13.08.2023, 17:50 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.08.2023, 18:10 przez Oleander Crouch.)
Westchnął głęboko słysząc kolejne wypowiedzi Desmonda. Nie był głodny, a chłodna logika i niechęć przemawiająca przez przyjaciela, tylko sprawiały, że żołądek ściskał mu się jeszcze bardziej. Spojrzał spod byka na crumpets, a potem na samego Malfoya, jakby z wyrzutem, którego tym razem nie wyraził słownie. Przynajmniej na razie. Wyglądał jak nadąsany dzieciak, któremu mama odmówiła zamówienia kolejnego ciastka w kawiarni. Ładna buzia była o krok od wygięcia się w niezadowolonym grymasie.
– To po co pijesz alkohol – wyrzucił z siebie z podobną pretensją, która rysowała się na jego twarzy. Czuł, że złość powoli grzęzła mu w gardle, a emocje zmieniały się jak w kalejdoskopie, zaczynało go to drażnić, w nieprzyjemny sposób stresować – I po co tu siedzisz. Śpij jak jesteś zmęczony. Albo się nie męcz. Co innego masz do roboty – burknął pod nosem.
Sięgnął po jednego z crumpets widelcem. Nie pokroił go tylko podniósł w całości, aby ugryźć. Mimo to, postępował z jedzeniem wystarczająco uważnie, aby słodki syrop klonowy skapywał tylko i wyłącznie na talerz.
– Nie chcę twojej uwagi. Znaczy, chcę. Ale nie w taki sposób. Jedzenia też właściwie nie chcę, nie jestem głodny. – udało mu się zjeść jednego z crumpets, ale na tym poprzestał. Nie potrafił się zmusić, aby sięgnąć po drugiego. Nie potrafił ułożyć myśli w logiczny sposób, wyciągnąć z emocji sensu. Zaczynała go boleć klatka piersiowa.
– Chcę pójść do domu. Powinienem był pójść wieczorem. – W gruncie rzeczy, wcale nie chciał. Potrzebował zmusić Desmonda do wylania z siebie tego, co kłębiło mu się w głowie. Nie mógł znieść tego napięcia. Prawdopodobnie powinien był powiedzieć wprost czego wymagał, ale miał zbyt duży mętlik w głowie, a zdrowe mechanizmy i umiejetność klarownej komunikacji o emocjach nie były tymi, które posiadał.
– To po co pijesz alkohol – wyrzucił z siebie z podobną pretensją, która rysowała się na jego twarzy. Czuł, że złość powoli grzęzła mu w gardle, a emocje zmieniały się jak w kalejdoskopie, zaczynało go to drażnić, w nieprzyjemny sposób stresować – I po co tu siedzisz. Śpij jak jesteś zmęczony. Albo się nie męcz. Co innego masz do roboty – burknął pod nosem.
Sięgnął po jednego z crumpets widelcem. Nie pokroił go tylko podniósł w całości, aby ugryźć. Mimo to, postępował z jedzeniem wystarczająco uważnie, aby słodki syrop klonowy skapywał tylko i wyłącznie na talerz.
– Nie chcę twojej uwagi. Znaczy, chcę. Ale nie w taki sposób. Jedzenia też właściwie nie chcę, nie jestem głodny. – udało mu się zjeść jednego z crumpets, ale na tym poprzestał. Nie potrafił się zmusić, aby sięgnąć po drugiego. Nie potrafił ułożyć myśli w logiczny sposób, wyciągnąć z emocji sensu. Zaczynała go boleć klatka piersiowa.
– Chcę pójść do domu. Powinienem był pójść wieczorem. – W gruncie rzeczy, wcale nie chciał. Potrzebował zmusić Desmonda do wylania z siebie tego, co kłębiło mu się w głowie. Nie mógł znieść tego napięcia. Prawdopodobnie powinien był powiedzieć wprost czego wymagał, ale miał zbyt duży mętlik w głowie, a zdrowe mechanizmy i umiejetność klarownej komunikacji o emocjach nie były tymi, które posiadał.
“Why can't I try on different lives, like dresses, to see which one fits best?”
♦♦♦