Żadnych nowych ran, żadnych pobitych okien, żadnych przewróconych mebli. Bilans strat na tę noc prezentował się tak: siniaki na jej szyi zmieniły kolor na jeszcze bardziej fioletowo-niebiesko-zielono-żółty i jedne otworzone drzwi tarasowe. Fakt był jednak taki, że Victoria dość spokojnie noc przespała, nie wybudziła się przedwcześnie, nikt jej nie gonił, nie przestała nagle oddychać i żadne rany się z powietrza nie pojawiły. Był tylko większy niepokój. Noc bywała tajemnicza i niosła ze sobą smak niebezpieczeństwa, ale kiedy myślisz o tym, że pełne słońce rzuca cienie, a w tych cieniach czai się coś… Coś groźnego, co uderzy, gdy zaśniesz, to niepokój potrafił tylko rosnąć. Bo to znaczyło, że nigdy nie było się bezpiecznym, nawet w zaciszu własnej głowy i snów, kiedy ciało i umysł miały odpoczywać i się regenerować.
- Kiedy? – chciała wiedzieć kiedy czuł? W nocy? Nad ranem? - Bardzo? – czy to było takie same uczucie jak wczoraj? Zakładała, że nie, bo gdyby takie było, to pewnie przyszedłby w nocy jak ostatnio. Zmiana w stosunku do wczoraj była jeszcze jedna, Victoria spała, więc nie była taka zmęczona, myślała też trzeźwo, albo przynajmniej bardziej trzeźwo. - Miałam dziwny sen. Pojawił się w nim mężczyzna, nie ten sam, inny, był ubrany po mugolsku i miał ze sobą taką śmieszną mugolską broń. I powiedział mi, że się go pozbył co da mi na jakiś czas spokój. Rano był tutaj otwarty taras, tylko, że nikt z nas go nie otwierał – Victoria niespokojnie obejrzała się do tyłu, na te przeszklone drzwi, wypatrując tam czegoś… Ale niczego nie dostrzegła. - Pisałam o tym Brennie, bo i tak musiałam jej odpisać, robiła rysopis tamtego… tamtego. Dostałam od niej wtedy bardzo dokładny rysunek tego faceta z dzisiaj – przestała się kręcić i teraz spojrzała wprost na Sauriela. - Napisała mi, że… - Victoria przerwała na moment i wygrzebała z kieszeni długiej spódnicy zwitek pergaminu. Wyciągnęła go do Sauriela, żeby sam go przeczytał.
Znajdź specjalistę od pieczęci, niech zabezpieczy drzwi i okna.
Wypatruj cieni. Jeżeli jakieś zobaczysz i poczujesz, że ktoś cię obserwuje, tej nocy nie idź spać.
Nie byłaś jedyna.
- Matka powiedziała, że załatwi kogoś. Sprawdzą i zabezpieczą dom – dodała jeszcze i objęła samą siebie ramionami, bo poczuła, jakby zrobiło jej się zimniej. Ale nie było to możliwe, bo ciągle było jej tak samo zimno i to zupełnie się nie zmieniało. Mogła się za to przyzwyczaić.
Pokiwała głową w odpowiedzi na jego pytanie i skierowała wzrok na stojącą nieopodal torbę. Wyglądała niepozornie, ale żadnego czarodzieja nie powinno dziwić, że w środku była większa niż na zewnątrz.