscu znaleźć, był pewien.
Kolejny odpis: 13.08, godzina 20
Rzut na to, na kogo padnie po Sebastianie: http://secretsoflondon.pl/showthread.php...6#pid16616
Zaklęcie rozpraszające Crouchówny było potężne, ale i tak nie zadziałało od razu. Posąg zszedł z postumentu i ruszył ku nim... ale każdy krok wykonywał wolniej i coraz wolniej aż w końcu runął z hukiem u stóp Alethei. Cokolwiek wprawiło je w ruch albo było bardzo potężną magią, albo czymś więcej. Miecz w jego dłoni faktycznie też zwiotczał, potraktowany czarem Pandory.
Problem polegał na tym, że dwa kolejne posągi - oba stojące po przeciwnych stronach korytarza - też się poruszyły. Zwróciły ku Alethei nieomal identyczne, męskie twarze, różniące się głównie długością brody oraz włosów. A chociaż jeden z nich został pozbawiony zaklęciem Pandory broni, jego kamienne ręce pozostawały niebezpieczne, drugi z kolei trzymał kostur, którego nie sięgnął czar.
Koliber powiększył się - mniej więcej do rozmiarów kota.
Pandora spoglądając na mechanizm mogła stwierdzić, że owszem, da radę go otworzyć - ale potrzebowała na to jakichś dwóch minut. Tymczasem w sali dwa posągi szykowały się do ataku, a kolejne dwa stały na drugim jej końcu, być może również gotowe do zstąpienia ze swoich postumentów...
*
Skupienie się w takich sytuacjach, zignorowanie nadmiaru bodźców, było dla Shafiqa trudne. Wrzask Lety świadczył o tym, że mają kłopoty – pewnie większe niż oni tutaj – a z kolei krzyk Pandory wskazywał, że ta znalazła sposób na być może bezpieczniejsze otworzenie przejścia niż rozwalanie ściany. Sekunda zawahania, czym zająć się najpierw… i właściwie już nie musiał robić tego, co planował czyli posyłać ku rojowi własnego zaklęcia. W tym czasie Ulysses wyczarował szron, który osiadł na owadach, może nie zamrażając ich zupełnie, ale spowalaniając, a Macmillan sprawił, że te zostały odepchnięte. Nie zaatakowały ich: nie zaczęły kąsać być może dzięki tym czarom…
…ale przez zaklęcie rój znalazł się nieco bliżej zwalonej części korytarza. I Ulyssesa, który ruszył wcześniej sprawdzić, co kryje się w pobliżu zwaliska.
Owady zafalowały.
I nagle nie było już oszronionych robaków. Zamiast nich z ziemi dźwigał się Chester Rookwood, którego pół twarzy pokrywał lód, wyczarowany przez jego syna. Cathal, który już planował posłać zaklęcie, powoli opuścił różdżkę.
Bo czego, jak czego, ale tego, że Chester Rookwood nie miał prawa znaleźć się w tym miejscu znaleźć, był pewien.
Kolejny odpis: 13.08, godzina 20
Rzut na to, na kogo padnie po Sebastianie: http://secretsoflondon.pl/showthread.php...6#pid16616