12.08.2023, 00:38 ✶
Ton przyjaciela wcale nie był przepełniony skruchą, ale podświadomie, Oleander czuł, że gdzieś się tam znajdowała. Mętlik w głowie jak i w emocjach bardzo mocno zasłaniał mu faktyczny obraz sytuacji - mimo o wiele większego doświadczenia w strefie romantycznej czy erotycznej, też wydawał się odrobinę nieswojo.
W pierwszej chwili mózg podpowiedział mu, że to tylko ułuda - kłamstwo. Nie mógł jednak patrzeć na Desmonda - na jego jasnoniebieskie oczy, krótko przycięte blond włosy, bladość twarzy i lekko zadarty nos - i kontynuować tej teorii. Automatycznie mu wybaczył, nawet jeżeli nie usłyszał słowa ‘przepraszam’ dosłownie, a zaproponowana opcja zakrawała o dziwną litość.
Znów byli tak blisko siebie, ponownie poczuł jak serce mu przyspieszyło. Uciekł wzrokiem do kołnierza koszuli, jej najwyższego guzika, grdyki, tylko po to, aby zaraz wrócić nim do twarzy Malfoya.
– Dobrze – zgodził się, wkładając w głos znajomą miękkość. Jego ramiona opadły lekko, nie był już tak spięty, przygotowany do cofnięcia się lub odwrócenia na pięcie i wyjścia.
Twardy i kategoryczny ton zniknął. Dogadali się. Więc Oleander nie widział powodu, aby dalej stawiać warunki. Nie chciał tego robić, nie z Desmondem, ale wiedział, że jeżeli na początku nie postawiłby granicy, to później też nie byłby w stanie. Chciał dla niego dobrze, a to czasem wiązało się z bardziej szorstkimi metodami.
– Mogę cię dotknąć? – dopytał ciszej, chociaż nie niepewnie. Nie proponował już zmiany ciała, a zarazem też płci, chociaż w głębi brązu tęczówek dało się dostrzec pewną podprogowość tej propozycji.
W pierwszej chwili mózg podpowiedział mu, że to tylko ułuda - kłamstwo. Nie mógł jednak patrzeć na Desmonda - na jego jasnoniebieskie oczy, krótko przycięte blond włosy, bladość twarzy i lekko zadarty nos - i kontynuować tej teorii. Automatycznie mu wybaczył, nawet jeżeli nie usłyszał słowa ‘przepraszam’ dosłownie, a zaproponowana opcja zakrawała o dziwną litość.
Znów byli tak blisko siebie, ponownie poczuł jak serce mu przyspieszyło. Uciekł wzrokiem do kołnierza koszuli, jej najwyższego guzika, grdyki, tylko po to, aby zaraz wrócić nim do twarzy Malfoya.
– Dobrze – zgodził się, wkładając w głos znajomą miękkość. Jego ramiona opadły lekko, nie był już tak spięty, przygotowany do cofnięcia się lub odwrócenia na pięcie i wyjścia.
Twardy i kategoryczny ton zniknął. Dogadali się. Więc Oleander nie widział powodu, aby dalej stawiać warunki. Nie chciał tego robić, nie z Desmondem, ale wiedział, że jeżeli na początku nie postawiłby granicy, to później też nie byłby w stanie. Chciał dla niego dobrze, a to czasem wiązało się z bardziej szorstkimi metodami.
– Mogę cię dotknąć? – dopytał ciszej, chociaż nie niepewnie. Nie proponował już zmiany ciała, a zarazem też płci, chociaż w głębi brązu tęczówek dało się dostrzec pewną podprogowość tej propozycji.
“Why can't I try on different lives, like dresses, to see which one fits best?”
♦♦♦