05.11.2022, 23:52 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.11.2022, 05:34 przez Elliott Malfoy.)
Zgasił papierosa, powolnym ruchem przekręcił go w popielniczce i pozwolił by resztka dymu sączyła się i włączała w dużą chmurę, która lawirowała pod sklepieniem lokalu nad głowami wszystkich zebranych przy stolikach i barze gości.
Do przeszywających spojrzeń był przyzwyczajony, ale na te Erika odpowiedział równie intensywnym, jakby podejmował rękawicę. Jego twarz pozostała tym razem niewzruszona, wciąż w kącikach ust gubił się cień uśmiechu, bo każde wymieniane w tej konwersacji zdanie było o niebo ciekawsze niż rozmowy jakie prowadził tego wieczoru. Mimochodem spojrzał na, pusty już, stolik, przy którym siedział jeszcze chwilę temu. Czuł jakby dywagacje z tamtymi mężczyznami były odległą przeszłością, jakby odbyły się w innym życiu; poziom aktualnej konwersacji pozwalał poczuć, że żyje, a nie snuje się pomiędzy ludźmi jak wszystkowidzący, ale jednocześnie nieobecny poltergeist. Uwielbiał uświadamiać sobie, że posiada jeszcze jakieś pokłady ekscytacji i czystej radości, ale te przypominały mu też bardzo mocno dlaczego zazwyczaj nie pozwalał im wychodzić na wierzch. Mało było w jego życiu osób, których obecność sprawiałaby mu radość. Nawet żona, z którą dogadywał się nienagannie była tylko kolejną, przymuszoną powinnością. Był dobrym mężem, przyszłym ojcem, nienagannym pracownikiem i synem, ale tylko wtedy, kiedy nie był sobą, kiedy uczucia były schowane głęboko pod chłodną skorupą z kości słoniowej; zbyt dokładnie załatał w niej dziury, aby jakikolwiek powiew świeżości mógł się przez nią przedostać... ale czy na pewno?
- Nie wydajesz się tym zbytnio zaskoczony - pociągnął żart - Wiele osób pisze o tobie w swoich pamiętnikach? Dziennikach? Aktach? Pochwal się. - uniósł delikatnie brwi - Wierz mi, każdy szczegół jest ważny. Nawet się nie obejrzysz, a następnym razem zaproszę cię na kolację tylko po to, aby wiedzieć jaki jest twój ulubiony posiłek. Bo przecież zapytanie w prost byłoby zbyt impertynenckie.
Zaśmiał się pod nosem, ale już nie tak radośnie jak wcześniej, teraz pozwolił figlarnej nucie wyjść na prowadzenie.
Szklanka, wciąż oddalona od dłoni, kusiła barwą bursztynu, ale Malfoy wiedział, że jeszcze nie na to pora. Nie chciał zamawiać kolejnej kolejki, kiedy jego aktualny towarzysz wciąż był na tym samym, jednym piwie.
- Teoretycznie, zakładając, że te 'nieprzyjemne dawne zaszłości' faktycznie byłyby powodem, dla którego mnie o to prosisz, to jakie one by były? - zapytał, dość sarkastycznie podkreślając, że rozumie jak najbardziej, ze coś takiego musiało mieć miejsce. Nie spodziewał się czegoś wielkiego, pismaki potrafiły uprzykrzać życie w najmniej znaczący, ale bardzo irytujący sposób. Bycie osobą medialną było częścią ich zawodów, więc musieli znajdować sposoby na radzenie sobie z nimi. Elliott wolał mieć znaczną ich większość po swojej stronie, więc podrzucanie im plotek o innych ludziach było dość częstym zabiegiem z jego strony. Głównie dlatego zatrudniał na pozycję asystenta lub sekretarki osoby bardzo obyte w towarzystwie, znające Ministerstwo albo chociaż jego plotki. Sam nigdy nie miałby czasu, aby się tym wszystkim zajmować.
- Bycie w czymś dobrym wymaga odnajdowania się w środowisku oraz znania się na temacie, a jeżeli zostaliśmy wychowani w dany sposób to jedne rzeczy przychodzą nam o wiele łatwiej niż inne. To jasne, że łatwiej będzie nam się zająć tym, o czym słyszeliśmy przez całe życie niż podjąć nową, własną ścieżkę. Już nie wspomnę o konsekwencjach płynących z tego drugiego, bo też potrafią być ogromne. Należy czerpać satysfakcję z tego, z czego aktualnie możemy, myślenie o tym co mogłoby być albo, co by było zazwyczaj jest zgubne, to błędny ognik na horyzoncie sukcesu. - sam nie był pewien, czy to, co właśnie powiedział było szczere. Powtarzał to sobie tyle razy, aby w to uwierzyć i ostatecznie funkcjonował i od czasu do czasu nawet był zadowolony ze swoich osiągnięć, z tego jak wygląd jego życie. Wszystkie wątpliwości spychał na bok i znajdował im bardzo szybko wytłumaczenie, czy to w słowach ojca, siostry... czy swoich własnych. Nie miał wystarczająco dużo odwagi, aby oddychać swoim własnym powietrzem, chociaż kiedyś o niczym innym nie marzył. Czasami wydawało mu się, że sam zatrzaskuje się w pokoju bez okien i połyka klucz, aby na pewno nie móc ujrzeć słońca, bo te, mimo że byłoby przyjemnie ciepłe na skórze, oślepiłoby go swoim blaskiem. Miło było usłyszeć, od czasu do czasu, że inni borykają się z podobnymi problemami, nawet jeżeli ich sytuacje diametralnie się różniły.
- Pytanie tylko jak długo można dawać sobie chwilową satysfakcję aż w końcu dotrze się do punktu, w którym ona nie będzie już wystarczająca - dodał, ale znacznie ciszej. Wcale nie nieśmiało, a po prostu jakby głos ugrzęzł mu w gardle, gdy próbował to z siebie wyrzucić, jakby zaschło mu w ustach, a struny głosowe nie czuły się na siłach, aby podeprzeć jego wewnętrzne wątpliwości, jakby sabotowały to, co chce wyjść z wnętrza mocno wyuczonym, zakorzenionym schematem.
Uniósł kącik ust po raz kolejny, prawdopodobnie tym razem zadowolony, że udało mu się powiedzieć coś, co zaowocowało chwilą zawahania.
- Czyli chcesz przez to powiedzieć, że zwodzisz nas wszystkich maską nieporadnego, silnego, wysokiego mężczyzny? Ciekawa strategia. - wrzucił w to pytanie szczyptę sarkazmu, ale była to faktyczna, szczera, uwaga. Zaczął się zastanawiać czy Erik naprawdę robił takie rzeczy umyślnie, co jeżeli to wszystko było tylko częścią gry? Tej, o której sekundę temu jeszcze dyskutowali? Złoty chłopiec Longbottomów, trochę nieporadny, ale miły, wystarczająco skuteczny, aby zajmować okładki gazet swoimi osiągnięciami w pracy. Kolejna wypowiedź jedynie potwierdziła krótką myśl, Elliott sięgnął po resztkę alkoholu, gdy Erik tłumaczył mu w jaki sposób zdobywać sobie sympatię innych; znał ją doskonale i wykorzystywał w życiu dość często, jeżeli zależało mu na czyjejś sympatii i względach.
Bił się ze sobą w myślach przez dobrą chwilę, gdy umysł wytoczył mu dwie możliwości pociągnięcia tej konwersacji. Mógł być szczery i zasiać ziarno niepewności, albo potwierdzić słowa detektywa i przyjąć komplement, ba, odwdzięczyć się czymś podobnym. Spojrzał na uśmiechniętego mężczyznę i chyba serce uciekło mu na chwilę do gardła, bo mógłby przysiąc, że ostatnio, gdy czuł taką intensywna chęć uchylenia skrawka tajemnic swojej osobowości było zbyt dawno temu i konsekwencje takich akcji wciąż nawiedzały go w nocy przed snem, utrzymując powieki otwarte prawie, że na zapałkach.
- Jeżeli naprawdę nie patrzy się pod nogi to pewnie można. - ton jego głosu był śmiały, nie uciekał przed tym stwierdzeniem, jak przed poprzednim, przy którym głos ugrzązł mu w gardle - Doceniam to, że tak myślisz, zwłaszcza, że sam wiedziesz życie usłane sukcesami. Normalnie przyznałbym ci po prostu rację, ale z uwagi na starą znajomość poczułem się zobligowany do powiedzenia czegoś prawdziwszego. - nie był pewien czy nie uleganie pozytywnemu wybrzmieniu wypowiedzi Erika nie było w tym momencie nie tyle co nietaktowne, co po prostu niegrzeczne, ale był przekonany, że gdy przyjdzie na to czas będzie w stanie zderzyć się z konsekwencjami swoich własnych słów. Zazwyczaj musiał to robić w pracy, w domu też nauczono go, że każdy ton, sentencja i dobór słownictwa ma największe znaczenie, że dzięki odpowiedniemu podejściu można zjednać sobie wszystkich. Ale Elliott był zmęczony graniem, bo życie nie dawało mu odpowiednio wysokiego wynagrodzenia za występy na jego deskach, a przynajmniej nie takie, które by docenił.
Temat o matematyce skrzętnie pominął jedynie kiwając głową w zrozumieniu i potwierdzeniu słów towarzysza. Nie chciał wchodzić w szczegóły przekrętów, wiedział o zbyt wielu, aby poruszać ten temat z kimś z Departamentu Przestrzegania Prawa. Prawda była taka, ze liczby, mimo iż prowadziły często do przestępstw to bez swojej otoczki obracania się w towarzystwie oraz znajomości prawa niczego by nie zdziałały. Najgorsze nadużycia zazwyczaj wychodziły od samej instytucji, która powinna takowym zapobiegać, tutaj też nie było wyjątków.
- Fascynujące? No dobrze, przyjmuję to jako zaproszenie. - odparł bez zawahania i już odnotował sobie w głowie, aby przy następnym sprawdzaniu bilansów wypadków i innych tego typu rzeczy być nad wyraz upierdliwym i wysłać Erikowi parę notek, a może nawet zaprosić go na spotkanie,które mogło być emailemktóre mogło być załatwione w dwóch listach. Uśmiechnął się do siebie na tę wizję, bo były dni, w których oglądanie tego jak nękani przez niego urzędnicy wzdychają i wywracają oczami przynosiło mu niemałą satysfakcję. Czasami nawet nie krył się z tym, że wykorzystuje swoje stanowisko, aby utrzeć im nosa za nieodpowiednio uczynne wykonywanie swoich obowiązków. Elliott chorobliwie mierzył wszystkich innych swoją miara, jeżeli ktoś był niewystarczająco dobry automatycznie tracił jego szacunek. Nie lubił i nie cackał się z niekompetencją.
Dopił ostatni łyk rozwodnionego już roztopionymi kostkami lodu drinka toteż zmuszony był zamówić kolejną porcję, bo rozmowa była zbyt wciągająca, aby chciał zacząć się zbierać. Zresztą, noc była jeszcze młoda, a on nigdy nie sypiał najlepiej. Simone spędzała weekend z rodziną, on teoretycznie też powinien, bo jutro czekała go oficjalniejsza kolacja, ale będzie się tym przejmował rano zażywając eliksiry na kaca. Przy okazji poprosił tez o kolejne piwo dla Erika, bo skoro zarzekł się, że stawia kolejną kolejkę to tez miał zamiar dotrzymać słowa.
Zamrugał udając, że dym nowo odpalonego papierosa zaczął szczypać go w oczy, bo musiał przed sobą przyznać, że nie spodziewał się usłyszeć, że jego opinia jest rozsądna. Przynajmniej nie od kogoś o nazwisku Longbottom, nawet jeżeli tym kimś był Erik, jego dawny, dobry znajomy. Mogli się kiedyś dogadywać, ale Elliott był prawie pewien, że nie zgodziliby się w politycznych tematach. Nie dał po sobie poznać zdziwienia, zaciągnął się jedynie papierosem i dał skończyć drugiemu mężczyźnie myśl nie odrywając odeń spojrzenia; jednocześnie skorzystał z okazji, aby móc lepiej przyjrzeć się jego twarzy z bliska. Parodniowy zarost definitywnie mu służył, podkreślał ostrość szczęki i dodawał mu pare lat, ale w dobrym tych słowa znaczeniu; można powiedzieć, że pozbawiał obserwatora możliwości podważenia powagi i dojrzałości. Zielone oczy, teraz zamyślone, a wcześniej zatopione w ognikach rozbawienia kontrastujące z ciemnymi włosami, więc odznaczające się odpowiednio, aby rozjaśniać przystojną twarz.
Po chwili milczenia musiał przed sobą przyznać, że alkohol miał na niego wystarczający wpływ, aby nie zorientował się, że nadeszła jego kolej w dyskusji. Odchrząknął.
- Uważasz się za idealistę? - zapytał, mimochodem, bo chociaż to zdanie wypowiedział tylko po to, aby móc odtworzyć sobie w głowie raz jeszcze zarejestrowaną przed chwilą wypowiedź Longbottoma, tak był to aspekt, który faktycznie go ciekawił.
- Myślałeś kiedyś o karierze w polityce albo Wizengamocie? Myśle, że ludzie w obydwu przypadkach skorzystaliby z kogoś, kto w tak umiejętny sposób jest w stanie wyrazić swoją opinię i analizę sytuacji, jednocześnie nie urażając uczuć żadnej ze stron. Do odpowiedniego wyważenia należy mieć smykałkę, ale możliwe, że przymus dawania wywiadów przygotował cię już do tego, że ktoś zawsze może przyczepić się do danej części twojej wypowiedzi i wyciągnąć z niej co innego, niż ty chciałeś przekazać. - odparł na razie nie obdarzając rozmówcy swoim własnym punktem widzenia, właściwie zastanawiał się czy w ogóle powinien to robić oraz czy posiada jakąkolwiek opinię. Nie był pewien. Wypowiadanie się za zmianami, jakie chciał wprowadzić były Minister podważało autorytet jego rodziny oraz, przede wszystkim ojca, który jest aktualnie prowodyrem w szopce Malfoyów.
- Poniekąd masz rację, ale mam wrażenie, że omijasz bardzo ważną kwestię w tym wszystkim. Zmiany zawsze się dzieją, ale nie tak gwałtownie, w momencie jak ktoś chce przewrócić wszystko do góry nogami i stworzyć nowe zasady, według swojej modły oraz komfortu to wtedy pałeczka przechodzi z rąk jednej grupy sprawującej władzę do tej drugiej. Często kończy się to przechyleniem szali na drugą stronę, a nie pozbyciem się nierówności i problemu. - zrobił pauzę, bo właśnie przyniesiono im kolejne drinki. Skorzystał z tej chwili i zaciągnął się papierosem strzepując resztkę popiołu do popielniczki.
- Równość brzmi bardzo dobrze w aktorskich przemowach dla gazet, do ludzi, w obwieszczeniach, ale w prawdzie to tylko przykrywka do tego, aby ustanowić rzeczy, które według danej osoby działałyby lepiej. Za tym idzie wprowadzanie nowych ustaw i funkcjonowanie z ludźmi, którzy być może mają inną wizję na temat lepszej, zmienionej przyszłości. Głównie dlatego, że nie mówimy tutaj o kwestii stu czy dwustu lat. Moja rodzina wyznaje swoje wartości conajmniej od dziesięciu wieków, a to jest bagaż który bardzo trudno zmieścić w kadencji jednego człowieka jaki, być może, chciał dobrze.
Zaczął dość neutralnie, według siebie, bo też nie chciał odkrywać wszystkich kart, ale uznał, ze wrzucenie personalnej, rodzinnej historii będzie tutaj odpowiednim ruchem, aby przekazać ciężkość lat, historii i tradycji i jak bardzo osoby typu Leacha porywały się z motyką na księżyc.
Do przeszywających spojrzeń był przyzwyczajony, ale na te Erika odpowiedział równie intensywnym, jakby podejmował rękawicę. Jego twarz pozostała tym razem niewzruszona, wciąż w kącikach ust gubił się cień uśmiechu, bo każde wymieniane w tej konwersacji zdanie było o niebo ciekawsze niż rozmowy jakie prowadził tego wieczoru. Mimochodem spojrzał na, pusty już, stolik, przy którym siedział jeszcze chwilę temu. Czuł jakby dywagacje z tamtymi mężczyznami były odległą przeszłością, jakby odbyły się w innym życiu; poziom aktualnej konwersacji pozwalał poczuć, że żyje, a nie snuje się pomiędzy ludźmi jak wszystkowidzący, ale jednocześnie nieobecny poltergeist. Uwielbiał uświadamiać sobie, że posiada jeszcze jakieś pokłady ekscytacji i czystej radości, ale te przypominały mu też bardzo mocno dlaczego zazwyczaj nie pozwalał im wychodzić na wierzch. Mało było w jego życiu osób, których obecność sprawiałaby mu radość. Nawet żona, z którą dogadywał się nienagannie była tylko kolejną, przymuszoną powinnością. Był dobrym mężem, przyszłym ojcem, nienagannym pracownikiem i synem, ale tylko wtedy, kiedy nie był sobą, kiedy uczucia były schowane głęboko pod chłodną skorupą z kości słoniowej; zbyt dokładnie załatał w niej dziury, aby jakikolwiek powiew świeżości mógł się przez nią przedostać... ale czy na pewno?
- Nie wydajesz się tym zbytnio zaskoczony - pociągnął żart - Wiele osób pisze o tobie w swoich pamiętnikach? Dziennikach? Aktach? Pochwal się. - uniósł delikatnie brwi - Wierz mi, każdy szczegół jest ważny. Nawet się nie obejrzysz, a następnym razem zaproszę cię na kolację tylko po to, aby wiedzieć jaki jest twój ulubiony posiłek. Bo przecież zapytanie w prost byłoby zbyt impertynenckie.
Zaśmiał się pod nosem, ale już nie tak radośnie jak wcześniej, teraz pozwolił figlarnej nucie wyjść na prowadzenie.
Szklanka, wciąż oddalona od dłoni, kusiła barwą bursztynu, ale Malfoy wiedział, że jeszcze nie na to pora. Nie chciał zamawiać kolejnej kolejki, kiedy jego aktualny towarzysz wciąż był na tym samym, jednym piwie.
- Teoretycznie, zakładając, że te 'nieprzyjemne dawne zaszłości' faktycznie byłyby powodem, dla którego mnie o to prosisz, to jakie one by były? - zapytał, dość sarkastycznie podkreślając, że rozumie jak najbardziej, ze coś takiego musiało mieć miejsce. Nie spodziewał się czegoś wielkiego, pismaki potrafiły uprzykrzać życie w najmniej znaczący, ale bardzo irytujący sposób. Bycie osobą medialną było częścią ich zawodów, więc musieli znajdować sposoby na radzenie sobie z nimi. Elliott wolał mieć znaczną ich większość po swojej stronie, więc podrzucanie im plotek o innych ludziach było dość częstym zabiegiem z jego strony. Głównie dlatego zatrudniał na pozycję asystenta lub sekretarki osoby bardzo obyte w towarzystwie, znające Ministerstwo albo chociaż jego plotki. Sam nigdy nie miałby czasu, aby się tym wszystkim zajmować.
- Bycie w czymś dobrym wymaga odnajdowania się w środowisku oraz znania się na temacie, a jeżeli zostaliśmy wychowani w dany sposób to jedne rzeczy przychodzą nam o wiele łatwiej niż inne. To jasne, że łatwiej będzie nam się zająć tym, o czym słyszeliśmy przez całe życie niż podjąć nową, własną ścieżkę. Już nie wspomnę o konsekwencjach płynących z tego drugiego, bo też potrafią być ogromne. Należy czerpać satysfakcję z tego, z czego aktualnie możemy, myślenie o tym co mogłoby być albo, co by było zazwyczaj jest zgubne, to błędny ognik na horyzoncie sukcesu. - sam nie był pewien, czy to, co właśnie powiedział było szczere. Powtarzał to sobie tyle razy, aby w to uwierzyć i ostatecznie funkcjonował i od czasu do czasu nawet był zadowolony ze swoich osiągnięć, z tego jak wygląd jego życie. Wszystkie wątpliwości spychał na bok i znajdował im bardzo szybko wytłumaczenie, czy to w słowach ojca, siostry... czy swoich własnych. Nie miał wystarczająco dużo odwagi, aby oddychać swoim własnym powietrzem, chociaż kiedyś o niczym innym nie marzył. Czasami wydawało mu się, że sam zatrzaskuje się w pokoju bez okien i połyka klucz, aby na pewno nie móc ujrzeć słońca, bo te, mimo że byłoby przyjemnie ciepłe na skórze, oślepiłoby go swoim blaskiem. Miło było usłyszeć, od czasu do czasu, że inni borykają się z podobnymi problemami, nawet jeżeli ich sytuacje diametralnie się różniły.
- Pytanie tylko jak długo można dawać sobie chwilową satysfakcję aż w końcu dotrze się do punktu, w którym ona nie będzie już wystarczająca - dodał, ale znacznie ciszej. Wcale nie nieśmiało, a po prostu jakby głos ugrzęzł mu w gardle, gdy próbował to z siebie wyrzucić, jakby zaschło mu w ustach, a struny głosowe nie czuły się na siłach, aby podeprzeć jego wewnętrzne wątpliwości, jakby sabotowały to, co chce wyjść z wnętrza mocno wyuczonym, zakorzenionym schematem.
Uniósł kącik ust po raz kolejny, prawdopodobnie tym razem zadowolony, że udało mu się powiedzieć coś, co zaowocowało chwilą zawahania.
- Czyli chcesz przez to powiedzieć, że zwodzisz nas wszystkich maską nieporadnego, silnego, wysokiego mężczyzny? Ciekawa strategia. - wrzucił w to pytanie szczyptę sarkazmu, ale była to faktyczna, szczera, uwaga. Zaczął się zastanawiać czy Erik naprawdę robił takie rzeczy umyślnie, co jeżeli to wszystko było tylko częścią gry? Tej, o której sekundę temu jeszcze dyskutowali? Złoty chłopiec Longbottomów, trochę nieporadny, ale miły, wystarczająco skuteczny, aby zajmować okładki gazet swoimi osiągnięciami w pracy. Kolejna wypowiedź jedynie potwierdziła krótką myśl, Elliott sięgnął po resztkę alkoholu, gdy Erik tłumaczył mu w jaki sposób zdobywać sobie sympatię innych; znał ją doskonale i wykorzystywał w życiu dość często, jeżeli zależało mu na czyjejś sympatii i względach.
Bił się ze sobą w myślach przez dobrą chwilę, gdy umysł wytoczył mu dwie możliwości pociągnięcia tej konwersacji. Mógł być szczery i zasiać ziarno niepewności, albo potwierdzić słowa detektywa i przyjąć komplement, ba, odwdzięczyć się czymś podobnym. Spojrzał na uśmiechniętego mężczyznę i chyba serce uciekło mu na chwilę do gardła, bo mógłby przysiąc, że ostatnio, gdy czuł taką intensywna chęć uchylenia skrawka tajemnic swojej osobowości było zbyt dawno temu i konsekwencje takich akcji wciąż nawiedzały go w nocy przed snem, utrzymując powieki otwarte prawie, że na zapałkach.
- Jeżeli naprawdę nie patrzy się pod nogi to pewnie można. - ton jego głosu był śmiały, nie uciekał przed tym stwierdzeniem, jak przed poprzednim, przy którym głos ugrzązł mu w gardle - Doceniam to, że tak myślisz, zwłaszcza, że sam wiedziesz życie usłane sukcesami. Normalnie przyznałbym ci po prostu rację, ale z uwagi na starą znajomość poczułem się zobligowany do powiedzenia czegoś prawdziwszego. - nie był pewien czy nie uleganie pozytywnemu wybrzmieniu wypowiedzi Erika nie było w tym momencie nie tyle co nietaktowne, co po prostu niegrzeczne, ale był przekonany, że gdy przyjdzie na to czas będzie w stanie zderzyć się z konsekwencjami swoich własnych słów. Zazwyczaj musiał to robić w pracy, w domu też nauczono go, że każdy ton, sentencja i dobór słownictwa ma największe znaczenie, że dzięki odpowiedniemu podejściu można zjednać sobie wszystkich. Ale Elliott był zmęczony graniem, bo życie nie dawało mu odpowiednio wysokiego wynagrodzenia za występy na jego deskach, a przynajmniej nie takie, które by docenił.
Temat o matematyce skrzętnie pominął jedynie kiwając głową w zrozumieniu i potwierdzeniu słów towarzysza. Nie chciał wchodzić w szczegóły przekrętów, wiedział o zbyt wielu, aby poruszać ten temat z kimś z Departamentu Przestrzegania Prawa. Prawda była taka, ze liczby, mimo iż prowadziły często do przestępstw to bez swojej otoczki obracania się w towarzystwie oraz znajomości prawa niczego by nie zdziałały. Najgorsze nadużycia zazwyczaj wychodziły od samej instytucji, która powinna takowym zapobiegać, tutaj też nie było wyjątków.
- Fascynujące? No dobrze, przyjmuję to jako zaproszenie. - odparł bez zawahania i już odnotował sobie w głowie, aby przy następnym sprawdzaniu bilansów wypadków i innych tego typu rzeczy być nad wyraz upierdliwym i wysłać Erikowi parę notek, a może nawet zaprosić go na spotkanie,które mogło być emailemktóre mogło być załatwione w dwóch listach. Uśmiechnął się do siebie na tę wizję, bo były dni, w których oglądanie tego jak nękani przez niego urzędnicy wzdychają i wywracają oczami przynosiło mu niemałą satysfakcję. Czasami nawet nie krył się z tym, że wykorzystuje swoje stanowisko, aby utrzeć im nosa za nieodpowiednio uczynne wykonywanie swoich obowiązków. Elliott chorobliwie mierzył wszystkich innych swoją miara, jeżeli ktoś był niewystarczająco dobry automatycznie tracił jego szacunek. Nie lubił i nie cackał się z niekompetencją.
Dopił ostatni łyk rozwodnionego już roztopionymi kostkami lodu drinka toteż zmuszony był zamówić kolejną porcję, bo rozmowa była zbyt wciągająca, aby chciał zacząć się zbierać. Zresztą, noc była jeszcze młoda, a on nigdy nie sypiał najlepiej. Simone spędzała weekend z rodziną, on teoretycznie też powinien, bo jutro czekała go oficjalniejsza kolacja, ale będzie się tym przejmował rano zażywając eliksiry na kaca. Przy okazji poprosił tez o kolejne piwo dla Erika, bo skoro zarzekł się, że stawia kolejną kolejkę to tez miał zamiar dotrzymać słowa.
Zamrugał udając, że dym nowo odpalonego papierosa zaczął szczypać go w oczy, bo musiał przed sobą przyznać, że nie spodziewał się usłyszeć, że jego opinia jest rozsądna. Przynajmniej nie od kogoś o nazwisku Longbottom, nawet jeżeli tym kimś był Erik, jego dawny, dobry znajomy. Mogli się kiedyś dogadywać, ale Elliott był prawie pewien, że nie zgodziliby się w politycznych tematach. Nie dał po sobie poznać zdziwienia, zaciągnął się jedynie papierosem i dał skończyć drugiemu mężczyźnie myśl nie odrywając odeń spojrzenia; jednocześnie skorzystał z okazji, aby móc lepiej przyjrzeć się jego twarzy z bliska. Parodniowy zarost definitywnie mu służył, podkreślał ostrość szczęki i dodawał mu pare lat, ale w dobrym tych słowa znaczeniu; można powiedzieć, że pozbawiał obserwatora możliwości podważenia powagi i dojrzałości. Zielone oczy, teraz zamyślone, a wcześniej zatopione w ognikach rozbawienia kontrastujące z ciemnymi włosami, więc odznaczające się odpowiednio, aby rozjaśniać przystojną twarz.
Po chwili milczenia musiał przed sobą przyznać, że alkohol miał na niego wystarczający wpływ, aby nie zorientował się, że nadeszła jego kolej w dyskusji. Odchrząknął.
- Uważasz się za idealistę? - zapytał, mimochodem, bo chociaż to zdanie wypowiedział tylko po to, aby móc odtworzyć sobie w głowie raz jeszcze zarejestrowaną przed chwilą wypowiedź Longbottoma, tak był to aspekt, który faktycznie go ciekawił.
- Myślałeś kiedyś o karierze w polityce albo Wizengamocie? Myśle, że ludzie w obydwu przypadkach skorzystaliby z kogoś, kto w tak umiejętny sposób jest w stanie wyrazić swoją opinię i analizę sytuacji, jednocześnie nie urażając uczuć żadnej ze stron. Do odpowiedniego wyważenia należy mieć smykałkę, ale możliwe, że przymus dawania wywiadów przygotował cię już do tego, że ktoś zawsze może przyczepić się do danej części twojej wypowiedzi i wyciągnąć z niej co innego, niż ty chciałeś przekazać. - odparł na razie nie obdarzając rozmówcy swoim własnym punktem widzenia, właściwie zastanawiał się czy w ogóle powinien to robić oraz czy posiada jakąkolwiek opinię. Nie był pewien. Wypowiadanie się za zmianami, jakie chciał wprowadzić były Minister podważało autorytet jego rodziny oraz, przede wszystkim ojca, który jest aktualnie prowodyrem w szopce Malfoyów.
- Poniekąd masz rację, ale mam wrażenie, że omijasz bardzo ważną kwestię w tym wszystkim. Zmiany zawsze się dzieją, ale nie tak gwałtownie, w momencie jak ktoś chce przewrócić wszystko do góry nogami i stworzyć nowe zasady, według swojej modły oraz komfortu to wtedy pałeczka przechodzi z rąk jednej grupy sprawującej władzę do tej drugiej. Często kończy się to przechyleniem szali na drugą stronę, a nie pozbyciem się nierówności i problemu. - zrobił pauzę, bo właśnie przyniesiono im kolejne drinki. Skorzystał z tej chwili i zaciągnął się papierosem strzepując resztkę popiołu do popielniczki.
- Równość brzmi bardzo dobrze w aktorskich przemowach dla gazet, do ludzi, w obwieszczeniach, ale w prawdzie to tylko przykrywka do tego, aby ustanowić rzeczy, które według danej osoby działałyby lepiej. Za tym idzie wprowadzanie nowych ustaw i funkcjonowanie z ludźmi, którzy być może mają inną wizję na temat lepszej, zmienionej przyszłości. Głównie dlatego, że nie mówimy tutaj o kwestii stu czy dwustu lat. Moja rodzina wyznaje swoje wartości conajmniej od dziesięciu wieków, a to jest bagaż który bardzo trudno zmieścić w kadencji jednego człowieka jaki, być może, chciał dobrze.
Zaczął dość neutralnie, według siebie, bo też nie chciał odkrywać wszystkich kart, ale uznał, ze wrzucenie personalnej, rodzinnej historii będzie tutaj odpowiednim ruchem, aby przekazać ciężkość lat, historii i tradycji i jak bardzo osoby typu Leacha porywały się z motyką na księżyc.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦