12.08.2023, 00:48 ✶
W ciemnych oczach zamigotały iskierki przekory, przez co tęczówki pojaśniały nieznacznie. Sięgające do pomieszczenia przez szpary szare promienie londyńskiego dnia igrały na twarzy, nagich udach i ścianach salonu. Onyksowy półcień nadawał sylwetce Croucha zmęczonego rozleniwienia.
Powierzchowność sielankowego poranka ze śniadaniem gotowym na stole kuchennym wydawała się równie krucha, co pozorne opanowanie poprzedniego wieczora. Dryfowała po falujących emocjach ukrytych w głębi.
- Drażnić cię? Z samego rana? Pokładasz we mnie zbyt dużo wiary - zaszczycił go figlarnym uśmiechem, tak oderwanym od realiów sytuacji, że odcień ust chłopaka mógłby malować się krzykliwą barwą na tle romantycznego pejzażu.
Próbował łapać spojrzenie Desmonda, ale na daremno. Nie był jeszcze pewien czy go to zirytowało, czy może rozbawiło. Obraza z zeszłego wieczora pulsowała w sercu, ale wraz z nią przedziwna nadzieja. Może powinien po prostu wyciągnąć z tej relacji tak dużo przyjemności, jak tylko mógł i dać jej płynąć?
Nie. Chyba nie byłby w stanie tak o tym myśleć.
Przełknął ślinę, odruchowo, a potem zwilżył gardło alkoholem. Tym razem skrzywił się odrobinę, bo mimo że nie dosięgnął wczoraj swojego limitu wlewania w gardło trunku, to i tak jego ciało nie było w najlepszej kondycji do przyjmowania piekącej ostrości procentów.
Nie ubrał spodni. Były brudne, zajmie się nimi potem.
Dopił to co było w szklance w kolejnym, już znacznie bardziej zdecydowanym ruchu i wstał z kanapy. Emocje, alkohol i fizyczna intensywność, do ktorych nie był przyzwyczajony w takiej ilości musiały zamącić mu w głowie za bardzo. Musiał przymknąć oczy, pochylając głowę do przodu, aby nie opaść z powrotem na kanapę. Mroczki przed oczyma były czymś nowym. Czyżby faktycznie przesadził?
Poczuł jak opuszczają go siły. Zupełnie nagle, niespodziewanie.
- Nie możemy zjeść w salonie? Czy ty już jadłeś? - dopytał. Był w stanie postawić szklankę na stoliku, zbliżając się przy tym do rozmówcy. Dopiero wtedy zauważył zaskoczenie w jego spojrzeniu. Przejechał po sobie wzrokiem, oczywiście zakładając, że to z nim samym musi byc cos nie tak, ale nie znajdując źródła tego, co wywołało emocje wyrysowaną na twarzy blondyna, podążył za jego wzrokiem.
-Miałeś mi pokazać swoje obrazy.- dodał, wpatrując się w myśliwską scenkę uwięzioną w przejawie weny, ubraną w ramę i zawieszoną nad kanapą.
Powierzchowność sielankowego poranka ze śniadaniem gotowym na stole kuchennym wydawała się równie krucha, co pozorne opanowanie poprzedniego wieczora. Dryfowała po falujących emocjach ukrytych w głębi.
- Drażnić cię? Z samego rana? Pokładasz we mnie zbyt dużo wiary - zaszczycił go figlarnym uśmiechem, tak oderwanym od realiów sytuacji, że odcień ust chłopaka mógłby malować się krzykliwą barwą na tle romantycznego pejzażu.
Próbował łapać spojrzenie Desmonda, ale na daremno. Nie był jeszcze pewien czy go to zirytowało, czy może rozbawiło. Obraza z zeszłego wieczora pulsowała w sercu, ale wraz z nią przedziwna nadzieja. Może powinien po prostu wyciągnąć z tej relacji tak dużo przyjemności, jak tylko mógł i dać jej płynąć?
Nie. Chyba nie byłby w stanie tak o tym myśleć.
Przełknął ślinę, odruchowo, a potem zwilżył gardło alkoholem. Tym razem skrzywił się odrobinę, bo mimo że nie dosięgnął wczoraj swojego limitu wlewania w gardło trunku, to i tak jego ciało nie było w najlepszej kondycji do przyjmowania piekącej ostrości procentów.
Nie ubrał spodni. Były brudne, zajmie się nimi potem.
Dopił to co było w szklance w kolejnym, już znacznie bardziej zdecydowanym ruchu i wstał z kanapy. Emocje, alkohol i fizyczna intensywność, do ktorych nie był przyzwyczajony w takiej ilości musiały zamącić mu w głowie za bardzo. Musiał przymknąć oczy, pochylając głowę do przodu, aby nie opaść z powrotem na kanapę. Mroczki przed oczyma były czymś nowym. Czyżby faktycznie przesadził?
Poczuł jak opuszczają go siły. Zupełnie nagle, niespodziewanie.
- Nie możemy zjeść w salonie? Czy ty już jadłeś? - dopytał. Był w stanie postawić szklankę na stoliku, zbliżając się przy tym do rozmówcy. Dopiero wtedy zauważył zaskoczenie w jego spojrzeniu. Przejechał po sobie wzrokiem, oczywiście zakładając, że to z nim samym musi byc cos nie tak, ale nie znajdując źródła tego, co wywołało emocje wyrysowaną na twarzy blondyna, podążył za jego wzrokiem.
-Miałeś mi pokazać swoje obrazy.- dodał, wpatrując się w myśliwską scenkę uwięzioną w przejawie weny, ubraną w ramę i zawieszoną nad kanapą.
“Why can't I try on different lives, like dresses, to see which one fits best?”
♦♦♦