— Sprawiłbym sobie takie futro... — mruknął Jonathan. Czapki do niego nie przemawiały, chociaż na pewno dobrze grzały w głowę. Rozmarzył się. Jak cieplutko musiało być uczniom Durmstrangu w tak ciepłych okryciach. Zdecydowanie musi zostawić Giovanniemu notatkę z prośbą o futrzany płaszcz. I mu się to przyda. Chciał podróżować w przyszłości, więc może zdarzy mu się potrzeba skorzystania z ciepłego okrycia. Milutkiego, mięciutkiego... I pewnie utrudniającemu ruch, ale przecież on, Jonathan, nie był fanem ruchów większych niż ruch ręki od stołu do otwory gębowego.
Również spojrzał na Timothy'ego z pytaniem w oczach. Philip już wyraził chęć usłyszenia reszty wypowiedzi, więc sam nie ponaglał chłopaka. Jeszcze nie. Jonathan nie należał do osób, które naciskały w takich sytuacjach. Szkoda mu było energii. Jeśli ktoś nie dokończył, to trudno. O ile temat go nie interesował. Wtedy potrafił być natrętny i uciążliwy. Cierpliwość magicznie mu wzrastała. Ale Durmstrang nie leżał w kręgu jego zainteresowań.
— No nie mów, co za dzbany. Tak wpaść? W sensie, z takiego powodu? — Dodał, żeby wcale nie brzmiało, że jedynym jego zarzutem wobec Ślizgonów było przyłapanie przez prefekta. — Takie obrażanie jest nie tylko złe, ale i zupełnie bezsensu, no i nie warte ani szlabanu, ani straty punktów.
Ostatnie zdanie było dokładnie czymś, co powiedziałby Gio, dlatego Jonathan odczuł iskierkę dumy z samego siebie. Czasami zapominał się i rujnował wizerunek "obrońcy słabych" Urquarta. Giovanni zostawiał mu wtedy liściki pełne rozpaczy i bólu. Jonathan wsadziłby sobie te jęki głęboko gdzieś, gdyby nie cel jego istnienia. Miał przede wszystkim chronić Gio. Nie mógł dokładać mu kolejnych powodów do stresu.
— Może okulary były przeklęte? Albo jakiś dowcipniś rzucił na nie nieznaną sobie klątwę? — Zasugerował. Chłopcy byli bardzo niecierpliwi, by poznać historię Marty, przez co nie dawali jej dojść do słowa. Bardzo to frustrowało dziewczynę.
— Parę dziwnych oczu? Aha, czyli gdybyś nie miała wtedy okularów, to byś jej nie zobaczyła... Ale co w nich było takiego dziwnego?
Marta wydała z siebie coś pomiędzy westchnięciem a jękiem.
— Gdybyście tylko mi nie przerywali, już dawno byście wiedzieli!
— Sama robisz długie przerwy i nawet nie wiemy, czy mamy spodziewać się kontynuacji. Musiało wydarzyć się coś strasznego, skoro do teraz masz trudności z mówieniem o tym, ale chyba lepiej jest się z tego zwierzyć, prawda?
Kolejnych ruch godny Giovanniego. I kolejny jęk Marty. Jonathan starał się stłumić ziewnięcie. Jak tak dalej pójdzie, to dotrą na obiad, gdy najlepsze kąski znikną z talerzy. O ile jakiekolwiek talerze zostaną.