13.08.2023, 20:33 ✶
Perseus Black.
Perseus Black.
PERESUS BLACK.
Dotykałem pustki w swojej głowie, kiedy powtarzałem sobie na różne sposoby jego imię i jego nazwisko. Raz nawet wyplułem je przez wargi w postaci szeptu, usilnie próbując napędzić swój umysł do działania.
Nie znałem go za dobrze. Właściwie, tylko z widzenia na bankietach, z nic nieznaczących rozmów w grupie i... Nieco mnie przerażał jego przenikliwy wzrok. Starałem się na niego nie patrzeć, szczególnie że miałem ze sobą problemy, a on był magipsychologiem. Miałem czasami wrażenie, że wyżerał spojrzeniem dusze, ale, rzecz jasna, były to moje chore, żartobliwe wizje o końcu świata, o końcu czarodziejów, o końcu mnie. To tak, jak moje żywienie nadziei, że któregoś dnia żądlibąki zeżrą mojego Ojca, choć wcale nie było ich w jego gabinecie. Doskonale to wiedziałem, ale łudziłem się. Czasami było mi z tym lżej, a czasami ciężej.
Zmarszczyłem się w intensywnym myśleniu, ale cokolwiek bym nie przywołał z pamięci o Perseusu Blacku, nie oceniało go w moich oczach ani pozytywnie, ani negatywnie. Kulał, ale chodził. Niepełnosprawny nie był, ale zaniedbany. Nie pomyślałbym, że mógłby być w typie mojej siostry... Chuderlawy.
- Myślę, że nie masz czego się obawiać... - zacząłem, przerywając na chwilę. Próbowałem ponownie wypowiedzieć jego imię, ale jakoś nie chciało mi przejść przez gardło. Jakby nie patrzeć, zbałamucił moją bliźniaczkę. Dotykał ją w miejscach, w których nie powinien tego robić.
Zamknąłem oczy, ale nie miało to znaczenia. Vespera i tak stała tyłem do mnie, więc na wiele moja stonowana mimika mogła pomóc. Wypuściłem powietrze ze świstem, powtarzając sobie w myślach, że tu nie chodziło o mnie ani o niego, ale o Vesperę. To ona tu była najważniejsza, a nie jakiś dupek.
- Perseus wydaje się być rozważnym mężczyzną, stonowanym. Nie powinnaś się obawiać rozmowy z nim - wyznałem, chcąc podnieść ją na duchu. - Niezależnie od tego, jakie ma plany życiowe, może zmienić zdanie, kiedy usłyszy o dziecku... O ile w ogóle ono jest powodem twoich mdłości. Wpierw musimy to potwierdzić, a jak to potwierdzisz, to spotkasz się z nim i będziesz super silną kobietą, bo taka jest Vespera Rookwood. Jesteś silniejsza ode mnie, pamiętaj o tym. Jesteś silniejsza niż którykolwiek mężczyzna w tym domu - stwierdziłem, bo też tak prawdopodobnie było, zapewne pomijając Ojca, ale on... Na przykład nie był zbyt urodziwy i miał swoje obsesje, więc nie mógł działać na skalę Vespery. Otóż to! I gdybym miał wybierać, to wybrałbym Vesperę, a nie Jego.
- Jeśli potrzebujesz wsparcia, mogę przy wszystkim uczestniczyć. Od początku do końca - zaproponowałem, kładąc jej dłoń na ramieniu. - Co powiesz na odprężającą kąpiel? Przyniosę ci odpowiednie kadzidła - kontynuowałem. Wpierw odprężenie, uspokojenie się, a potem działanie - po Rookwoodowemu. Nie będzie przecież płakać, skoro były sprawy do załatwienia.
Perseus Black.
PERESUS BLACK.
Dotykałem pustki w swojej głowie, kiedy powtarzałem sobie na różne sposoby jego imię i jego nazwisko. Raz nawet wyplułem je przez wargi w postaci szeptu, usilnie próbując napędzić swój umysł do działania.
Nie znałem go za dobrze. Właściwie, tylko z widzenia na bankietach, z nic nieznaczących rozmów w grupie i... Nieco mnie przerażał jego przenikliwy wzrok. Starałem się na niego nie patrzeć, szczególnie że miałem ze sobą problemy, a on był magipsychologiem. Miałem czasami wrażenie, że wyżerał spojrzeniem dusze, ale, rzecz jasna, były to moje chore, żartobliwe wizje o końcu świata, o końcu czarodziejów, o końcu mnie. To tak, jak moje żywienie nadziei, że któregoś dnia żądlibąki zeżrą mojego Ojca, choć wcale nie było ich w jego gabinecie. Doskonale to wiedziałem, ale łudziłem się. Czasami było mi z tym lżej, a czasami ciężej.
Zmarszczyłem się w intensywnym myśleniu, ale cokolwiek bym nie przywołał z pamięci o Perseusu Blacku, nie oceniało go w moich oczach ani pozytywnie, ani negatywnie. Kulał, ale chodził. Niepełnosprawny nie był, ale zaniedbany. Nie pomyślałbym, że mógłby być w typie mojej siostry... Chuderlawy.
- Myślę, że nie masz czego się obawiać... - zacząłem, przerywając na chwilę. Próbowałem ponownie wypowiedzieć jego imię, ale jakoś nie chciało mi przejść przez gardło. Jakby nie patrzeć, zbałamucił moją bliźniaczkę. Dotykał ją w miejscach, w których nie powinien tego robić.
Zamknąłem oczy, ale nie miało to znaczenia. Vespera i tak stała tyłem do mnie, więc na wiele moja stonowana mimika mogła pomóc. Wypuściłem powietrze ze świstem, powtarzając sobie w myślach, że tu nie chodziło o mnie ani o niego, ale o Vesperę. To ona tu była najważniejsza, a nie jakiś dupek.
- Perseus wydaje się być rozważnym mężczyzną, stonowanym. Nie powinnaś się obawiać rozmowy z nim - wyznałem, chcąc podnieść ją na duchu. - Niezależnie od tego, jakie ma plany życiowe, może zmienić zdanie, kiedy usłyszy o dziecku... O ile w ogóle ono jest powodem twoich mdłości. Wpierw musimy to potwierdzić, a jak to potwierdzisz, to spotkasz się z nim i będziesz super silną kobietą, bo taka jest Vespera Rookwood. Jesteś silniejsza ode mnie, pamiętaj o tym. Jesteś silniejsza niż którykolwiek mężczyzna w tym domu - stwierdziłem, bo też tak prawdopodobnie było, zapewne pomijając Ojca, ale on... Na przykład nie był zbyt urodziwy i miał swoje obsesje, więc nie mógł działać na skalę Vespery. Otóż to! I gdybym miał wybierać, to wybrałbym Vesperę, a nie Jego.
- Jeśli potrzebujesz wsparcia, mogę przy wszystkim uczestniczyć. Od początku do końca - zaproponowałem, kładąc jej dłoń na ramieniu. - Co powiesz na odprężającą kąpiel? Przyniosę ci odpowiednie kadzidła - kontynuowałem. Wpierw odprężenie, uspokojenie się, a potem działanie - po Rookwoodowemu. Nie będzie przecież płakać, skoro były sprawy do załatwienia.