Dla swoich bliskich mogła zrobić naprawdę wiele, ale kiedy nie była w stanie się za bardzo ruszyć, to co mogła poradzić… Niewiele. Gdyby musiała dzisiaj pomóc, to pewnie bardziej by tylko przeszkadzała, bo ani się nie nadawała do niczego fizycznie, ani tym bardziej psychicznie. Miała za sobą cholernie długi dzień, bo cały poprzedni, a snu w nocy nie można było zaliczyć tym razem do jakiegokolwiek odpoczynku. Zaś odkąd obudziła się w nocy to nie zmrużyła już oczu. Nie spała więc ile… prawie 36h? Za długo. Dużo za długo.
- Tak? Dobrze – ta druga część podobała jej się znacznie bardziej od pierwszej, więc co na nią czekało w trzeciej? Sauriel nie musiał jej już zachęcać, bo była ciekawa i bez tego. Zachęcili ją wcześniej wystarczająco mocno. Ale nie rozmawiała na temat tej książki póki co z nikim innym prócz Suriela.
- Jeden to eliksir przeciwbólowy, teraz nic mnie nie boli, dali mi go na wszelki wypadek – pewnie ciągle trzymała ją poprzednia dawka. - No a ten… - zaczęła, kiedy Sauriel wziął do ręki flakon. - Nie chcę spać – powiedziała po chwili i spuściła wzrok. - Co jeśli to się powtórzy? – wiedziała, że to nierozsądne i jednocześnie nie potrafiła samą siebie przekonać, że to dobry pomysł. Bała się. Najzwyczajniej w świecie się bała. Nawet ktoś taki jak ona, auror, który był w Limbo i wrócił – bała się, że znowu będzie tak samo bezbronna we śnie, jak poprzednio. I że tym razem nikt jej nie pomoże.
Uniosła na niego spojrzenie, kiedy zapytał o Londyn. Jej rodzice nie wiedzieli o tym mieszkaniu, albo jeśli wiedzieli, to nic nie mówili. Dzisiaj siedziała w salonie, bo tu ciągle ktoś się kręcił i mógł mieć na nią oko.
- Chciałabym – powiedziała. - Do tamtego pokoju szybko nie wrócę – tu też mówił przez nią strach, a ten spotęgowany był okropnym zmęczeniem. - Ale nie chcę być sama – mruknęła – teraz kręciła się tutaj też skrzatka, która co jakiś czas też zerkała przy jej pani nic się nie dzieje, choć skoro był tutaj Sauriel, to nie musiała, bo teraz to on miał oko na Victorię.
- Wybacz. Myślałam po prostu, że to dalej ten sen i że to on wchodzi do pokoju – gdyby wiedziała, że to Sauriel, to nie dostałby tą Drętwotą, miała nadzieję, że mu tym krzywdy nie zrobiła. Tak czy siak – oczywiście, że się martwiła. - Wyszedłeś tak nagle, domyśliłam się, że coś się stało – więc czy nie miała o kogo? Jasne, że miała o kogo. I nie miało znaczenia, że jest wampirem i nie może umrzeć. Nie była to prawda – mógł. A poza tym, no to wcale nie chciała, żeby go cokolwiek bolało, to chyba normalne? - Czemu nie? Nie masz kogo poprosić o pomoc medyczną? – a jeśli nie miał, no to czemu wzbraniał się przed szpitalem? Nie była na niego zła, skąd, po prostu szkoda jej go było. - Sam jesteś głuptas – „głuptasek” dokładniej, jak to czasem do niego mówiła.
Tak, było miło. I było też tym, co potrafiło podnieść na duchu człowieka rozbitego na kawałki z powodów różnych. Więc się o Sauriela oparła i wtuliła, na moment nawet przymykając oczy. Na pewno nie spodziewała się, że ktokolwiek mógłby próbować jej w jakiejś przyszłości wlewać eliksir na siłę. Ale fakt, to byłoby żadne wyzwanie – Victoria nie miała w tym momencie żadnych sił, by się bronić przed czymkolwiek.