Skrzatka złapała się za głowę, kiedy drzwi do pokoju panienki najpierw się zamknęły, a potem z impetem wpadła na nie Brenna, wywarzając je z zawiasów. Poooleciaaaały na podłogę do środka pokoju, robiąc harmider na piętrze. Strzałka po prostu widziała przed oczami, że za takie coś, za niedopilnowanie kto w ogóle wszedł do domu, za zniszczenie drzwi do pokoju panienki, to dostanie sowitą karę (albo po prostu honorowo sama się ukarze). Więc trzymając się za głowę zaczęła lamentować, że ojojoj co to się dzieje, co to będzie… Brenna jednak się zaraz podniosła, zostawiając drzwi na wcześniejszym intruzie i pognała do Victorii. Do skrzatki nie od razu dotarło co Brenna do niej powiedziała. Nieśmiało zajrzała do pokoju i wtedy… zobaczyła kto leży na podłodze pod drzwiami.
- P-p-panicz R-r-ookwood? – wyjęczała i nerwowo przestąpiła z nogi na nogę. Czuła, że będzie miała okropne kłopoty. Ale wtedy spojrzała w głąb pokoju, gdzie Brenna klęknęła czy kucnęła przy leżącej na podłodze postaci. - P-panienko V-victorio! – Strzałka wbiegła do środka i też to zobaczyła. Krew. Dużo krwi. Jej orzechowe oczy zrobiły się wielkie z przerażenia. - J-j-już b-biegnę – i zniknęła z trzaskiem. Kłamała, nie pobiegła. Po prostu się teleportowała.
Victoria, gdy wylądowała na podłodze, spróbowała się podnieść i robiła to bardzo nieudolnie. Miała do dyspozycji tak naprawdę tylko jedną rękę, o czym ciągle zapominała i w pierwszej chwili podparła się też na tej mocno rannej, jęknęła i opadła na podłogę, na puchaty dywanik leżący obok łóżka. I poczuła znajome, znielubiałe uczucie, w którym wiedziała, że Saurielowi grozi niebezpieczeństwo. Kurwa! Akurat teraz! Żołądek jej się skręcił i ścisnął. Wtedy drzwi wypadły zawiasów, zapaliły się światła i sama musiała zmrużyć oczy. Spróbowała się podnieść raz jeszcze, teraz cały ciężar ciała lokując w podparciu się na drugiej ręce, lecz wtedy poczuła ból na plecach. Nie będzie jej się łatwo podnieść – tak pomyślała. Wtedy zbliżyła się do niej Brenna – zupełnie jak we śnie, przez który przebiegały razem. A może to nadal był sen?
- Ręka – mówiła cicho, nie była w stanie wykrzesać od siebie zbyt wiele, obolała na szyi. - I plecy – wyszeptała do tego.
Wtedy skrzatka zauważyła, że to Sauriel leży pod drzwiami i Victoria spojrzała w tamtym kierunku. Sauriel?! Ale przecież czuła, że właśnie coś mu się dzieje, że… coś mu grozi.
Przecież strzeliła w niego Drętwotą.
- Sauriel? – w tych snach nie było Sauriela, nie było Strzałki. Nie było nikogo znajomego oprócz Brenny. Zresztą gdyby Brenna próbowała dotknąć Victorię, to poczułaby znajomy chłód, była zimna jak trup – nie jak we śnie, gdzie była całkiem normalna. Spróbowała znowu się podnieść. - Nie przepraszaj – odezwała się zaraz do Brenny.