12.08.2023, 00:49 ✶
Gdy przesuwał spojrzeniem po "Lutowym Łowie", jego oczy wreszcie natrafiły na szarość i fiolet mieszające się w jego tle. Im dłużej patrzył w rozmazane cienie, tym dosadniej przypominały mu one o sińcu rozlanym na twarzy Oleandra. Oderwał wzrok od płótna i spojrzał na przyjaciela - czuł mdłe, chorobliwe ciepło wstydu, kiedy myślał o tym, że sam mu to uczynił. Własnoręcznie.
Pogodny uśmiech Oleandra wydał mu się tak oderwany od rzeczywistości, że przez myśl przemknęło mu pytanie, czy aby nie za bardzo bolała go głowa na żarty, ale zatrzymał je dla siebie, bo zauważył niepokojącą wiotkość w reszcie jego ruchów, którą zainteresował się natychmiast - wszakże stanął obok niego właśnie dlatego, że spodziewał się, że zakręci mu się w głowie.
Spokojnie podstawił mu pod ramię przygotowaną zawczasu rękę, tak aby mógł się na niej oprzeć.
– Nie – mruknął, odpowiadając na jedno lub więcej pytań. – Obrazy. Mogą poczekać crumpets wystygną.
Później wziął go pod ramię i delikatnie, ale stanowczo, wyprowadził z pomieszczenia.
Wystarczyło tylko kilkanaście ciężkich kroków, żeby znaleźli się w jadalni. Pomieszczenie okazało się zaskakująco, niemal rażąco jasne - zasłony były zupełnie rozsunięte. Poza tym uwagę przyciągało jedynie to, jak skromnie zastawiony był stół: stał na nim wyłącznie talerz z wypiekami, dwie sosjerki, dzbanek czystej wody i dwa nakrycia wraz ze szklankami.
Nietypowy, być może niepokojący, szczegół stanowiło to, że oba nakrycia rozłożone były wzdłuż tej samej strony blatu. Tak, aby jedzący nie musieli patrzeć sobie w oczy.
Odetchnął ciężko, postawił butelkę whisky między talerzykami. W tym świetle wyglądał na jeszcze bardziej zmaltretowanego, ale twardo trzymał się na nogach.
– Siadasz czy mam cię. Posadzić – mruknął w przestrzeń, ostrożnie puszczając rękę chłopaka.
Nie zamierzał czekać na odpowiedź, niezwłocznie odsunął dla niego krzesło a później sam usiadł. Odruchowo, machinalnie, złapał za widelczyk. Przesuwał oczami po jego połyskujących zębach, zastanawiając się, ile Oleander tak naprawdę może pamiętać.
Pogodny uśmiech Oleandra wydał mu się tak oderwany od rzeczywistości, że przez myśl przemknęło mu pytanie, czy aby nie za bardzo bolała go głowa na żarty, ale zatrzymał je dla siebie, bo zauważył niepokojącą wiotkość w reszcie jego ruchów, którą zainteresował się natychmiast - wszakże stanął obok niego właśnie dlatego, że spodziewał się, że zakręci mu się w głowie.
Spokojnie podstawił mu pod ramię przygotowaną zawczasu rękę, tak aby mógł się na niej oprzeć.
– Nie – mruknął, odpowiadając na jedno lub więcej pytań. – Obrazy. Mogą poczekać crumpets wystygną.
Później wziął go pod ramię i delikatnie, ale stanowczo, wyprowadził z pomieszczenia.
Wystarczyło tylko kilkanaście ciężkich kroków, żeby znaleźli się w jadalni. Pomieszczenie okazało się zaskakująco, niemal rażąco jasne - zasłony były zupełnie rozsunięte. Poza tym uwagę przyciągało jedynie to, jak skromnie zastawiony był stół: stał na nim wyłącznie talerz z wypiekami, dwie sosjerki, dzbanek czystej wody i dwa nakrycia wraz ze szklankami.
Nietypowy, być może niepokojący, szczegół stanowiło to, że oba nakrycia rozłożone były wzdłuż tej samej strony blatu. Tak, aby jedzący nie musieli patrzeć sobie w oczy.
Odetchnął ciężko, postawił butelkę whisky między talerzykami. W tym świetle wyglądał na jeszcze bardziej zmaltretowanego, ale twardo trzymał się na nogach.
– Siadasz czy mam cię. Posadzić – mruknął w przestrzeń, ostrożnie puszczając rękę chłopaka.
Nie zamierzał czekać na odpowiedź, niezwłocznie odsunął dla niego krzesło a później sam usiadł. Odruchowo, machinalnie, złapał za widelczyk. Przesuwał oczami po jego połyskujących zębach, zastanawiając się, ile Oleander tak naprawdę może pamiętać.