Victoria kojarzyła Sarah ze szkoły jak przez mgłę. Kojarzyła ją z domu Slytherina, którego była jedną z prefektek, a Sarah była jedną z młodszych koleżanek, ale jeśli kiedykolwiek zamieniły ze sobą słowa, to niezbyt dużo i Lestrange tego nie pamiętała. Sam eteryczny wygląd dziewczyny – owszem, i że była nieco ekscentryczna, ale to tyle. Victoria nie była uprzedzona w żadnym wypadku, no do cholery, jako Ślizgonka trzymała się też z Gryfonami, to tym bardziej dziewczę przydzielone do domu szlachetnego Salazara miałaby źle kojarzyć? Nigdy nic jej nie zrobiła, i odwrotnie też nie. Victoria nie była okrutna z natury i na pewno nie potrzebowała nikomu w szkole na tym polu nic udowadniać, była ponad to. Zabawy w gnębienie innych uczniów to nie było dla niej, poza tym miała ważniejsze sprawy na głowie: jak naukę.
Teraz, gdy ujrzała Sarah w hallu zdziwiła się tylko odrobinę. Zapatrzyła się w nią, dopasowując imię do twarzy i ogólnego wyglądu… w zasadzie nie dziewczyny, nie. Kobiety. Sarah to już dorosła kobieta, wyższa od Victorii, a przez to, jak chuda była, wydawała się nawet, jakby tych centymetrów miała jeszcze więcej. Jej jasne włosy, jasna oprawa oczu i srebrne tęczówki nadawały jej aparycji jakiejś takiej… tajemniczości. Mistycyzmu. Pasowała na gorliwą wyznawczynię Matki i kapłankę. Poza tym była naprawdę urocza.
Jeśli wada wymowy panny Macmillan jakkolwiek zdziwiła Victorię, to nie dała tego po sobie poznać. Kiwnęła do niej głową w odpowiedzi na przywitanie.
- Dzień dobry – powiedziała za chwilę. - Ja… Chciałam porozmawiać – powiedziała w końcu, po kilkusekundowej pauzie. - Szukam wskazówek. I spirytysty – chciała konkretnie wyrazić swój powód przybycia tutaj i jak sądziła – trafiła z tym pod dobry adres, bo w kowenie zajmowano się takimi rzeczami. Potrzebowała jak duchowej rozmowy, może nawet o wierze – bo Victoria zobaczyła i uwierzyła, jak i kogoś, kto rozwiałby być może część jej wątpliwości odnośnie rzeczy, jakie widywała, a jakie nie miały sensu. Nie mogły to być jej wspomnienia…