Ufała jednemu i drugiemu. Może naiwnie, ale ufała. Sauriel… Nigdy jej się przy nim nic nie stało, fakt, że nigdy nie była przy nim nawet skaleczona, ale już jej pokazał, że potrafi się kontrolować. Widziała jak atakował innych, jak wysysał ich krew, ale nigdy tak, by zabić. Wierzyła więc, że teraz też nie straci kontroli. Nigdy nie chciał się na nią rzucić, chociaż oboje podejrzewali, że kiedyś może do tego dojść i Victoria się na to godziła. Teraz jednak naprawdę potrzebowała pomocy. Czuła, że traci siły, że jest słabsza niż powinna.
Skrzatka patrzyła to na jedno, to na drugie i ostatecznie puściła, nie zamierzając trzymać ich w kącie za karę przez całą noc. Nie miała na to wszystko czasu, nie kiedy jej pani… naprawdę się tu wykrwawiała. Ale gdy puściła swoje zaklęcie, przez moment jeszcze obserwowała jedno i drugie, by upewnić się, że zaraz nie rzucą się sobie do gardeł znowu i że nie trzeba ich ponownie rozdzielać.
Victoria w końcu usiadła i drżącą dłonią sięgnęła do rzeczy, które przyniosła ze sobą Strzałka, a które teraz leżały obok na puchatym dywaniku. Uniosła fiolkę do twarzy, by zębami wyciągnąć koreczek, nie ufała swojej drugiej ręce. Dopiero wtedy wypiła jego zawartość.
- C-co się s-stało? – rzuciła skrzatka, kiedy Brenna powiedziała swoje, i niepewnie spojrzała za siebie, by spojrzeć na swoją właścicielkę. Wręcz odwróciła się od nich, by zaraz uklęknąć przy Victorii i podsunąć jej puszkę z maścią, którą wcześniej otworzyła.
- Nie wiem. To był sen… - tak trudno się mówiło, tak trudno… Skrzatka spojrzała na Victorię i dopiero teraz zobaczyła siniaki i ślady po duszeniu na jej szyi. Odruchowo zakryła sobie usta dłonią i głośno przełknęła ślinę.
- P-pójdę po c-coś do o-oczysz-szczenia. N-nie walczcie – skrzatka znowu była na nogach i patrzyła to na jedno, to na drugie.
- Ufam mu, Brenn… - Lestrange powiedziała słabo. Odrobinę lepiej jej było po tym eliksirze. Ufała mu, że jej nie skrzywdzi. Ufała, że będzie nad sobą panować. - To naprawdę nie on – dodała jeszcze, bo tego była pewna. Czuła to samo, co czuł on, rozmawiali o tym… „rozmawiali” – no kłócili się o to, dlatego była pewna, że musiał to odczuć i pewnie dlatego tutaj przyszedł… Chciała wierzyć, że to właśnie dlatego. - Idź, Strzałko. Nie budź mamy – poprosiła jeszcze, bo nie chciała tutaj kolejnego zamieszania pod tytułem spanikowanych rodziców. Strzałka wyglądała, jakby chciała coś powiedzieć, sprzeciwić się… ale ostatecznie kiwnęła głową i znowu zniknęła z trzaskiem.