12.08.2023, 18:08 ✶
Na usta cisnęło mu się, że na wspomienie jej imienia przyszłe pokolenia drżałyby raczej targane chichotem, ale nie zamierzał jej o tym mówić, jedynie patrzył na nią z tym samym znudzeniem, co na każdego.
Arogancja współczesnych kobiet dzień po dniu psuła mu krew, Bellatrix nie zamierzała zaburzać rutyny. Żałował, że sam nie mógł przypomnieć jej o tradycyjnym porządku, wszakże teraz było to rolą jej ojca, a po ślubie - jej męża. Pokładał wiele wiary w umiejętności mężczyzn z dwóch tak czystych, wybitnych rodów.
– Miód na moje serce - powtórzył po niej niby martwe echo i zawahał się. – Z doświadczenia wiem jak. Lukratywna. Potrafi być obecność o-oleandra tylko. Dalej zastanawia mnie jak radzi sobie on w waszej współpracy z. Tak. Miękkim. Sercem.
Prawdą było, że nie potrafił sobie wyobrazić osobliwego przyjaciela w sytuacjach tak pełnych przemocy. Nie potrafił sobie wyobrazić, jak Oleander, z tą swoją wewnętrzną delikatnością, mógłby podnieść na kogoś rękę. Kłótnie, złośliwe żarty, może nawet drobne bójki... ale zrobienie komuś prawdziwej krzywdy? To przecież zawsze była w pewnym stopniu zabawa, wygłupy, zwykłe popisy.
Nie zamierzał obdarzyć jej odpowiedzią na pytanie, które później zadała. Wierzył w nią i w jej zdolności dedukcji, ponadto miał przeczucie, że zostawienie tego w sferze domysłów okaże się korzystniejsze dla niego.
Przyglądał się temu, jak otwierała kopertę i jak badała jej zawartość. W jej ruchach widać było pewność siebie, która, z zaskoczeniem zauważył, budziła w nim lekką irytację. Narastającą irytację.
– Czy wiesz jak się tym. Posługiwać – zapytał beznamiętnie, obdarzając dziewczynę uprzejmym uśmiechem.
Arogancja współczesnych kobiet dzień po dniu psuła mu krew, Bellatrix nie zamierzała zaburzać rutyny. Żałował, że sam nie mógł przypomnieć jej o tradycyjnym porządku, wszakże teraz było to rolą jej ojca, a po ślubie - jej męża. Pokładał wiele wiary w umiejętności mężczyzn z dwóch tak czystych, wybitnych rodów.
– Miód na moje serce - powtórzył po niej niby martwe echo i zawahał się. – Z doświadczenia wiem jak. Lukratywna. Potrafi być obecność o-oleandra tylko. Dalej zastanawia mnie jak radzi sobie on w waszej współpracy z. Tak. Miękkim. Sercem.
Prawdą było, że nie potrafił sobie wyobrazić osobliwego przyjaciela w sytuacjach tak pełnych przemocy. Nie potrafił sobie wyobrazić, jak Oleander, z tą swoją wewnętrzną delikatnością, mógłby podnieść na kogoś rękę. Kłótnie, złośliwe żarty, może nawet drobne bójki... ale zrobienie komuś prawdziwej krzywdy? To przecież zawsze była w pewnym stopniu zabawa, wygłupy, zwykłe popisy.
Nie zamierzał obdarzyć jej odpowiedzią na pytanie, które później zadała. Wierzył w nią i w jej zdolności dedukcji, ponadto miał przeczucie, że zostawienie tego w sferze domysłów okaże się korzystniejsze dla niego.
Przyglądał się temu, jak otwierała kopertę i jak badała jej zawartość. W jej ruchach widać było pewność siebie, która, z zaskoczeniem zauważył, budziła w nim lekką irytację. Narastającą irytację.
– Czy wiesz jak się tym. Posługiwać – zapytał beznamiętnie, obdarzając dziewczynę uprzejmym uśmiechem.