Sądziła, że zaraz wszyscy się uspokoją, podadzą sobie ręce i po prostu porozmawiają spokojnie, a nie, że stanie się to, co się stało. Nie sądziła, że pojawienie się tutaj skrzatki z medykamentami uruchomi jakąś machinę – że nerwy wampira puszczą i stanie się… to.
Że obnaży swoje kły i skoczy do Brenny, by wytrącić jej z dłoni różdżkę (to zupełnie jak wtedy, kiedy wyrwał jej własną różdżkę z dłoni jakiś czas temu – pomyślała Victoria), a potem rzucić na łóżko, odsunąć… I Brenna zamieniająca się w wilka. Widziała to kilka razy i za każdym razem było to tak samo spektakularne. Victoria nie widziała wszystkiego za dobrze z perspektywy, w której się znajdowała, z poziomu podłogi, ale zrozumiała doskonale, że wilczyca rzuciła się do wampira, warcząc i kłapiąc szczękami. Victoria znowu poczuła to mdlące, ściskające żołądek uczucie i znowu spróbowała się podnieść, zaczęła też rozglądać się za swoją różdżką, ale nie wiedziała jej nigdzie. Ale przecież coś musiała zrobić!
- Nie, przestańcie – zaczęła, ale tak trudno jej się mówiło jakby ktoś faktycznie ją dusił (i przecież to naprawdę miało miejsce…), czuła, że boli ją cała szyja, gardło. Nie miała jak krzyknąć, wstrząsnąć nimi, zatrzymać to. Ale gramoliła się na tej jednek zdrowej ręce, żeby chociaż być w stanie usiąść, a nie leżeć…
Skrzatka już chciała podać Victorii flakonik mikstury, kiedy zadziało się to kolejne zamieszanie. Popatrzyła z przestrachem to na jedno, to na drugie, a walkę, która rozgorzała na nowo i to ona teraz była tą osóbką, która mogła bronić swojej pani. Stanęła do niej tyłem.
- Nie! – krzyknęła i pstryknęła palcami. Magia, jaką dysponowały skrzaty, była doprawdy niesamowita. Nie musiały się jej uczyć, nie musiały się bawić w różdżki, w formułki… Pstryknęła, by rozdzielić wampira i wilka, szurnąć nimi na dwie przeciwległe ściany i tam przytrzymać. Jeszcze trochę i zdemolują pokój panienki Lestrange. Miała teraz wyciągnięte na boki obie rączki, jakby dzięki temu trzymała dwa potwory na smyczy, przyszpilone do ścian. - S-s-spokój! – jej głos był jeszcze bardziej piskliwy niż zwykle. - P-panienka po-potrzebuje p-p-pomocy!