12.08.2023, 18:01 ✶
Lubił dotyk; lubił być dotykany - mocno, delikatnie, z troską, ozięble, w ferworze pożądania, nienawistnie. Własne emocje były tak mocne, że do poczucia tych cudzych, potrzebował silnego bodźca, który mógł wprowadzić do życia odrobinę pikanterii, w jakimkolwiek tego słowa znaczeniu. Pod naciskiem palców, dłoni, skóry jego ciało zdawało się spełniać swój obowiązek, było używane, namacalne, tak bardzo w centrum uwagi tego, który dotykał. Im mocniej, tym lepiej. Ściskanie za nadgarstki, stawy, mocne i wyraźne dawanie znaku, że chce się go utrzymać w jednym miejscu, tylko dla siebie, poprowadzić gdzieś ze sobą – niezależnie od celu. Ekscytowała go niewiadoma, adrenalina płynąca z biologicznej reakcji ciała na zagrożenie. Uświadomił sobie poprzedniego wieczora, że właśnie to mogłoby go wprawić w największą ekstazę, do tego stopnia, że wszystkie poprzednie przeżycia zbladły, stały się niewystarczające. Mimo, że uścisk Desmonda brał się tylko i wyłącznie z praktyczności i nie miał w sobie siły wczorajszego uderzenia, to zaledwie muśnięcie przypominało uczucie rozlewającego się bólu i ciepła.
Powstrzymał westchnięcie, znaleźli się w jadalni.
Jasność szarości sprawiła, że zabolały go oczy, więc przymrużył je na chwilę, co zwolniło jego reakcję na zastawiony skromnie stół. Postanowił nie skomentować wyboru jedzenia i tego, że było go prawdopodobnie dość mało, a przede wszystkim, że nie porażało różnorodnością, tak jak dzień za oknami swoją jasnością. Cóż, może to i lepiej - nie zrobi mu się niedobrze i będzie mógł kontynuować przyjemne omanienie, jakim otuli go smak mocnego alkoholu.
– Usiądę – odparł lakonicznie, a uśmiech, wcześniej dość błogi, zmienił się w grymas samozadowolenia, gdy przysunął odsunięte przez Desmonda krzesło z powrotem do stołu. Okrążył go w miarę najkrótszą i najprostszą drogą i usiadł na przeciwko gospodarza. Chciał na niego patrzeć, nie powinna mu być zabierana ta możliwość. Zwłaszcza, gdy był tak zmęczony i mógł nie panować nad nałożoną maską wiecznego zblazowania. Sięgnął przez stół po talerz, jaki był dla niego przygotowany i przeciągnął go po drewnie, pozwalając ramionom się spiąć, a klatce piersiowej oprzeć się o blat, naprzeć na niego, do tego stopnia, że gdy się wyprostował na skórze została czerwona linia. Nie chciał ubierać golfa, byłoby mu w nim za gorąco, choć teraz odrobinę żałował, bo chłód posadzki w jadalni i brak sennego ciepła, zaczęły mu doskwierać.
– Smacznego – pożyczył mu, niby nigdy nic i sam sięgnął po crumpets, oblewając swoją porcję bardzo dużą ilością syropu klonowego, wręcz topiąc pieczywo w kleistości sosu.
Powstrzymał westchnięcie, znaleźli się w jadalni.
Jasność szarości sprawiła, że zabolały go oczy, więc przymrużył je na chwilę, co zwolniło jego reakcję na zastawiony skromnie stół. Postanowił nie skomentować wyboru jedzenia i tego, że było go prawdopodobnie dość mało, a przede wszystkim, że nie porażało różnorodnością, tak jak dzień za oknami swoją jasnością. Cóż, może to i lepiej - nie zrobi mu się niedobrze i będzie mógł kontynuować przyjemne omanienie, jakim otuli go smak mocnego alkoholu.
– Usiądę – odparł lakonicznie, a uśmiech, wcześniej dość błogi, zmienił się w grymas samozadowolenia, gdy przysunął odsunięte przez Desmonda krzesło z powrotem do stołu. Okrążył go w miarę najkrótszą i najprostszą drogą i usiadł na przeciwko gospodarza. Chciał na niego patrzeć, nie powinna mu być zabierana ta możliwość. Zwłaszcza, gdy był tak zmęczony i mógł nie panować nad nałożoną maską wiecznego zblazowania. Sięgnął przez stół po talerz, jaki był dla niego przygotowany i przeciągnął go po drewnie, pozwalając ramionom się spiąć, a klatce piersiowej oprzeć się o blat, naprzeć na niego, do tego stopnia, że gdy się wyprostował na skórze została czerwona linia. Nie chciał ubierać golfa, byłoby mu w nim za gorąco, choć teraz odrobinę żałował, bo chłód posadzki w jadalni i brak sennego ciepła, zaczęły mu doskwierać.
– Smacznego – pożyczył mu, niby nigdy nic i sam sięgnął po crumpets, oblewając swoją porcję bardzo dużą ilością syropu klonowego, wręcz topiąc pieczywo w kleistości sosu.
“Why can't I try on different lives, like dresses, to see which one fits best?”
♦♦♦