Kazała Saurielowi zarezerwować sobie CAŁY dziewiąty czerwca, bo nie miała pojęcia, na którą uda im się dobić do lekarza i ile to potrwa. Potem kazała mu się stawić na odpowiednią godzinę, znaczy wieczorem, żeby mogli umówić na dzisiaj, na teraz, wizytę u pani Bulstrode, skoro miała akurat tego wieczoru nocny dyżur. Nie spodziewała się, że spotkają tutaj o tej godzinie wiele ludzi, ale – różnie to bywało. Florence ostrzegła ją, że w jeśli będzie nagły wypadek to wizyta może zostać przesunięta na późną godzinę… Victoria to rozumiała, naprawdę. Wychowała się w rodzinie lekarzy, jej babcia była dyrektorem szpitala, wujkowie i ojciec też tutaj pracowali, no naprawdę wiedziała z czym to się je. I nie zamierzała być specjalnie traktowana ze względu na swoje urodzenie i wpływy, chciała to załatwić najnormalniej jak się da.
- Cześć – przywitała się z Saurielem zupełnie normalnie, uśmiechając się lekko i pociągnęła go za sobą do recepcji, żeby umówić się na dzisiaj na wizytę do konkretnego magimedyka, zupełnie ignorując, że się tutaj Sauriel bił z jakąś babcią na spojrzenia. Victoria pojawiła się na czas, ani sekundę spóźniona, jak w zegarku i ubrana była jak zwykle schludnie i elegancko, w ciemną sukienkę do kolan, zgrabne buciki na obcasie, torebkę… Miała też rozpuszczone włosy. Pokierowana pod odpowiedni gabinecik szła pierwsza, zupełnie jakby była u siebie i wiedziała dokładnie gdzie idzie. Tam przycupnęła sobie na jednym z krzesełek, chociaż najpierw zapytała czy inne osoby tutaj też są do pani Bulstrode umówione. - Nie, nie dało się – odparła mu spokojnie, kiedy już usiadła, zakładając nogę na nogę. - To najszybciej jak się dało – i w porządnym miejscu z renomą. Do medyczki polecanej przez kolegę z pracy, a nie do jakiegoś… Do znachora z wiochy, co to jakieś kuglarskie sztuczki próbowałby im wcisnąć.
Babcie nadal się na Sauriela gapiły. A potem zaczęły gapić się też na Victorię i była gotowa przysiąc, czy nie szeptają między sobą przypadkiem o tym, czy Victoria nie jest przypadkiem tą typiarą o której pisali w gazetach. Lestrange uśmiechała się tylko miło, albo zupełnie ignorowała ciekawskie spojrzenia. Na szczęście to nie trwało przesadnie długo, bo wraz z przesuwaniem się kolejki, czarownice traciły członków tymczasowego zebrania plotkarskiego. Aż w końcu przyszła ich kolej i mogli wejść do gabinetu.
- Dobry wieczór – rzuciła na przywitanie do medyczki.