12.08.2023, 14:15 ✶
Animagia była nielegalną tylko, jeśli się nie zarejestrowało jako animag. Victoria nie wiedziała, czy Brenna ćwiczyła to wszystko w tajemnicy i nielegalnie, czy dopiero po zgłoszeniu takiej chęci do Ministerstwa, ale była pewna, że animagiem była zarejestrowanym. Wykorzystywała tę zdolność też w pracy i nie była to przynajmniej w ich Departamencie żadna tajemnica. Natomiast jeśli chodziło o nekromancję… to w ogóle była skomplikowana sprawa, bo jeśli chcesz być skuteczny w łapaniu czarnoksiężników, to musisz znać nekromancję, musisz wiedzieć jak się przed nimi bronić, więc siłą rzeczy jakieś podstawy nekromancji trzeba było liznąć. Ale było to nielegalne. A aurorzy byli funkcjonariuszami z ramienia Ministerstwa… więc wielu z nich umiało z nekromancji korzystać – tak jak Victoria. Tylko że robili to w tajemnicy, a jeśli musieli jej użyć przy innych… większość wykształciła w sobie zdolność udawania, że niczego nie widzą i niczego nie słyszą. To był absurd – ale takie zafundowano im prawo. Dlatego Victoria wiedziała co Sauriel próbował zrobić i to wcale… to nie było źle użycie tej dziedziny magii.
- Ale nie chcę – to nie tak, że rodzice zostawili ją samą sobie. Pokłóciła się z nimi trochę o to rano kiedy miała trochę więcej siły i była w znacznie bardziej walecznym nastroju. Dla spokoju zostawiono temat, ale doglądali ją na miarę możliwości – i wszystko wyglądało na to, że jest w porządku, na tyle na ile mogło być w jej stanie i uporze. Bo Victoria była bardzo uparta. Może nie zawsze pokazywała te kolory, ale kiedy się na coś uparła to jak osioł. - Boję się, że znowu wejdzie do mojego snu i tym razem nie będzie tam nikogo kto go przegoni. Ja byłam tam całkowicie bezbronna i bezradna – wymamrotała i sięgnęła ręką do filiżanki z kawą, by się napić. To też nie było najmądrzejsze. Ale tonący brzytwy się chwyta, a ona naprawdę tonęła. - Chciałbyś? – siedzieć z nią kilka dni? Na pewno chciał jej poświęcić tyle swojego czasu? Czy w ogóle wytrzymają ze sobą tyle? Ale Victoria wiedziała, że chce – może to ona, może coś w niej mówiło, że po prostu chce go mieć przy sobie, w tym momencie nie zastanawiała się nad źródłem tego uczucia. - Chętnie bym się stąd zabrała, naprawdę… – tylko wtedy będzie musiała zostawić informacje gdzie jest i z kim, to przestanie być aż taka tajemnica, ale może wcale nią nie było…
- Aż tak ci przywaliła? – Brenna była wściekła i walczyła z zajadłością, ale nie sądziła, że aż tak poturbowała Sauriela. A jednak… cholera, znowu miała ochotę wyciągnąć rękę i go pogłaskać, nie wiedziało skąd jej się to brało, ale to chyba to jaki on był biedny… że to, że potrzebował pomocy, mogłoby mieć dla niego źle skutki – jakby już złe samo w sobie nie było to, że coś mu się stało. - Ech, biedactwo – wyrwało się jej. - Zawsze na własną rękę możesz iść do Munga. Albo poprosić matkę, żeby z tobą poszła… nie odmówiliby ci pomocy – a gdyby odmówili… cóż, jej babcia była obecnie dyrektorka szpitala. Zawsze mogła ją poprosić o pomoc. Bo ona nie zamierzała Sauriela zostawiać samego sobie, potrzebującego, bez pomocy.
- Ale nie chcę – to nie tak, że rodzice zostawili ją samą sobie. Pokłóciła się z nimi trochę o to rano kiedy miała trochę więcej siły i była w znacznie bardziej walecznym nastroju. Dla spokoju zostawiono temat, ale doglądali ją na miarę możliwości – i wszystko wyglądało na to, że jest w porządku, na tyle na ile mogło być w jej stanie i uporze. Bo Victoria była bardzo uparta. Może nie zawsze pokazywała te kolory, ale kiedy się na coś uparła to jak osioł. - Boję się, że znowu wejdzie do mojego snu i tym razem nie będzie tam nikogo kto go przegoni. Ja byłam tam całkowicie bezbronna i bezradna – wymamrotała i sięgnęła ręką do filiżanki z kawą, by się napić. To też nie było najmądrzejsze. Ale tonący brzytwy się chwyta, a ona naprawdę tonęła. - Chciałbyś? – siedzieć z nią kilka dni? Na pewno chciał jej poświęcić tyle swojego czasu? Czy w ogóle wytrzymają ze sobą tyle? Ale Victoria wiedziała, że chce – może to ona, może coś w niej mówiło, że po prostu chce go mieć przy sobie, w tym momencie nie zastanawiała się nad źródłem tego uczucia. - Chętnie bym się stąd zabrała, naprawdę… – tylko wtedy będzie musiała zostawić informacje gdzie jest i z kim, to przestanie być aż taka tajemnica, ale może wcale nią nie było…
- Aż tak ci przywaliła? – Brenna była wściekła i walczyła z zajadłością, ale nie sądziła, że aż tak poturbowała Sauriela. A jednak… cholera, znowu miała ochotę wyciągnąć rękę i go pogłaskać, nie wiedziało skąd jej się to brało, ale to chyba to jaki on był biedny… że to, że potrzebował pomocy, mogłoby mieć dla niego źle skutki – jakby już złe samo w sobie nie było to, że coś mu się stało. - Ech, biedactwo – wyrwało się jej. - Zawsze na własną rękę możesz iść do Munga. Albo poprosić matkę, żeby z tobą poszła… nie odmówiliby ci pomocy – a gdyby odmówili… cóż, jej babcia była obecnie dyrektorka szpitala. Zawsze mogła ją poprosić o pomoc. Bo ona nie zamierzała Sauriela zostawiać samego sobie, potrzebującego, bez pomocy.