— Tak, dokładnie. Gotowanie jest nieprzyjemne. Przygotowanie niektórych potraw zajmuje bardzo dużo czasu, chociaż nie rozumiem, po co je robić, skoro jest wiele mniej czesochłonnych potraw. W każdym razie, popyt na takie urządzenie byłby wśród, na przykład, dużych rodzin, o ile uda nam się zwiększyć pojemność urządzenia. Albo wśród osób, które preferują komfortowy tryb życia, a jednocześnie nie posiadają skrzata lub innej służby.
Ururu nauczył się trochę o biznesie podczas pierwszego roku studiów, a część tej wiedzy zaktualizował po swoim wielkim przebudzeniu. Znał teorię, ale nigdy nie udało mu się opatentować żadnego wynalazku, a co dopiero dopuścić go do sprzedaży.
Odruchowo kierował się w stronę złomowiska, na którym pierwszy raz spotkał Samuela. Po wejściu, zatrzymał się.
— Nic nam po częściach, skoro nie mamy planu.
Wyjął notes z kieszeni i obrócił na pustej kartce.
— Jako bazę można użyć dużego garnka lub kociołka. Część przygotowującą posiłek będzie trzeba całkowicie zaprojektować...
Ururu wykonał kilka szybkich szkiców Thermomixu.
— Ostrza blendera mogłyby się magicznie pojawiać i znikać. Podstawa kociołka miałaby miejsce na ogień, który pojawiałby po przestawieniu pokrętła. Ustawiałoby się odpowiednie natężenie oknia i... czas? To samo z blendowaniem... Hm... Tak teraz myślę, że co gdyby zrobić też wersję do eliksirów? Automatyczne urządzenie mogłoby perfekcyjnie dostosować się do przepisu. Teoretycznie, dzięki temu każdy potrafiłby wykonać idealne eliksiry, nawet te trudne.
Marqueza niesamowicie podekscytował ten pomysł. Zaczął wypisywać z boku wszystkie funkcje, jakie musiałby mieć taki thermomix do eliksirów. Miażdżenie, krojenie, mieszanie w obie strony, perfekcyjne odważanie składników... Wierzył, że każdą czynność ich urządzenie mogłoby wykonać. Magia oferowała o wiele więcej, niż mechaniczno-elektryczna inżynieria Mugoli.