12.08.2023, 00:35 ✶
W przeciwieństwie do Desmonda, nie uważał, aby wyrażanie swoich pragnień było słabością. Oczywiście wiązały się z tym konsekwencje, trudno w końcu o to, aby ktoś nie chciał wykorzystać takowej wiedzy. Oleander zdawał się być na to przygotowany lub kompletnie tym nieprzejęty; inni ludzie chcący mu zaszkodzić skupiali na nim uwagę. Na tym mu zależało, na spojrzeniach innych całkowicie pochłoniętych przez jego osobę.
Wciąż czuł się urażony słowami, jakie usłyszał. Chwilę zajęło, aby połączył je w całość z poprzednimi czynami - ciosem w twarz, ściskaniem za nadgarstki. Malfoy nie zdawał sobie sprawy ile przyjemności może dawać bliskość, chociaż definitywnie pragnął jakiegoś rodzaju satysfakcji płynącej z przekraczania dotychczas znanych sobie granic. Oleander nie do końca rozumiał jak wąskie one są. Wychowany w o wiele mniej kontrolującej rodzinie mógł sobie jedynie wyobrażać, czy to z opowieści, czy poprzez krótkie wizyty w Wiltshire, w jaki sposób wyglądały sytuacje, które ukształtowały blondyna. Niezbyt się nad tym zastanawiał, aż do teraz - do momentu usłyszenia, że ‘żony się zazdrości’, a ‘seks uprawia się, aby mieć dzieci’.
Pragnienie bliskości przypominało o sobie nawet w sytuacji, gdy czuł się tak bardzo upokorzony. Wykonanie kolejnego ruchu wymagało od niego sporej siły woli. Zacisnął zęby i według modły swych słów odsunął się, szybko, odrobinę gwałtownie. Nie było w tym wiele gracji, ale nie przypominał też uciekającej ofiary. Było w tym ruchu coś, co wręcz krzyczało ‘postaw w moją stronę kolejny krok’.
Agresja kipiąca w spojrzeniu niebieskich oczu sprawiła, że poczuł przyjemniejszy dreszcz w kręgosłupie. Lubił, gdy inni oblewali go intensywnością swoich uczuć.
– Gdybyś zasługiwał to już bym był na kolanach – odparł pewnie i nie odwrócił głowy ani oczu, mierząc się z ostrością spojrzenia Desmonda. Z całego serca chciał powiedzieć, że przecież zasługuje na wszystko, co najlepsze, bo tak też uważał. Mimo to, nie potrafił pogodzić się z myślą, że kazał mu błagać o swój dotyk, o uwagę, tak jakby nie robił już wszystkiego, aby je dostać. Wydawało mu się to niesamowicie niesprawiedliwie, a zazdrość o wspomnianą wcześniej Mayę jedynie podżegała to uczucie.
– Przeproś – dodał lakonicznie, uznając, że ciężka atmosfera pomiędzy nimi jest wystarczającym wyjaśnieniem. Więcej słów sprawiłoby, że mogliby się udusić.
Wciąż czuł się urażony słowami, jakie usłyszał. Chwilę zajęło, aby połączył je w całość z poprzednimi czynami - ciosem w twarz, ściskaniem za nadgarstki. Malfoy nie zdawał sobie sprawy ile przyjemności może dawać bliskość, chociaż definitywnie pragnął jakiegoś rodzaju satysfakcji płynącej z przekraczania dotychczas znanych sobie granic. Oleander nie do końca rozumiał jak wąskie one są. Wychowany w o wiele mniej kontrolującej rodzinie mógł sobie jedynie wyobrażać, czy to z opowieści, czy poprzez krótkie wizyty w Wiltshire, w jaki sposób wyglądały sytuacje, które ukształtowały blondyna. Niezbyt się nad tym zastanawiał, aż do teraz - do momentu usłyszenia, że ‘żony się zazdrości’, a ‘seks uprawia się, aby mieć dzieci’.
Pragnienie bliskości przypominało o sobie nawet w sytuacji, gdy czuł się tak bardzo upokorzony. Wykonanie kolejnego ruchu wymagało od niego sporej siły woli. Zacisnął zęby i według modły swych słów odsunął się, szybko, odrobinę gwałtownie. Nie było w tym wiele gracji, ale nie przypominał też uciekającej ofiary. Było w tym ruchu coś, co wręcz krzyczało ‘postaw w moją stronę kolejny krok’.
Agresja kipiąca w spojrzeniu niebieskich oczu sprawiła, że poczuł przyjemniejszy dreszcz w kręgosłupie. Lubił, gdy inni oblewali go intensywnością swoich uczuć.
– Gdybyś zasługiwał to już bym był na kolanach – odparł pewnie i nie odwrócił głowy ani oczu, mierząc się z ostrością spojrzenia Desmonda. Z całego serca chciał powiedzieć, że przecież zasługuje na wszystko, co najlepsze, bo tak też uważał. Mimo to, nie potrafił pogodzić się z myślą, że kazał mu błagać o swój dotyk, o uwagę, tak jakby nie robił już wszystkiego, aby je dostać. Wydawało mu się to niesamowicie niesprawiedliwie, a zazdrość o wspomnianą wcześniej Mayę jedynie podżegała to uczucie.
– Przeproś – dodał lakonicznie, uznając, że ciężka atmosfera pomiędzy nimi jest wystarczającym wyjaśnieniem. Więcej słów sprawiłoby, że mogliby się udusić.
“Why can't I try on different lives, like dresses, to see which one fits best?”
♦♦♦