12.08.2023, 19:01 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.08.2023, 02:01 przez Elliott Malfoy.)
Był przyzwyczajony do ludzi, którzy uciekali od intensywności jego spojrzenia. Mieli ku temu różne powody, choć najczęściej nie byli w stanie poradzić sobie z własnymi, uprzykrzającymi się emocjami, jakie drapały od środka, alarmując o chłodnym spojrzeniu. Posiadanie autorytetu ciągnęło za sobą sporą odpowiedzialność, między innymi znoszenie wiecznego spięcia czy lęków rozmówców. Elliottowi zdarzało się myśleć o tych biednych, niefortunnych duszyczkach stresujących się samą jego obecnością. Czasami się z nimi bawił, naciskając co rusz z innej strony. Otwierał niezagojone rany bądź tworzył nowe i delektował się ich strachem, pozwalając sobie na chwilę słabości. Wyłapywał grymasy nieoczekiwanych emocji na twarzach rozmówców; nie mogli się powstrzymać, nie mogli ukryć, byli całkowicie podlegli jego woli, jak złapana w potrzask ofiara, czekająca na egzekucję, która nigdy nie nadejdzie. Posiłkowała go niepewność, w jakiej zostawiał ludzi, ta niewypowiedziana, najprzyjemniejsza, której nigdy nie dało się udowodnić i można było zamieść pod dywan krótkim 'wydaje ci się'. Mimo to, współczuł im. Pamiętał jak wielki dyskomfort powodowała w nim osoba ojca, gdy był młodszy. Nawet teraz zdarzało mu się odczuwać dreszcze na sam dźwięk głosu Fortinbrasa. Były to uczucia porównywalne, acz w swej skali niesamowicie oddalone. On miał powody, aby obawiać się ojca i przeżycia, które doprowadziły go do takiego stanu. A nieznajomi, pracownicy bądź dalsza rodzina i znajomi nigdy nie doświadczyli z jego strony nawet połowy upokorzenia, którym od urodzenia obdarowywał go Fortinbras. Nie rozumiał więc i było dla niego trudnym, aby odczuć cokolwiek innego niż współczucie. Puste w swoim chłodzie, zupełnie jak echa głosów odbijających się po klatce schodowej kamienicy. W wypadku kuzyna, zgadywał, że sytuacja była zgoła inna. Zakładał, że rodzice Desmonda kładli na niego niemałą presje, aby prezentował się jak najlepiej przed każdym innym członkiem rodziny. Poza tym, był bardzo młody, wciąż targany przez dyskomforty dorastania, zwłaszcza te emocjonalne.
Nie bez powodu nadzieje nazywa się matką głupców, zechciał odpowiedzieć, acz dziwna pauza, którą kuzyn wkomponował w swoje zdanie go powstrzymała. To nie był przypadkowy znajomy, a młody człowiek, który nosił jego własne nazwisko. Może nie czuł się za niego odpowiedzialny, w ten sam sposób, w jaki czuł się za swojego własnego syna, ale definitywnie nie chciał, aby młodszy mężczyzna zamknął się w sobie. Już teraz wydawał się konsumowany przez lęki.
– Nie wiem czy osobiście pokładałbym w nim takie nadzieje, aczkolwiek dobrze jest usłyszeć miłe słowo o przyjacielu – skomentował, a lekki, grzecznościowy uśmiech wciąż nie schodził mu z twarzy. Choć niewiele dało się z Elliotta wyczytać, tak po odprawie Lesliego i przekroczeniu progu przez Desmonda, odnalazła się na jego twarzy odrobina ciepła, która wcześniej blokowana była okowami konwenansów.
– To taki nasz rodzaj żartów, nie musisz się bać, że będziesz nietaktowny, to nie stół rodzinny w Wiltshire. Mój ulubiony to twierdzenie, że kupił dyplom na Nokturnie. – Uniósł jedną brew, bo chłopak wciąż wypadał się spięty. – Przecież to oczywiste, że stać go na lepsze falsyfikaty.
Wyrecytowanie listu w pewnym stopniu go zaskoczyło, chociaż wcale nie powinno było. Nie dał tego po sobie poznać. W tej rodzinie trzymanie takich informacji jak najbliżej siebie było istotne, sam prowadził umysłowe notatki w podobnym charakterze, choć o wiele mniej dokładne - tak, aby mieć możliwość faktycznego zapamiętania na dłuższy czas niż pare tygodni.
– Mam bardzo młodego syna, jak zapewne wiesz. Urządzanie tego spotkania u mnie w domu byłoby conajmniej nierozważne, ale, że Perseus sam nie musi przejmować się takimi sprawami, toteż kompletnie wypchnął te informację z głowy. I jesteś pewien, co do bycia spragnionym? Parę łyków jakiegoś trunku pozwoliłoby ci się rozluźnić. – Sam doskonale wiedział, jak spięcie działa na całe ciało, a przede wszystkim umysł. Uciekał się do zbyt częstego popijania alkoholu nazbyt często, aby uważać za problem oferowanie takich sposobów innym osobom.
– Usiądź w salonie, jakbyś czegoś potrzebował, zadzwoń dzwonkiem. I Elliott wystarczy, Pan wprowadza dziwnie oficjalną atmosferę. Albo szkolną, a ja w szkole nie byłem od bardzo dawna – mówiąc to, udał się do góry, coby zwieńczyć przygotowywanie się do wyjścia paroma rytuałami.
Nie bez powodu nadzieje nazywa się matką głupców, zechciał odpowiedzieć, acz dziwna pauza, którą kuzyn wkomponował w swoje zdanie go powstrzymała. To nie był przypadkowy znajomy, a młody człowiek, który nosił jego własne nazwisko. Może nie czuł się za niego odpowiedzialny, w ten sam sposób, w jaki czuł się za swojego własnego syna, ale definitywnie nie chciał, aby młodszy mężczyzna zamknął się w sobie. Już teraz wydawał się konsumowany przez lęki.
– Nie wiem czy osobiście pokładałbym w nim takie nadzieje, aczkolwiek dobrze jest usłyszeć miłe słowo o przyjacielu – skomentował, a lekki, grzecznościowy uśmiech wciąż nie schodził mu z twarzy. Choć niewiele dało się z Elliotta wyczytać, tak po odprawie Lesliego i przekroczeniu progu przez Desmonda, odnalazła się na jego twarzy odrobina ciepła, która wcześniej blokowana była okowami konwenansów.
– To taki nasz rodzaj żartów, nie musisz się bać, że będziesz nietaktowny, to nie stół rodzinny w Wiltshire. Mój ulubiony to twierdzenie, że kupił dyplom na Nokturnie. – Uniósł jedną brew, bo chłopak wciąż wypadał się spięty. – Przecież to oczywiste, że stać go na lepsze falsyfikaty.
Wyrecytowanie listu w pewnym stopniu go zaskoczyło, chociaż wcale nie powinno było. Nie dał tego po sobie poznać. W tej rodzinie trzymanie takich informacji jak najbliżej siebie było istotne, sam prowadził umysłowe notatki w podobnym charakterze, choć o wiele mniej dokładne - tak, aby mieć możliwość faktycznego zapamiętania na dłuższy czas niż pare tygodni.
– Mam bardzo młodego syna, jak zapewne wiesz. Urządzanie tego spotkania u mnie w domu byłoby conajmniej nierozważne, ale, że Perseus sam nie musi przejmować się takimi sprawami, toteż kompletnie wypchnął te informację z głowy. I jesteś pewien, co do bycia spragnionym? Parę łyków jakiegoś trunku pozwoliłoby ci się rozluźnić. – Sam doskonale wiedział, jak spięcie działa na całe ciało, a przede wszystkim umysł. Uciekał się do zbyt częstego popijania alkoholu nazbyt często, aby uważać za problem oferowanie takich sposobów innym osobom.
– Usiądź w salonie, jakbyś czegoś potrzebował, zadzwoń dzwonkiem. I Elliott wystarczy, Pan wprowadza dziwnie oficjalną atmosferę. Albo szkolną, a ja w szkole nie byłem od bardzo dawna – mówiąc to, udał się do góry, coby zwieńczyć przygotowywanie się do wyjścia paroma rytuałami.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦